Srebrna Maska

Myślałem, że jak dopłyniemy statkiem do Memphis, to stamtąd do Indian to będzie blisko, ale to chyba bardzo daleko, trzeba jechać przez pół Dzikiego Zachodu ! Ale to nawet dobrze, bo muszę się nauczyć gadać po indiańsku, to znaczy po Navajo, tak mówi Czarny Orzeł. Tak myślę, że zanim dojedziemy to już się nauczę i będę mógł pogadać z szamanami o duchach, chociaż jeszcze mogą mnie po drodze zabić, bo już mnie o mało co nie zabili i to kilka razy ! A Miss Lu to jeden Meksykaniec zastrzelił na śmierć, w pojedynku !

Najpierw jeszcze na statku, ale już w Memphis, przyszli Texas Rangerzy i pytali o senatora Howarda, co był na końcu skinnerem i co go Czarny Orzeł zabił tomahawkiem. Ale nie powiedzieliśmy o tym, tylko kapitan powiedział, że senatora zabili państwo Baroni, no i nawet nie skłamał, bo tak było, tylko że to nie był Baroni, ale skinner, ma się rozumieć. Tylko Brat Tobiasz powiedział coś o demonach, ale ten Ranger nic nie powiedział i chyba pomyślał, że Brat Tobiasz jest trochę świrnięty.

No bo jest ! Mr Ted opowiadał mi, że Brat Tobiasz sam szarżował konno i tylko z szablą na sześciu bandytów, których razem z Mr Tedem ścigali po tym, jak zabili tą dziewczynę z saloonu w Silver Streak. I ci bandyci strzelali do niego z karabinów i Brat Tobiasz dostał dużo kul w ten swój wielki brzuch, cały wyglądał jakby go chirurg pociął, kiedyś takiego jednego widziałem. A Mr Ted to jest już mądrzejszy, bo jak Brat Tobiasz szarżował to on zeskoczył z konia i położył się na ziemi i strzelał do bandytów i kilku zabił. W ogóle, to Mr Ted już teraz jest całkiem fajny, jak mnie nie straszy i innych też nie, chyba nawet bandytów nie straszył i nawet mówi, że mu uratowałem życie jak go ścigał zmartwychwstały Ogle. Wtedy mi całkiem dobrze wyszedł kant i podniosłem Ogle’a z ziemi, obróciłem go żeby już nie strzelał w Mr Teda srebrnymi błyskawicami i wrzuciłem z powrotem do tej jego trumny i ją zamknąłem, ale on potem wylazł i szedł za nami, aż go w końcu Mr Miguel nie zastrzelił na dobre zaczarowaną kulą. Bo Mr Ted też jest kanciarzem, tylko jakoś kantuje bez kart, tak jak Brat Tobiasz i zaczarował tą kulę, bo Brat Tobiasz był za bardzo ranny.

A najpierw jak przyjechaliśmy do Silver Streak, to całe miasteczko wyglądało jakby wszyscy się nas bali. Ale to nie nas się bali, tylko tych bandytów z saloonu, co ich potem Brat Tobiasz i Mr Ted zabili jak uciekali z miasteczka. A najpierw to dwóch zabił Mr Miguel, rozwalił im całe głowy na kawałki, bo stali przed saloonem i zaczęli strzelać do mnie i do Pete’a, jak szliśmy do sklepu. Pete to jest mój pies, pomaga mi w sztuczkach i w kantach też i jest bardzo mądry i to jest mój najlepszy przyjaciel, nawet lepszy niż Mr Ben, chociaż Mr Ben zapłacił za mnie sto dolarów. A jakby nie zapłacił to by mi ten bandyta rozwalił łeb i już bym raz nie żył. A drugi raz to bym nie żył, jak mnie joker dziabnął po tym jak okantowałem Watsona. Ale to już później.

Bo najpierw jak przyjechaliśmy to szeryf Pat Collins nam powiedział, że ci bandyci z saloonu to przyjechali z takim jednym Meksykańcem, Ramonem Louisem Sabatero i jego kumplem Edwardem Watsonem, którego szukają Texas Rangerzy i jest na niego 50$ nagrody. Ale tych dwóch nie było w saloonie, bo pojechali razem z jeszcze jednym za miasto, a najpierw rozpytywali o założyciela miasta, Mr Alberta Ogle’a i o rzeczy, które po sobie zostawił jak umarł. A między tymi rzeczami były drogie książki, tak że od razu pomyślałem, że ten Watson, którego szukają Rangerzy to jakiś czarownik i ten Ogle pewnie miał coś czarodziejskiego. A jak potem ten Billy powiedział, że słyszał dziwne piszczałki w nocy, no a potem sklepikarz powiedział nam, że Watson kupił książkę „Muzyka Pana” to już byłem całkiem pewny. Ale jak od razu chciałem iść do sklepu z Pete’m, to dwóch banditos zaczęło strzelać do nas i Mr Miguel ich zabił, już mówiłem. Bo Mr Miguel też jest Meksykańcem i jak usłyszał nazwisko „Sabatero” to się strasznie wkurzył i chwycił za swój wielki karabin na bizony.

Szeryf był zły, że zaczęła się strzelanina i że banditos zabili jedną dziewczynę z saloonu za tych dwóch co ich zabił Mr Miguel. Nasi umówili się z bandytami, bo banditos to bandyci, tylko po meksykańsku, że będą się strzelać jeden na jednego i kto kogo zabije ten wygrywa. No i Honey Lu się strzelała z jednym Meksykańcem, co się nazywał Rodrigo Hernandez, ale tamten ją zabił i banditos odjechali z miasta, ale wypuścili zakładników, tak jak obiecali. Ale za mnie chcieli 100$, bo jak oni się mieli strzelać to ja znowu poszedłem do sklepu, tylko po kryjomu, ale się zaplątałem w kaktusa i mnie jeden bandito złapał. A jak mnie złapał to przyłożył mi rewolwer do głowy i potem ja byłem zakładnikiem. Ale Mr Ben był bardzo fajny i zapłacił za mnie te 100$, a ja je szybko wyciągnąłem z kieszeni tego bandyty i oddałem Mr Benowi. I myślę że on jest moim przyjacielem, chociaż inni go nie lubią bo wyciągnął naboje z rewolweru Honey Lu zanim ją pochowali, jak hiena cmentarna. Ale Mr Ed też go chyba lubi, bo razem z nim obszukiwał ciało Lu, żeby znaleźć pieniądze, ale ja nie obszukiwałem, bo mam dużo pieniędzy, chociaż Mr Bena lubię, bo mi uratował życie.

Jak banditos uciekli z miasta to Mr Ted i Brat Tobiasz zaraz pojechali szybko za nimi, żeby ich zabić za tą dziewczynę z saloonu i chyba za Honey Lu też. No i zabili we dwóch siedmiu, Brat Tobiasz szablą, a Mr Ted karabinem, już mówiłem, a ósmego przywieźli do miasta, żeby go powiesili. Ale najpierw, jak tylko oni pojechali to Mr Miguel nic nikomu nie mówił, tylko wsiadł na swój wóz i pojechał. Bo on ma na swoim wozie taki teatrzyk, a w tym teatrzyku takie piękne lalki, senioritę, co jej podrzynają gardło i seniora co prawie umiera, ale potem znowu żyje i dużo banditos. I inne lalki też ma, ale te widziałem w teatrzyku jak go spotkaliśmy i pastor Wilkinson powiedział wtedy, że to nie jest przedstawienie dla dzieci pastora i kazał mu się wynosić z ich kompanii i wtedy Mr Miguel przyłączył się do nas. I powiedział, że zrobi mi lalkę, że będzie wyglądała jak ja i lalkę Pete’a też zrobi. Ja myślę, że on nic nie wie o czarach Voo-doo i nie po to zrobi te lalki, żeby nas z Pete’m zabić, bo on chce zabić tylko tego Burito i jego banditos, co zabili jego senioritę.

Jak już zostaliśmy w mieście tylko we trzech, z Mr Benem i Mr Edem, to poszliśmy wszyscy nareszcie do sklepu i tam sklepikarz dał mi wielki cukrowy lizak. A jak pytałem o Watsona to mi powiedział, że kupił jedną książkę „Muzyka Pana”, co została po Mr Ogle’u, tym co założył miasto i wybudował małą kopalnię. Ale ta kopalnia to nie była po to żeby kopać srebro, tylko żeby się tam pochować i kiedyś wstać z grobu. Bo on był bardzo chory i już miał umrzeć, a bardzo nie chciał i znał rytuały żeby wstać z grobu za jakiś czas. A Watson chyba chciał go obudzić, dlatego szukał wszystkiego co zostało po Ogle’u i kupił tą książkę i znalazł hasło. Te hasło to było w saloonie, w pokoju Ogle’a, tylko że my tam nie poszliśmy, bo jak się wszyscy rozjechali to szybko pojechaliśmy za nimi, żeby ich znaleźć i przeszkodzić Watsonowi. A tak w ogóle to sklepikarz nic nie wiedział, że Ogle się sam pochował w tej kopalni i że chciał wstać z grobu, tylko dopiero potem się dowiedzieliśmy od samego Watsona, jak nas próbował zwieść.

Jak dojechaliśmy do kopalni to nie mogliśmy wejść do środka, bo na ciężkiej bramie z prętów były narysowane znaki zodiaku, ale nie wszystkie, tylko połowa. Jak narysowałem drugą połowę to wszystkie znikły, ale brama się nie otwarła i dopiero Mr Ben wymyślił, żeby narysować tylko te znaki których nie było i wtedy brama się otwarła. A wtedy już byliśmy wszyscy razem, bo Mr Ted i bardzo poraniony Brat Tobiasz dojechali do nas, a Mr Miguel już był przy kopalni. Razem weszliśmy do środka, a tam była ciężka klapa, która była taka ciężka, bo od spodu był do niej przywiązany sznur na którym wisiał ten trzeci bandyta, którego Watson i Sabatero wzięli ze sobą. I on nie miał serca, bo Watson musiał je wziąć do swojego rytuału obudzenia Ogle’a, ale to dopiero potem Mr Ben odkrył, jak poszukał w rozprutym ciele i się przy tym porzygał. No i się nie dziwię, ja też bym się porzygał.

Jak już zeszliśmy na dół to doszliśmy do drugiej bramy, mniejszej, ale też z prętów, na której była maska, taka jak w teatrze. Przypomniało mi się, że saloon Ogle’a nazywał się „Srebrna Maska” i pomyślałem, że klucz o który chodziło jokerowi z tej maski musiał być w tym saloonie. Wtedy myślałem, że ten klucz to pewnie Watson zabrał, ale to nie był klucz, tylko hasło, które było napisane nad dawnym łóżkiem Ogle’a. A joker to wyszedł z maski i wszedł w ciało Mr Teda i wtedy mogliśmy z nim porozmawiać, chociaż Mr Ted zrobił się cały srebrny, nawet ślinę i śpiki miał ze srebra ! Mówił też, że blask srebra jest zimny, więc próbowaliśmy dotykać go pochodnią, srebrnymi dolarówkami i złotymi dwudziestkami, ale nic to nie dało. No i w końcu nie wiedzieliśmy jak się przedostać dalej, bo nie wiedzieliśmy nic o tym haśle, ale mój pies Pete wymyślił, żeby zgiąć kraty mokrą szmatą i kijem ! No i tak zrobiliśmy, Brat Tobiasz mi pomógł i udało się zrobić takie przejście, że wszyscy mogliśmy przejść bez klucza, oprócz samego Brata Tobiasza, który jest za gruby.

Potem szliśmy wąskim korytarzem, najpierw Mr Ted, który o mało nie zemdlał jak ten joker z maski z niego w końcu wyszedł, ale już doszedł do siebie, dalej Mr Miguel i na końcu ja z Pete’m i nagle wyszliśmy na małą jaskinię, w której był czarodziejski portal, cały w srebrnym blasku. A w środku wisiał człowiek, cały posrebrzony i trzymał rewolwer wycelowany w Mr Teda. Chciałem go okantować i wystraszyć, ale joker nie chciał w ogóle mu nic zrobić, bo to też był joker, a nie człowiek, chociaż wyglądał jak ten bandito Sabatero. Mr Miguel bardzo chciał go zabić, bo on był z tej bandy Burito, który zabił mu senioritę. No i jak Mr Ted i Mr Miguel dali salwę, to joker nie wytrzymał i uciekł z ciała tego bandito, które się zaraz przestało świecić.

Mr Ted przeczytał napis nad portalem, w którym wisiał Sabatero i tam było napisane „wyjdziesz innym niż wszedłeś”, co mogło znaczyć że innym wyjściem, albo innym człowiekiem. Ale Mr Miguel się nie zastanawiał, tylko wkroczył do środka i zniknął. To ja też nie mogłem wytrzymać i wszedłem za nim i też zniknąłem, razem z Pete’m. Za chwilę jeszcze Mr Ted, Mr Ben i Mr Ed też przeszlił. A kawałek dalej była znowu taka mała jaskinia i następny portal, a przed nim stał Mr Watson ze strzelbą, ale nie strzelał do nas, tylko próbował pogadać. No i wszyscy go posłuchali, bo mówił o Ogle’u, że ta kopalnia to taki grobowiec, żeby wstać z martwych i że on, to znaczy Watson ma się rozumieć, chce zabrać martwemu Ogle’owi jego moc i że możemy się dogadać. Ale mi się przypomniało, że jeden czarownik drugiemu nie może zabrać mocy, tylko jokery mogą się dzielić mocą, no i pomyślałem że jak Watson wyrwał serce temu bandycie i powiesił na jokerze tego Sabatero, co był taki cały srebrny, to pewnie tylko chce zyskać na czasie i nas potem zabić. No więc krzyknąłem do reszty, żeby strzelali, a sam wciągnąłem nosem dym z cygar i przeniosłem się do Upiornego Saloonu, żeby zagrać z jokerami.

Pierwszy był taki pokrzywiony, stary, ale chytry, cały czas chichotał. Ale mu to nie pomogło, bo pociągnąłem fula, to jest bardzo wysoko i musiał mi pomóc. Ale nie kazałem mu od razu straszyć Watsona, bo pomyślałem, że jak mi tak dobrze idzie to zagram z takim lepszym, a ten stary mi pomoże, żebym wyżej wygrał. No i wybrałem sobie takiego wysokiego, chudego, ponurego jak sama śmierć, co to nie żartuje, ale jest bardzo silny. Bo myślałem, że ten stary chytrus to mi roztasuje karty tak, że mi wejdzie co najmniej ful, albo i kareta. No i wszedł – poker ! Ale z Czarnym Jokerem !

Jak wyciągniesz Czarnego Jokera przy grze z manitou, to zawsze coś złego się dzieje, można nawet umrzeć, a ten manitou był akurat bardzo wredny i wcale się nie zdziwiłem, jak zobaczyłem długie, białe zębiska. Wyciągał do mnie te swoje długie łapska i te białe, poskręcane jak konary starego drzewa zęby, żeby mi wygryźć serce, a ten stary zdradziecki łotr zachichotał za moimi plecami i poczułem jak mnie skręca w środku. Jeszcze chwila i byłoby po mnie, ale szybko zanurkowałem pod stół i uciekałem między nogami jokerów, aż do wygódki, a tam się porzygałem.

Ale już mi było znowu ciepło, siedziałem na ziemi w jaskini, Pete mnie lizał po rękach i twarzy, a wszyscy stali z rozdziawionymi gębami. Ale nie patrzyli na mnie, tylko na Watsona, który też siedział na ziemi, dwururkę miał oparta na ramieniu tak jak przedtem, a włosy całe siwe i oczy wytrzeszczone, jakby się przestraszył na śmierć. No bo tak było, mówiłem że ten chudy joker był silny, a było nie było – pociągnąłem pokera ! Ja go wcale nie chciałem przestraszyć aż tak mocno, ale chyba nawet dobrze się stało, bo jakby Watson pomógł potem Ogle’owi to byłoby po nas.

Bo jak przeszliśmy przez drugi portal, to w środku była taka wielka kamienna trumna z rysunkami i jakimiś napisami, których nie mogłem przeczytać, a dookoła paliło się kilka kadzideł i było to serce, które Watson wyrwał temu bandito, w misce pełnej krwi. W tej trumnie leżał trup Alberta Ogle’a, bo ona była otwarta, ta trumna ma się rozumieć. Ale jak Mr Ben chciał dotknąć trupa to ten nagle się podniósł i z rąk wyskoczyły mu takie srebrne błyskawice, którymi poraził Mr Bena, że aż się zachwiał i odskoczył do tyłu !

Wszyscy zaczęli strzelać do trupa, ale kule rozpłaszczały się na nim i jak wszyscy kowboje to zobaczyli to rzucili się do portalu z powrotem i uciekli, tylko Mr Ted został i ja, no i Pete ma się rozumieć. Próbowałem okantować trupa żeby się wystraszył, tak jak Watson, bo mi kiedyś Stary mówił, że tacy co się wygrzebią to się jeszcze bardziej boją jokerów niż żywi, ale nie zadziałało. Widać Ogle to też był joker i się nie bał koszmarów. Pomyślałem, że nie pokonamy go bez tej książki „Muzyka Pana”, którą kupił Watson w Silver Streak, bo zapomniałem powiedzieć, że znaleźliśmy ją przy trupie Watsona, ale ją Mr Miguel zabrał, a mi dał „Księgę Gier” Hoyle’a, też od Watsona. No więc teraz mi się przypomniało, że trzeba było tą książkę przejrzeć i pewnie tam będzie jakieś zaklęcie na zabicie nieżywego Ogle’a, ale książka razem z Mr Miguelem już uciekła.

Ale tymczasem Mr Ted zaczarował jakoś swoje kule i jak teraz strzelił, to te zaczarowane kule weszły Ogle’owi w ciało i popłynęła stamtąd srebrna krew. No więc chwyciłem małego jokera, żeby pomógł Mr Tedowi celnie strzelić w głowę potwora, ale i tak nie trafił, za to Ogle walił w niego piorunami jak z burzowej chmury. No i Mr Ted też rzucił się do ucieczki i my z Pete’m za nim, ale trup cały czas trzymał się za naszymi plecami i rzucał srebrne pioruny i chyba by w końcu zabił Mr Teda, gdyby mi nie wyszedł ładnie ten kant co pozwala podnosić rzeczy na odległość. No i jak pociągnąłem trójkę, to chwyciłem miotającego pioruny Ogle’a, obróciłem go w powietrzu i wrzuciłem z powrotem do tej jego kamiennej trumny i zatrzasnąłem wieko. I tak uciekliśmy we trójkę i dogoniliśmy resztę przy wejściu do kopalni. A Mr Ted podziękował mi, że mu uratowałem życie !

Mr Miguel pokazał nam wszystkim tę książkę, co ją zabrał Watsonowi, a w środku była taka kartka, z narysowanymi różnymi magicznymi symbolami, zwierząt, ludzi i oczu i różnych innych, których nie potrafiłem rozpoznać. Potem się okazało, że to był taki cyrograf, bo jak już Ogle umarł na dobre, to ta kartka się rozpadła na kawałki, więc pewnie jakby ją wcześniej podrzeć to Ogle by się rozpadł, albo co. Ale my na to nie wpadliśmy, a książki w ogóle nie umieliśmy przeczytać, bo była w jakimś obcym języku, więc jak martwy Ogle wylazł w końcu z kopalni to Mr Ted zaczarował znowu kulę, tylko tym razem w karabinie Mr Miguela. Meksykaniec strzelił tylko raz i rozwalił trupa prawie na kawałki, a ze środka wypłynęło jakby płynne srebro, no i było po wszystkim. A kartka się rozsypała, jak mówiłem.

Teraz jak już zabiliśmy Watsona i Ogle’a i całą bandę Ramona Sabatero i pomodliliśmy się na świeżym grobie Miss Honey Lu to musimy jeszcze poszukać cyrulika, żeby połatał jako tako brata Tobiasza i Mr Teda, a potem to już chyba pojedziemy dalej do Indian Navajo i może szamani mi powiedzą więcej o duchach, żebym umiał rozpoznać z daleka tych co bardziej złośliwych.

 

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Deadlands, DL po raz trzeci ,

Comments are closed.