Bella Marie

Fajowo było płynąć statkiem ! Myślałem nawet, żeby zostać kiedyś kapitanem, zamiast szulerem, ale chyba jednak zostanę przy kartach, szczególnie teraz, kiedy Mr Carmichael nauczył mnie nowych sztuczek. No i kiedy wygrałem od niego tą papierośnicę. Chyba muszę zacząć palić.

Od razu jak przyszedłem na statek to już mi się spodobało, bo kapitan Manning powiedział: „Witamy na pokładzie, ser Williamie”, a ten rycerz Tobiasz, co ma takie fajne szable na plecach powiedział, że jak jestem „szlachetnie urodzony” to też powinienem zostać rycerzem, zamiast szulerem. Ale tak teraz myślę, że on jest lekko świrnięty, chociaż umie rozwalić drzwi piąchą no i jest miły, tak że go raczej lubię. Bo na przykład Mr Ted to nie jest miły, wszystkich straszy i ciągle pije whisky. Jak jeszcze statek stał przy pomoście to tylko leżał na leżaku i jak mnie zobaczył to kazał mi iść po nową butelkę, bo myślał chyba, że jestem chłopcem okrętowym. No i jeszcze mnie chciał wystraszyć, tak że od razu mi się nie spodobał. Żeby się zemścić przyniosłem mu tą jego whisky, tylko najpierw do niej naszczałem, a on wszystko wypił. Trochę byłem zawiedziony, bo myślałem że będzie rzygał, a on nic. No ale trudno – jesteśmy kwita, potem co prawda jeszcze raz mnie straszył, jak zobaczył że kantuję, ale to już tak po przyjacielsku, więc się nie liczy.

Oprócz Mr Teda, który się nazywa Mały Ted i ma konia Dużego Teda, na statku było jeszcze wielu ludzi. Niektórzy z nich wyciągnęli kopyta, ale nie wszyscy i teraz z kilkoma co zostali pojedziemy do Indian, bo nas zaprosił ten wódz, Czarny Orzeł, któremu pomogliśmy odzyskać nóż z kości. Ten nóż ukradli mu w mieście biali i potem przez to był ambaras, bo w tym nożu był zły manitou, albo może demon, jak mówi Mr Tobiasz. Mr Tobiasz to w ogóle każe sobie mówić „bracie” i wszystkim też tak mówi, poza tym nosi dwie szable na plecach i dużo gada o Bogu, całkiem jak pastor. Ale dobrze wali z piąchy, już mówiłem. Do Indian pojedzie z nami jeszcze Mr Ed McAndrews, taki ryży obszarpaniec, co umie gadać po indiańsku i ma fajny nóż, dalej taka chuda panienka z pistoletami, co ma na imię Lou, ale się trzyma z boku i dużo pyskuje, prawie jak Mr Ted, no i jeden wychuchany elegancik, ale w starych butach, Mr Benjamin, który też się trzyma z boku, mało mówi i tylko raz strzelił do senatora, jak ten się zamienił w orła i chciał uciec ze statku z nożem Czarnego Orła.

O właśnie. Bo jak już mieliśmy odpłynąć to przy pomoście stanęła orkiestra i wtedy przyszedł ten Indianin, Czarny Orzeł, więc wszyscy myśleli, że to na niego czekaliśmy. Ale zaraz za nim wtoczył się senator Howard, strasznie gruby i do tego tak cienko mówił, cieniej ode mnie, a koło niego biegał taki śmieszny służący, asystent Jefferson Andrews. No i okazało się, że to są ci ważni goście, o których mówił kapitan Mannings. Kapitan to w ogóle jest bardzo fajny i cieszę się, że nie zginął, to może go kiedyś odwiedzę i znowu da mi pokierować statkiem. Ale zanim statek zdążył odbić od nabrzeża, marynarze wyłowili z wody to ciało bez skóry i się zaczęło !

Najpierw przyszedł konstabl, Mr Matthews i wszystkich nas pytał, co robiliśmy w nocy, a potem coś sobie pisał w notesie i skreślał. Aha – oprócz nas i załogi na statku było jeszcze kilku pasażerów. Była starsza pani Adela McPherson, właścicielka statku, albo żona właściciela, jakoś tak, a z nią jej syn, nieśmiały wypłosz w garniturze, z włosami na brylantynie, dalej Mrs Rita i Mr Jack Baroni, którzy potem niby wpadli do wody i zeżarły ich piranie, ale to tylko było kłamstwo senatora, który już wtedy był skinnerem. Ale wcześniej to właśnie Mr Baroni był skinnerem, a jego żona nic o tym nie wiedziała i myślała że robi skoki w bok z Miss Monroe, która też była skinnerem. Ale tego to do samego końca nie wiedziałem, bo pani Monroe tak się ładnie uśmiechała, że nawet konstabl Matthews nie wiedział, czy ma pisać w swoim notesiku, czy skreślać. No i dalej jeszcze był senator Howard z tym Jeffersonem Andrewsem i Mr Carmichael, który ciągle pił whisky jak Mr Ted, ale bawił się kartami i zgodził się nauczyć mnie jak grać, a potem nawet grałem z nim i wygrałem tą papierośnicę, którą on kiedyś wygrał od jednego magika. Tak sobie myślę, że ona może być czarodziejska, ta papierośnica. Stary mi opowiadał, że są takie rzeczy i on nawet sam kiedyś umiał takie robić. Aha, no i jeszcze był Czarny Orzeł, ma się rozumieć, który za bilet na statek dał złoty samorodek, bo mu bardzo zależało żeby znaleźć ten ukradziony nóż z kości, w którym siedział bardzo zły manitou.

Konstabl nie chciał wypuścić statku, ale senator zaczął piszczeć, że musi być na ważnym politycznym spotkaniu w St.Luis i w końcu konstabl wsiadł na statek razem z nami i popłynęliśmy. Nic się złego nie działo, udało mi się obejść prawie cały statek, bo marynarze byli fajni i mnie nie wyganiali, a kapitan cały czas mówił do mnie „ser Williamie”, a steward Barrie też był miły, chociaż tak śmiesznie mówił, jak fryzjer. Mr Matthews, konstabl znaczy się, czas chodził po kajutach i prowadził śledztwo, a dokwaterowali go do mnie, bo byłem najmniejszy z pasażerów. Mr Ted, który jest łowcą nagród też chodził po kajutach i prowadził własne śledztwo, ale chyba swoim zwyczajem próbował wszystkich straszyć, bo słyszałem jak go Mrs McPherson wyrzuciła z krzykiem i nawet myślałem, że jako właścicielka statku każe mu wysiąść, ale nie.

W nocy śniły mi się straszne sny, cały czas czułem jakby smród palonego mięsa, a rano się okazało, że to wcale nie był sen, bo w palenisku znaleźli kości po pani Monroe i palaczu. Po śniadaniu każdy zaczął szukać śladów mordercy. Mr Ed gadał z tym Indiańcem, Czarnym Orłem, który mu powiedział, że jest na wojennej ścieżce, bo szuka tego noża, ale chyba jeszcze wtedy nie powiedział, że ten nóż jest na statku, a w ogóle nie powiedział że to jest nóż, albo może powiedział, ale Mr Ed nie zrozumiał. Ja z Pete’m próbowaliśmy znaleźć ślady panny Monroe, to znaczy gdzie szła, kiedy ją zabił ten morderca, bo wtedy jeszcze myśleliśmy, że to ją zabili, a dopiero później się okazało, że ona była skinnerem i po prostu zabiła kogoś innego, przebrała się w jego skórę, a swoja schowała do torby. Tak że te kości, które znaleźli w palenisku w ogóle nie były jej ! A Pete to mój pies, najlepszy przyjaciel jakiego mam, rozumie co do niego mówię i zna różne sztuczki, na przykład umie nalewać kowbojom whisky i grać w karty, chociaż nie tak dobrze jak ja, a już szczególnie teraz, jak mnie Mr Carmichael nauczył.

Ale tym razem Pete nic nie znalazł, pewnie dlatego, że było za dużo ludzi i zapachów. Ale ta zadziorna pannica, Miss Lou miała dobry pomysł, bo szukała zapachu perfum Miss Monroe i potem mówiła, że go na chwilę wyczuła, ale zaraz zgubiła. A gdyby miała lepszego nosa to może byśmy znaleźli tą torbę ze skórami wcześniej, bo to pewnie od niej szedł ten zapach. Konstabla chyba dopadł ten skinner, co był wcześniej w ciele Mr Baroniego, bo jak przyszedł na obiad to powiedział wszystkim, że wie z całą pewnością kto jest mordercą. Mr Ted i brat Tobiasz jakoś sprawdzili, że konstabl mówił prawdę i wtedy myśleliśmy, że on po prostu w to wierzył, ale teraz to już wiem, że on naprawdę wiedział, bo to on sam był już wtedy mordercą, to znaczy skinnerem w skórze konstabla Matthewsa.

No i ten skinner, który wyglądał całkiem jak konstabl, no bo miał skórę konstabla, powiedział żebyśmy wszyscy zostali w jadalni, a on musi porozmawiać z kapitanem. Poszedłem po cichu za nim, ale się potknąłem, a on wyciągnął rewolwer i kazał mi wracać do jadalni. Myślałem, że nie chce żeby mi się coś stało, ale on nie chciał żeby ktoś widział jak zabija kapitana i bierze jego skórę. Ale jak wróciłem to brat Tobiasz, Mr Ed i Mr Ted poszli ze mną do kapitana i chyba dlatego skinner nie zdążył go zabić i bardzo się cieszę że nie zdążył. No i kapitan powiedział, że konstabla u niego nie było, no to poszliśmy go szukać, a jak już znaleźliśmy Pete zawarczał na chwilę, ale sam nie wiedział dlaczego, tak go coś zaniepokoiło.

Konstabl poprosił wtedy na stronę brata Tobiasza, a jak poszli na niższy pokład usłyszałem jak się tam biją ! Krzyknąłem na innych i pobiegliśmy z Pete’m na dół, a tam Mr Matthews, który ma się rozumieć był naprawdę skinnerem, okładał ciężko rycerza. Ale jak tylko zobaczył mnie i Pete’a, a za nami Mr Teda, który jest bardzo szpetny i straszny jak się wkurzy, to dał dyla. Złapałem szybko jednego manitou i kazałem mu popchnąć taki wózek na bieliznę w uciekającego konstabla, który jak dostał wózkiem to się rzucił na reling i przeleciał za burtę, chociaż go próbowałem łapać.

Wszyscy dopadliśmy do burty, a tam niby-konstabl miotał się w wodzie, bo chyba nie umiał pływać. Chciałem mu pomóc kantem, bo nie chciałem, żeby utonął i nawet pomyślałem że to zły manitou, czy demon nim kierował jak prał brata Tobiasza, a teraz go puścił. Ale zanim zdążyłem poczuć dym z cygar to nagle zobaczyłem jak z rzucającego się w wodzie konstabla złazi skóra, jak z węża ! Na naszych oczach okrwawione ciało wysunęło się ze skóry i poszło na dno. Wtedy dalej myślałem, że to zły manitou każe ludziom robić złe rzeczy, a potem ich zabija, ściągając najpierw skórę, ale teraz już wiem, że wtedy to utopił się prawdziwy potwór, ten skinner, który zabijał ludzi i ściągał z nich skóry, bo ten nóż świśnięty Czarnemu Orłowi mu na to pozwalał!

Tak w ogóle, to Mr Ed niewiele nam powiedział z tego co się dowiedział do Czarnego Orła, a wódz już wtedy mu opowiedział, że ten nóż, co go szuka daje moc chodzenia w cudzej skórze. Nie powiedział tylko, że to jest nóż, bo chyba Mr Ed nie zna tak dobrze indiańskiego i nie wiedział jak w ich mowie jest „nóż”. Ale wiedział, że Czarny Orzeł mógł chodzić w skórze niedźwiedzia, albo orła, albo wilka, a jakby jakiś zły człowiek ukradł ten nóż, to mógłby chodzić w skórze innych ludzi ! No a właśnie ten nóż Indiańcowi ukradli i stąd to wszystko !

Ale jak już konstabl Matthews utonął to z góry usłyszeliśmy piskliwy wrzask senatora. Pobiegliśmy tam, senator wyglądał jakby zobaczył zębatego jokera i pokazywał na rzekę. Powiedział nam, że Mrs i Mr Baroni napadli na jego służącego, tego asystenta Jeffersona Andrewsa i razem we trójkę wpadli do wody, gdzie ich zeżarły piranie. Teraz wiem, że senator też już wtedy był skinnerem, a ciała Baronich i biednego Jeffersona może i wylądowały na dnie rzeki, ale na pewno nie wskoczyły tam same. Ale wtedy myślałem, że rzeczywiście manitou wstąpił w Boronich i kazał im napaść na służącego senatora, a w szamotaninie wszyscy wpadli do rzeki, a zły duch zabrał im skóry. Jakoś nie pomyślałem o najprostszym !

Na to wszystko przybiegł kapitan Mannings z jednym marynarzem, który miał „Yellow Boya”, taki karabin z miedzianym okuciem. No i ten marynarz wycelował ten karabin w Mr Teda, kiedy ten zaczął straszyć kapitana, a potem chyba sam się wystraszył i strzelił Mr Tedowi w bebechy ! Już się bałem, że się wszyscy pozabijają, ale na szczęście Mr Ted nie jest taki straszny na jakiego wygląda i nie zabił marynarza, a zwłaszcza kapitana. W końcu przekonałem ich wszystkich, że najlepiej będzie, jak wszyscy zbierzemy się w jadalni razem, żeby się nawzajem mieć na oku, chociaż najpierw kapitan chciał każdego zamknąć w jego pokoju, a wtedy senator na pewno by uciekł.

Bo jak tylko wszyscy zebrali się w jadalni, senator zaczął się rzucać, że nie będzie mu jakiś kapitan mówił co ma robić i że idzie do swojego pokoju. Wtedy ja z Pete’m, rycerz Tobiasz, Mr Ted, Mr Ed, Mr Ben i Czarny Orzeł, którego wcześniej kapitan kazał związać, ale Miss Lou go rozwiązała, poszliśmy za senatorem, który był drugim skinnerem. Musiał się już bardzo bać, bo ledwo zamknął za sobą drzwi zaraz ubrał skórę orła, wybił szybę i z wielką torbą w szponach wyleciał przez okno !

Ale w tej samej chwili Mr Ted, albo może Ed otworzyli drzwi i Mr Ben od razu strzelił w orła, tak że wypadła mu ta torba, w której były wszystkie skóry zabitych na statku ludzi i nóż Czarnego Orła. Czekałem z kantem, aż ktoś będzie strzelał do orła, ale wszyscy się wahali i dopiero Czarny Orzeł wyskoczył z tomahawkiem, kiedy orzeł, to jest skinner, był już daleko.

Wciągnąłem do nosa dym z cygar i zanurkowałem pod stół, przy którym manitou grali w pokera. Przemykałem między grubymi nogami, przeważnie w spodniach w prążki, aż znalazłem jednego w takich cienkich, z białego sukna. Tacy są z reguły najlepsi do kantów. Wyspinałem się na wysoki stołek i roztasowałem karty. Joker był czarny, ubrany na biało i miał błyszczące białe oczy. Ale usta miał zamknięte, trochę mnie to zdenerwowało, bo boję się tych z długimi zębami, Stary mnie przed nimi ostrzegał. Ale wytrzymałem, najważniejsze to nie pokazywać nic po sobie. Pokazał mi karty – dwie pary, dupki na ósemkach i gęba bardzo powoli zaczęła mu się rozciągać w uśmiechu. Odkryłem pierwszą moją, dupek karo, druga – ósemka trefl, trzecia – znowu dupek, czwarta… dwójka, spociłem się, chociaż w saloonie zrobiło się nagle zimno… na pewno nie będzie trójki, bo dwa dupki są u niego, uśmiecha się paskudnie i coś białego błyska mu w gębie, ręce pokryły mi się szronem, razem z kartami, już po mnie, myślę… chyba że… bardzo tego nie lubią, ale teraz albo wóz, albo przewóz… odkrywam ostatnią kartę – czarny dupek, bez koloru, piąty. Wygrałem !

Rozwiera paszczę z furią, błyska białym zębami długimi jak noże bowie, wyciąga po mnie szpony, wywleka zza stołu i przykłada mi spluwę do skroni. Zaraz mnie kropnie, wkurzył się, wiedziałem że nie lubią sztuczek z kartami, ale co miałem zrobić, kopię go z całej siły w pysk, stopę mi zmraża, ale nie przestaję, wierzgam jak szalony koń, słyszę huk, świst tuż koło głowy…

Tomahawk Czarnego Orła poleciał jak po sznurku i łupnął ciężko w wielkie ptaszysko, które wywinęło w locie koziołka i jak kamień spało do wody. A jednak się udało ! Siadłem sobie na ziemi i tak siedziałem przez chwilę. Dobrze jest znowu być na statku… czuć smrodek rzeki… słyszeć wrzaski sprzeczających się ludzi… o właśnie Mr Ted strzelił w nogę Czarnego Orła ! Chyba myślał, że to on jest senatorem, to jest skinnerem, a prawdziwy Czarny Orzeł spadł do wody. Jestem zmęczony, przespał bym się. Teraz jednak się okazuje, że to nie tak, Indianiec jest prawdziwy, w torbie którą próbował wynieść senator, to jest orzeł, to jest skinner, chciałem powiedzieć, są skóry pozabijanych na statku ludzi – Miss Monroe, państwo Baroni, kilku marynarzy, ktoś jeszcze, chyba Andrews. No i nóż z kości, po który wódz tu się zaokrętował.

No i potem już wszystko się wyjaśniło, Mr Ted przeprosił Czarnego Orła za postrzał w nogę, a rycerz Tobiasz ich obydwu wyleczył z ran, bo Mr Ted dostał przecież wcześniej postrzał od marynarza z „Yellow boyem”. Ten to kantuje, muszę się przyjrzeć jak on to robi ! Potem wielu ludzi się upiło whisky, nawet wódz, a potem zaprosił nas wszystkich w nagrodę za pomoc w odnalezieniu noża do siebie. Fajowo, nauczę się po indiańsku i będę się uczył o manitou od szamanów, jak Hoyle i kiedyś napiszę jeszcze lepszą książkę, taką w której będą wszystkie kanty i żeby się zawsze wygrywało, bo tak to można umrzeć ze strachu.

A na koniec podróży, bo statek w końcu dopłynął tylko do Memphis, zagrałem jeszcze raz z Mr Carmichaelem. Tym razem zagadałem go o jego papierośnicę i powiedział, że to bardzo cenna rzecz, którą kiedyś wygrał od jednego magika, który chyba chciał ją do niego przegrać. Ale zagraliśmy o nią i ja wygrałem ! No i teraz mam tą papierośnicę i myślę że może być czarodziejska, skoro miał ją magik, tylko nie mam papierosów, bo jestem jeszcze za młody, ale chyba będę sobie musiał kupić i zostanę palaczem. Ale nie takim od kotłów, bo to nie za dobra praca, można się spalić we własnym kotle. Chyba jednak zostanę szulerem, mimo wszystko.

 

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Deadlands, DL po raz trzeci ,

Comments are closed.