Z notatek posterunkowego Włodzimierza Iwanowicza – Opis Sesji II

27 sierpnia 1978r, po południu

Idziemy do Kurzaja. Świnie Kurzaja chrumkają w państwowym lesie, nie jest zgodne z prawem. W jego gospodarstwie spotykamy Markiewicza Witolda, studenta. Ma na sobie zachodnie dżinsy, twierdzi że z Węgier. Przedstawia się jako krewniak Barskich (chyba, bo nie dosłyszałem). Niestety brakło mi czasu na dokładne przepytanie studenta, bo przyleciała ze wsi baba, niejaka Olechowska, Potrzebowała znachorskiej pomocy od Kurzaja dla swojej matki. Po krótkiej rozmowie przyznała się, że chodziła też do księdza. Na szczęście koledzy Andrzej, który jest lekarzem i Szymon (nie lekarz) byli z nami i obiecali Olechowskiej fachową pomoc (nie znachorską), po czym z nią poszli.
Następnie koledzy Witold i Tomasz rozpoczęli rozmowę, a ja przeszukanie chałupy Kurzaja. Dzięki praktyce operacyjnej nabytej w czasie służby w Milicji Obywatelskiej, szybko odnalazłem w szafie torbę z narzędziami chirurgicznymi i lekarstwami oraz spora ilość gotówki w polskich banknotach w słoiku z cukrem. Wychodzi na to, że Kurzaj to oszust, co od pewnego czasu podejrzewałem, ale Witold z Tomaszem twierdzą że to wilczur z filmu. Ja tam na aktorach się nie znam, ale pomimo swojego zarostu obywatel Kurzaj psa nie przypomina.

27 sierpnia 1978r, wieczór

Właśnie gdy rozmawialiśmy o wilczurach, przybiegł z bagien pies maści nieznanej, rozpoznany jako pies Kurzaja. Po powąchaniu podsuniętej mu kurtki Kurzaja, zaczął biec w stronę bagien, a my za nim. Tam też spotkaliśmy Kurzaja, gdy wracał pod ramię z nieznaną nam obywatelką. Zachodzi podejrzenie spędzenia płodu, bo na randkę to chyba by się nim nie umówiła, nie była ślepa. Przy okazji okazuje się, że pies ma na imię Mops i rzeczywiście jest własnością Kurzaja.
Kurzaj na wieść o chorej matce Olechowskiej rusza do wsi, a my za nim. We wsi okazuje się, że nasz kolega Andrzej jest wybitnym lekarzem, bo dzięki fachowej wiedzy wyleczył matkę Olechowskiej bez pomocy zabobonów. Idziemy do Pudnik skontrolować, czy obywatel Niebożek wciąż pędzi wódkę. Przyłapany na gorącym uczynku Niebożek przyznał się do posiadania kilku butelek samogonu, który niezwłocznie zarekwirowaliśmy.
Podczas próby jakości nielegalnego alkoholu decydujemy, że wraz z Kurzajem idziemy na bagna i do bunkrów szukać Hessa żywego, albo nieżywego. Wyposażamy się w kije i widły (ja) żeby nie utonąć oraz latarki. Po dotarciu przez bagna do Wilczego Szańca stwierdzamy, że właśnie przed hotel przyjechała wycieczka Niemców: autokar, dwa pojazdy osobowe, oraz pojazd ciężarowy z napisem „telekino” lub podobnym, bo po ciemku trudno było to odczytać. Wszystkie z naklejkami DDR. Obserwując z ukrycia ze zdziwieniem stwierdzamy, że wielu spośród wycieczkowiczów to ludzie łysi i uzbrojeni w pałki. Jeden łysy z pałką i jeden starszy bez pałki ruszają po ciemku między bunkry. Śledzi ich Tomasz. Starszy coś objaśnia i pokazuje. Kurzaj zna trochę niemiecki i dzięki temu zaczynamy się domyślać, że ten starszy człowiek był tu już kiedyś. Zachodzi prawdopodobieństwo, że jest zbrodniarzem hitlerowskim. Gdy obaj wracają na parking przed hotelem, w pewnym momencie w lesie powiał wiatr i poderwał ze ścieżki zeschłe liście. Koledzy stwierdzili, że to duch, a ja myślę, że to sprawka bimbru Niebożka.
Wracamy do pegieeru.


28 sierpnia 1978r, do południa

Słychać syreny od strony Wilczego Szańca. Dobiegają nawet odgłosy karabinów maszynowych. Podjeżdżamy syrenką Andrzeja, ale patrol z drogówki nie pozwala nam przejechać, bo Niemcy kręcą film i nie wolno im przeszkadzać. Wietrzymy we wszystkim podstęp i postanawiamy sprawdzić to naocznie. Obiecuję kolegom z drogówki flaszkę, a oni w zamian radzą żeby podejść lasem na piechotę, bo tutaj drogą nie mogą nas przepuścić. Notuję nazwiska i stopnie służbowe przekupnych funkcjonariuszy.
Tomasz z Witoldem udają się przez las do szańca, a my z Andrzejem jedziemy do wsi.
Na teren Wilczego Szańca Tomasz z Witoldem przedostają się przez dziurę w płocie. Następnie przeprowadzają rozpoznanie wśród statystów. Przy pomocy patyka wetkniętego za pasek i schowanego pod swetrem Tomasz udaje funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa. Wkrótce dochodzi do sprzeczki z reżyserem i innymi Niemcami, na skutek czego koledzy dyskretnie wycofują się i znikają pomiędzy bunkrami.
W tym czasie Andrzej i ja jedziemy do wsi gdzie Siemięga Władysław, jeden ze starszych mieszkańców, spełnia swój obywatelski obowiązek współpracy z przedstawicielem MO. W zamian za obietnicę zwrotu i odpowiedni kwitek z moim podpisem użycza nam czapkę, buty, pas i ordery – wszystko poniemieckie.
Następnie odwiedzamy Zwolińskiego Władysława, byłego jeńca pracującego w czasie wojny przy budowie bunkrów. Ochoczo zgadza się na rozpoznanie hitlerowskiego zbrodniarza oraz pokazanie miejsca położenia bunkra Hessa. Odnotowuję zdumiewającą chęć starszych mieszkańców wsi do pomocy funkcjonariuszowi MO. Ruszamy syrenką w drogę do Szańca po drodze kupując kilka butelek wódki za prywatne pieniądze Andrzeja. Docieramy do napotkanych już wcześniej funkcjonariuszy drogówki pełniących czynności służbowe przy drodze dojazdowej do Wilczego Szańca. Po otrzymaniu korzyści materialnej w postaci butelki wódki, jeden z funkcjonariuszy, wystawia nam imienną przepustkę (na mnie, Andrzeja i Zwolińskiego). Przepustkę tą dołączam do notatek jako dowód korupcji panującej wśród funkcjonariuszy drogówki.
Dojeżdżamy bez kłopotu na parking przed hotelem i wejściem na teren Wilczego Szańca. Pokazaniu przepustki dostajemy się na teren gdzie kręcony jest film. Zwoliński rozpoznaje zbrodniarza hitlerowskiego w osobie pomocnika reżysera, który okazuj się nim nie być, bo jest historykiem z uniwersytetu. Rozpoznaje także zbrodniarza w osobie samego reżysera Szmajsera. Twierdzi, że w czasie wojny nazywał się on Klaus Sztetke i był oficerem SS dowodzącym wartą przy wydzielonym północnym sektorze z bunkrami, który nie był połączony z resztą umocnień. Zwoliński twierdzi, ze widział jak Sztetke mordował jeńców. To bardzo ważne informacje. Postanawiam, że poproszę kogoś o zrobienie mu zdjęcia, które wyślę do Warszawy w celu potwierdzenia tych informacji.
Następnie udajemy się w rejon owego północnego sektora z Niemcami, gdzie jak twierdzi Zwoliński znajdował się bunkier Hessa. Dochodzi tam do małego starcia z łysym Niemcem uzbrojonym w pałkę. Obezwładniam go i powalam na ziemię. Niemiec najwyraźniej pilnował tu czegoś. Niemcy sprowadzają na miejsce utarczki Kętrzyńskiego Zbigniewa starszego sierżanta MO z Olsztyna. Wspólne łagodzimy sytuację i rozchodzimy się. My rozchodzimy się do pegieeru w celu spania, aby wieczorem być wypoczętym, gdyż zamierzamy wtedy ponownie pójść na bagna i do bunkrów. Do snu spożywamy flaszkę, jedną z tych zakupionych wcześnej przez Andrzeja.





28 sierpnia 1978r, wieczór

Wieczorem, po obudzeniu, idziemy do Kurzaja, bo podobno nas szukał w ciągu dnia. Kurzaja nie ma w chałupie, ale w jego torbie schowanej w szafie, przybyło kilka narzędzi. Idziemy do bunkrów bez niego. Zaczyna mocno padać i jesteśmy przemoczeni. Bagna są jakieś dziwne, widać mgłę i dziwne świetliki. Legendy, wieśniacy i Kurzaj mówią często ze duchy jeńców pomordowanych przez Niemców straszą.
Gdy jesteśmy już blisko, dostrzegamy w strugach deszczu Niemców pracujących w świetle reflektorów. Słychać odgłosy wiercenia gdzieś pomiędzy bunkrami. Z tego, co dowiedzieliśmy się o umocnieniach wcześniej wynika, ze próbują się dostać do korytarza pomiędzy bunkrami, a stamtąd do zawalonego bunkra Hessa. Podczas gdy obserwujemy ich w ciemnościach, nagle dostrzegamy jak dwóch Niemców prowadzi skrępowanego osobnika, prawdopodobnie Kurzaja. Postanawiamy go ratować. Witold robi zwarcie instalacji na kablu zasilającym reflektory i maszynę wykonująca odwiert, my zaś atakujemy z ciemności dwóch Niemców prowadzących Kurzaja, który faktycznie okazuje się być Kurzajem. Tuż przed naszym atakiem jeden z Niemców gwałtownie sztywnieje i wyciąga ręce w stronę Kurzaja w celu uduszenia. Jednakże nagle odwraca się w stronę atakującego Tomasza i zaczyna go dusić. Tomasz dźga go śmiertelnie nożami, jednakże denat dalej go dusi. Szamotanina trwa chwilkę, w końcu jednak denat pada.
W tym samym czasie ja uderzam pięścią drugiego z Niemców trzymającego pistolet z tłumikiem. Zabezpieczam pistolet z tłumikiem. Potem rozcinam więzy Kurzaja. I kiedy sytuacja wydaje się być opanowana, czuję jak cos lodowatego wnika we mnie i tracę kontrolę nad własnym ciałem. Nie wiem co się działo, ale koledzy twierdzą że dusiłem Kurzaja, o czym mają świadczyć dowody w postaci siniaków na jego szyi. Chwilowy zanik pamięci można wytłumaczyć np. działaniem samogonu Niebożka, którego jednak owego dnia nie piliśmy. Koledzy twierdzą, że to duch Hessa we mnie wstąpił. Ja tam nie wiem tego na pewno, wiem tylko, że łeb strasznie mnie potem bolał jakby mnie kto piąchą w czaszkę zdzielił. Wycofujemy się w ciemność zabierając nieżywego Niemca, nieprzytomnego Niemca i nieprzytomnego Kurzaja. Kierujemy się w stronę chałupy Kurzaja, po drodze rzucając zwłoki Niemca w bagno, które jakoś dziwnie szybko je wciąga.
W chałupie Kurzaja przystępujemy do przesłuchania ocuconego Niemca. Przesłuchanie zostaje przeprowadzone za pomocą metod standardowych (świecenie lampa w oczy, bicie po twarzy) oraz niestandardowych (rzucanie nożami koło ucha przez Tomasza z opaską na oczach). Początkowo Niemiec milczy potem jednak zaczyna mówić, a Kurzaj tłumaczy. Niemec nazywa się Poldke Friedrich i nie jest aktorem tylko sportowcem, a reżyser Szmajser to nie reżyser Szmajser, tylko rzeczywiście Klaus Sztetke, który przyjechał tutaj aby wydobyć poniemiecki skarb. A skarbem tym są… zwłoki Hessa. Hess, jak zeznaje Poldke, pracował nad tajnym projektem o nazwie Prometeusz, którego celem było odkrycie nieśmiertelności. Sztetke zdobywając zwłoki i tajne akta chce kontynuować te badania. W czasie wojny podobno było jeszcze siedmiu innych naukowców zajmujących się tym projektem, ale ci w tajemniczych okolicznościach zniknęli.
Naradzamy się nad dalszym działaniem. Dzięki pomysłowi Kurzaja postanawiamy zaprowadzić Niemca w pobliże bunkrów, żeby przejął go duch Hessa, a potem pozwolić gonić się w stronę bagien, które powinny dokonać reszty. I tak też robimy. Będąc blisko bagien Niemiec sztywnieje nagle, wtedy Andrzej przecina mu ścięgna pod kolanem, żeby nie mógł biegać za szybko. Zaczynamy uciekać. Zgodnie z naszymi przewidywaniami Niemiec wpada w bagno, które wysysa z niego ducha Hessa. Sam Niemiec pozostaje żywy. Porzucamy go w lesie nie obawiając się z jego strony żadnych oskarżeń ani szykan, bo mamy zabezpieczony przeze mnie pistolet z tłumikiem, na którym są jego odciski palców. Jak się później okazuje, Niemiec nie wraca do swoich tylko znika w lesie.
29 sierpnia 1978r, nad ranem

Wygląda na to, że duch Hessa nie żyje, jednak są jeszcze jego zwłoki i inne hitlerowskie skarby ukryte w bunkrze, do których próbuje się dobrać Sztetke. Wraz z Andrzejem jedziemy do dyżurnego w Kętrzynie, aby zmobilizować siły milicyjne do pochwycenia zbrodniarza. Dyżurny nie czując powagi sytuacji wysyła do Wilczego Szańca jedynie dwuosobowy patrol, który melduje, że Niemcy mają zgodę na odwiert podpisaną przez konserwatora zabytków. Nie daję temu wiary, znajduję numer konserwatora w książce telefonicznej, dzwonię i dowiaduję się, że konserwator żadnego takiego dokumentu nie podpisywał. Sam dzwonię do dyżurnego na komendę do Olsztyna. Ten wysyła większa grupę funkcjonariuszy. Ekipa oszustów udających ekipę filmową zostaje zatrzymana, wraz z przywódcą Sztetke. Sprawdzam odwiert do korytarza pomiędzy bunkrami. Znajdujemy ciało Hessa w dość dobrym stanie pomimo upływu lat oraz kilku żołnierzy niemiecki. Są też tajne dokumenty., który szybko zabierając funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Zauważam na nich napis „Prometeusz”. Pod bunkrem znajduje się tajemnicza bardzo głęboka studnia oraz zainstalowany nad nią wyciąg. Niestety nie wiemy jakie jest jej przeznaczenie.

29 sierpnia 1978r, popołudnie

Jestem przesłuchiwany przez funkcjonariuszy SB. Opowiadam im wszystko bardzo dokładnie dołączając swoje notatki. Zostawiają mi swój kontaktowy numer telefonu abym im zgłosił, jeśli przypomni mi się coś istotnego dla sprawy. Melduję o tym swojemu przełożonemu oraz I sekretarzowi w Kętrzynie wspominając przypadkiem o tym, że obaj porzucili poszlakę wiodącą do syna sekretarza, jeżdżącego motorem MZ z dwiema rurami. Od razu jednak uspokajam ich, że fakt ten dla sprawy jest zupełnie nieistotny.
Mam nadzieję zostać wysłany na przyśpieszony kurs oficerski do Szczytna.

Krzysztof ‚Ozzy’ Dobosz

About Krzysztof Dobosz

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
ZC PRL lat 70-tych, Zew Cthulhu ,

Comments are closed.