Scarred Lands – Opis Sesji XVI

Zeszliśmy z Morkfjell i wrócilismy do Jaegershat ze skarbem lodowej wiedźmy Kjolig. Kostka Emona byla już dobra i razem rozmawialismy co robić dalej. Uradziliśmy, że teraz pójdziemy na Tornfjell po kości Grenselassa, ale najpierw wrócimy do olbrzymki Lidenscap. Mówiła nam wcześniej, że jest córką gór, które rozmawiają z nią i wołają. Chcieliśmy, żeby porozmawiała z Tornfjell i uciszyła jej gniew.

Wtedy do karczmy wszedł elfi mag Farfalion, który teleportował się do nas z Veratree. Władcy miasta chcieli widzieć dwoje z nas, ale nie powiedzieli dlaczego. Erlin i Ferra polecieli z Farfalionem z powrotem, a my zostaliśmy.

Następnego dnia wyruszyliśmy do ldoowego zamku olbrzymki. Po drodze znowu ktoś nas śledził, ale dwoje stworzeń umiało się ukryć nawet przed wzrokiem orła, w którego zmienił się Kheben. W zamku zastaliśmy tylko Styrke – białego niedźwiedzia Lidenscap. Chcieliśmy z nim porozmawiać następnego dnia i położyliśmy się spać w komnacie gościnnej.

W nocy obudził nas głos otwierającej się bramy. My sami weszliśmy do zamku furtką przeznaczoną dla Styrke, brama byłą za wielka i za ciężka, żeby ją otworzyć. A teraz stała otwarta na oścież. Nagle ze swojej budy wypadł z wyciem przerażenia Styrke i jak wielka kula śniegu wypadł przez otwartą bramę. Nasze konie i muł rżały zaniepokojone. Emon i ja czekaliśmy przyczajeni, Kheben i Kastor glośno nawoływali niewidzialnego napastnika. W końcu Emon oprowadzając swego muła wokół zamku ustalił, że zwierzę czuje lęk w pobliżu stajni.

Weszliśmy do środka, a wtedy z najciemniejszego kąta wypłynęła zielonkawa poświata i uformowała się w postać starego olbrzyma – jarla Eldgrimma, ojca Lidenscap. Otaczała go aura złej mocy. Upiór kazał nam się wynosić z jego zamku i po nieśmialych próbach oporu ze strony Khebena i Kastora wynieślismy się zgodnie z jego wolą.

Następnego dnia odnaleźliśmy Styrke zagrzebanego w śnieżnej jamie. Powiedział nam, że „pani” odeszła z „młodym panem” „więcej niż dwa dni temu” na północ i że „kazala Styrke pilnować obejścia”, czyli że zamierza wrócić. Upiór który wprowadził się do zamku rzeczywiście był duchem starego jarla – niedźwiedź bał się go i nie zamierzał wracać póki Lidenscap nie wróci.

My nie czekaliśmy, ale zostawiliśmy na lodowych murach zamku wypisane wiadomości dla Lidenscap, a potem poszliśmy prosto na Tornfjell. Szczyt góry był ukryty w burzowych chmurach, z kórych raz po raz wypadały błyskawice. Kheben zamienił się w orła i próbował szturmować szczyt prosto przez chmury. Po chwili wrócił kopcąc z przypalonych piór, nie dał rady. Po chwili zastanowienia wpadł na pomysł by zejść na szczyt z góry, sponad chmur. Tym razem nie było go znacznie dłużej.

Kiedy wreszcie wrócił dowiedzieliśmy się, że był na szczycie w czymś na kształt świątyni. W środku spał olbrzym o błękitnej skórze, stoły były zastawione potrawami i napojami. Kheben próbował obudzić olbrzyma, ale nie udało mu się. Kiedy jednak to mówił, burza trwająca na Górze Gromów ponoć zawsze zaczęła ustawać. PO chwili uspokoiło się całkiem i tylko ciemne burzowe chmury nadawały górze groźnego wyglądu.

Uznaliśmy, że to znak i ruszyliśmy wszyscy na szczyt. Cały dzień wspinaliśmy się skalistym stokiem, mijając po drodze kości sześciu śmiałków, którzy próbowali zdobyć legendarne serce burzowego olbrzyma. Pod wieczór dotarliśmy do wrót świątyni, o której mówił Kheben. W środku na łożu siedział ogromny mężczyzna o błękitnej skórze, przeciągając się jakby właśnie obudził się z wiekowego snu. Kiedy weszliśmy, podniósł głowę i rzucił nam zdziwione spojrzenie intensywnie fioletowych oczu.

Przedstawiliśmy się sobie wzajemnie. Olbrzym nazywał się Volkratos i był kapłanem Enkili, od czasów wojny z tytanami spał i obudził go dopiero głos wołającego Khebena. Powiedzieliśmy mu że przybyliśmy na Tornfjell po kości Grenselassa, ale on wiedział, że niektórych z nas bardziej interesował wielki rubin, zwany Sercem Burzowego Olbrzyma, który wedlug legendy miał znajdować się na szczycie.

Potem rozchylił koszulę na piersi i wszyscy zobaczyliśmy przeświecające przez jego błękitną skórę wielkie rubinowe serce, wyglądające jak szlachetny kamień. Volkratos wyjaśnił nam, że to Serce Chaosu, jeden z trzech magicznych kamieni Enkili o wielkiej mocy. Pozostałe to Oko Chaosu i Gwiazda Chaosu, którą zniszczyliśmy w świątni na bagnach niedaleko Durrower, za co Enkili zesłała na nas swego demona.

Poprosiliśmy olbrzyma, by pomógł nam znaleźć Grenselassa wśród kości zalegających stoki Góry Gromów. Powiedział: „idźcie i sami ich zapytajcie”. Powiedział też, że kiedy wrócimy możemu przebić jego serce włócznią, jeśli będziemy chcieć. Ale pamiętając poprzedni zatarg z Enkili, który omal nie kosztował nas wszystkich życia, nabraliśmy podejrzeń i naturalnej w tej sytuacji ostrożności. Poza tym Volkratos zachowywał się bardzo przyjaźnie i nie mieliśmy motywacji innej niż chciwość, by go zabijać.

Zeszliśmy więc z góry, mając po cichu nadzieję, że spotkamy po drodze żywego Grenselassa, albo przynajmniej jego ducha, który wskaże nam jego kości. Ale oto w połowie stoku drogę zagrodziło nam sześć szkieletów. Zabici wojownicy, ożywieni mocą Enkili zamiast jednak mówić dobyli broni i ruszyli do ataku.

Tym razem nie było z nami Erlina i jego czarów, ale Kheben z powodzeniem zajął jego miejsce. Chmury nad nami zgęstniały i nabrzmiały ,a kiedy pierwszy szkielet zbliżył się, wyskoczył z nich piorun, który dosłownie spopielił stare kości i resztki zbroi które jeszcze na nich wisiały. Kastor mocą swego boga zmusił dwóch nieumarłych do ucieczki, kolejnego podpalił Emon i dobił kolejny piorun Khebena, a ostatnie dwa zgruchotał święty miecz Kastora.

Wtedy nad resztkami jednego z zabitych szkieletów zabłysnął na chwilę niebieski poblask i uformował mglisty obraz wojownika złożonego na marach. Uznaliśmy, że to poszukiwany przez nas Grenselass i zebrawszy kości, zeszliśmy z gory. Kiedy byliśmy na dole jedna z chmur oddzieliła się od reszty i odpłynęła. Volkratos poszedł sobie.

Ponownie wróciliśmy do lodowego zamku Lidenscap, ale olbrzymki jeszcze nie było. Postanowiliśmy przenocować za murami, a rankiem zostawić zdobyte kości i bransoletę wraz z nowym listem na murach i ruszyć w dalszą drogę do Veratree. Jednak rankiem zobaczyliśmy nadchodzącą z północy wysoką postać naszej gospodyni.

Lidenscap opowiedziała nam, że przybył jej brat by oznajmić, że z grobu ich ojca skradziono jego topór i naszyjnik. Przedmioty te są atrybutami władzy każdego kolejnego jarla i jej brat nie mógł bez nich stanąć na czele ich ludu. Do tego niespokojny duch jarla Eldgrimma wrócił z zaświatow i nie znajdzie spoczynku zanim skradzione przedmioty nie powrócą w ręce jego syna.

Lidenscap postanowiła wyruszyć wraz z nami i swym niedźwiedziem do krainy ludzi, by znaleźć złodzieji i odebrać im łupy. Zostawiliśmy więc lodowy zamek pod dobrą opieką jarla Eldgrimma i wyruszyliśmy w kierunku Veratree.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.