Scarred Lands – Opis Sesji XV

Korzystając z siły zimnych, północnych  wiatrów “Nadzieja” żeglowała wzdłuż wybrzeży Ghelspadu. Coraz mocniej dawało się odczuć spadek temperatury, późna jesień na północy zdecydowanie nie przypominała późnej jesieni w Mithril – gdyby nie ciepła odzież, która bohaterom pozostała jeszcze z czasów pamiętnej przeprawy przez masyw Kelderów, chłód mocno dałby się im we znaki. Kolejne dni podróży płynęły leniwie, Emon spędzał je głównie w towarzystwie kapitana Kalippidosa, w którym znalazł pokrewną duszę, zaś czarownicy wykorzystywali czas na uzupełnienie arsenału magicznych zwojów i infuzji, przetrzebionych znacznie w czasie ostatnich walk. z pogodą zaostrzały się z każdym dniem, wreszcie, gdy statek wpłynął do zatoki Lodowych Wąsów, okazało się jasne, że dalsza podróż może być problematyczna. Kra będąca postrachem żeglugi w zatoce mogła uszkodzić, a nawet zatopić “Nadzieję”. Kapitan zwrócił się o pomoc do Khebena i druid przeobraziwszy się w majestatycznego morświna przepatrywał drogę w poszukiwaniu ewentualnych zagrożeń. Niestety okazało się, że droga w głąb zatoki została praktycznie zablokowana i jedynym rozsądnym dla bohaterów wyjściem jest zejście na stały ląd (a raczej stały lód…) i pokonanie reszty drogi pieszo. Na pożegnanie drużyny kapitan sięgnął do prywatnych zapasów wina, co pozwoliło druidowi na rzucenie wyjątkowo efektownego zaklęcia – wykorzystując puste butelki po szlachetnym trunku wyczarował on w nich rumaki z mroźnej mgły i dymu, na grzbietach których bohaterowie pomknęli przez bezkresną lodową pustynię. Po raz kolejny nieocenioną okazała się pomoc Denev przekazana przez Khebena

Pierwszej nocy spędzonej w mroźnych ostępach drużyna zorientowała się, że ktoś podąża ich śladem, jednak nawet Narya nie zdołał zidentyfikowac śladów.

Drugiej nocy Ocaleni natknęli się na niewielki domek myśliwski, a w nim ślady po brutalnym wtargnięciu i walce. Nawet Narii nie udało się zidentyfikować napastników, wyglądało to tak, jakby były to istoty stworzone z lodu. W każdym razie, chatka była najlepszym miejscem na spędzenie nocy, nawet biorąc pod uwagę ryzyko nocnego ataku.

Obyło się jednak bez niepokojów i rankiem, drużyna gotowa była już wyruszyć w dalsza drogę, gdy nagle Narya dostrzegł potężny kształt zbliżający się szybko do grupy. Okazało się, że biegnie w ich stronę potężny biały niedźwiedź! Kheben zareagował szybko i objął towarzyszy czarem uniemożliwiającym zwierzętom wykrycie ich obecności. Niedźwiedź zatrzymał się zdezorientowany, ale o dziwo, nie zaatakował koni, nie chronionych magią! Po dłuższym oczekiwaniu miś poszedł w swoją drogę, ale gdy już drużyna ruszyła, jakież było ich zdziwienie, gdy okazało się, że zwierz ciągle biegnie po ich tropach. Wreszcie zorientowali się, że może nie jest to wcale taki przypadkowy niedźwiedź i zagadali do niego. Miś zaprosił Ocalonych do zamku swej pani.

Niebawem ich oczom ukazał się majestatyczny lodowy zamek! Tym bardziej majestatyczny, iż zbudowany dla kogoś, kto wzrostem na pewno znacznie przerastał bohaterów. Drużyna dostała się do środka przez bramkę we wrotach przeznaczoną najwyraźniej dla niedźwiedzia… Wewnątrz powitała ich dostojna gigantka o chłodnej, bladej cerze i wspaniałych, złotych włosach. Przedstawiła się imieniem Lidenskap Eldgrimsdottir i oświadczyła, że jest samotną panią na zamku, a towarzyszy jej jedynie Styrke, niedźwiedź, którego bohaterowie mieli okazję poznać.

Podczas wieczerzy (obfitej, acz niezanadto wykwintnej) Eldgrimsdottir wyjawiła bohaterom powód, dla którego sprowadziła ich do swojego zamku. Otóż, w dawnych czasach gdy wciąż jeszcze mieszkała w domu swego ojca, jarla Eldgrima, do jego rodowej siedziby sprowadzono młodego człowieka, pojmanego w jednej z licznych bitew toczonych przez lodowych gigantów. Nie bardzo wiadomo dlaczego, ale wbrew swym zwyczajom Eldgrim nie zabił jeńca lecz przetrzymywał go przez długie trzy lata. Tyle czasu wystarczyło, by Grenselos i córka jarla zapałali do siebie gorącą miłością. Lidenskap ujawniła to ojcu dopiero na jego łożu śmierci – stary jarl nie miał już w sobie gniewu, który powodował nim całe długie życie. Ze smutkiem skazał Lidenskap na wygnanie do lodowego zamku, który kazał wznieść specjalnie dla niej, w pół drogi pomiędzy halami gigantów a dolinami zamieszkanymi przez ludzi.

Wspólne szczęście Grenselona i Lidenskap nie trwało długo – wojownik szybko zatęsknił za rodziną, której nie widział od lat i wyruszył w odwiedziny do ojczystej osady.

Eldgrimsdottir czekała długo, lecz czekała na próżno. Jej ukochany nie powrócił, a wędrowni kupcy przekazali wieści, iż Grenselos pojął za żonę swą przybraną siostrę! W gigantce zgasła cała nadzieja, ale miłość nie zgasła nigdy. Przez osiemdziesiąt lat wiodła samotne życie w lodowym zamku, aż wreszcie, gdy wydawało się pewnym, że jej ukochany zmarł ze starości i w żaden sposób nie wtargnie w jego życie i szczęście, postanowiła zdobyć po nim jakąś pamiątkę. Jej największym marzeniem było, żeby kości Grenselosa spoczęły w lodowej krypcie jej zamku, ale jeśli rodzina wojownika nie wyraziłaby na to zgody, wystarczy że dostanie z powrotem zaczarowaną obrączkę, którą ongiś ofiarowała ukochanemu.

Bohaterowie bez większych ceregieli podjęli się misji i po nocy spędzonej w zamku wyruszyli w kierunku rodzinnej osady Grenselosa. W nocy słyszeli dziwne, widmowe głosy, jakby góry wołały imię gigantki, ale gospodyni stwierdziła, iż to tylko omamy – ludzie nie rozumieją mowy gór i gdy ją słyszą, często biorą za coś nadnaturalnego. Dla gigantów góry mówią swoim własnym językiem i jest to zwykła rzecz.

Po zejściu w doliny, pierwsze kroki Ocaleni skierowali do rodowego majątku Grenselosa, ale na miejscu ludnego ongiś halu znaleźli tylko smutne, opuszczone ruiny. Nie mogąc znaleźć w nich żadnej wskazówki na to, co mogło stać się z mieszkańcami, wyruszyli do samego Jaegershutt. Problemy wynikające z bariery językowej nie były już tu aż tak dotkliwe jak w małych, zapomnianych przez Bogów i ludzi sadybach, ale i tak bohaterowie uznali, że najlepiej zrobią, jak zasięgną języka w gospodzie “U kobiety z brodą”. Właścicielka gospody okazała się jowialna i absolutni nie brodatą krasnoludką, której sympatie z miejsca zdobyli opowiadając o swoich przygodach w Burok-Torn. Wieczór upłynął na jedzeniu, piciu i dyskretnym wypytywaniu o losy Grenselosa i jego rodu.

Nazajutrz drugiego dnia, bohaterowie spotkali się z żwawą staruszką, dobrze pamiętającą całą historię. Z lingwistyczną pomocą krasnoludki bohaterowie uzyskali informacje z pierwszej ręki.

Otóż, Kjolig, przybrana siostra Grenselosa wyrosła na bardzo piękną dziewczynę i gdy wojownik wrócił, w okamgnieniu podbiła jego serce. Było to tez bardzo na rękę rodzinie Grenselosa, która wolała, by młodzian pozostał wśród swoich, z piękną żoną przy boku i opromieniony sława bohatera, niż gdyby miał resztę życia spędzić w odległej zimnej fortecy, za żonę mając lodową gigantkę.

Kjolig jednak nie wystarczyła świeżo zdobyta miłość Grenselosa – zażyczyła sobie wyjątkowego ślubnego prezentu – rubinu zwanego Sercem Olbrzyma. Rubin miał znajdować się na szczycie Tordn Fjell, Góry Grzmotów, nad którą wiecznie szalała burza i na stokach której wielu śmiałków straciło już życie. Wojownik zgodził się i wyruszył na Tordn Fjell, lecz szczęście najwyraźniej go opuściło i w pojedynku z góra położył życie.

Rodzina Grenselosa wpadła we wściekłość i wygnała Kjolig na Mork Fjell – Górę Mroku, miejsce gdzie starzy, niepotrzebni nikomu ludzie szli spotkać swoją śmierć.

Od tej chwili rodzin Grenselosa zaczęła podupadać. Nie ominęły ich żadne nieszczęścia, aż wreszcie siostra wojownika zabrała to co zostało z majątku i wyjechała z Jaegershutt. Z biegiem lat ludzie zaczęli opowiadać legendy o wyjątkowo złej i okrutnej lodowej wiedźmie mieszkającej na Mork Fjell. Na imię miała Kjolig.

Pojawiło się pytanie – czy iść na Tordn Fjell i szukać kości Grenselosa, czy też na Mork Fjell, w nadziei, że Kjolig zabrała obrączkę. A może po prostu zrezygnować i powrócić do Edelskap z pustymi rękami? Wreszcie, po burzliwej naradzie wybór padł na Górę Mroku.

Bohaterowie dobrze przygotowali na niespodzianki jakie może im sprawić góra wyruszyli w drogę. Im bliżej byli ponurego szczytu, tym bardziej jego cień kładł się na ich duszach. Niedługo po rozpoczęciu wspinaczki znaleźli w płytkiej jaskini na zboczu pierwsze ludzkie kości, a jakiś czas potem stary ołtarzyk poświęcony Mormo, tytanki patronującej złym czarom i wiedźmom. Jednak nawet to, że dobrze wiedzieli, czego mogą się spodziewać nie przygotowało ich na rozwój wydarzeń.

Pierwsze wyzwanie pojawiło się, gdy niedługo po rozpoczęciu wspinaczki drużyna została zaatakowana przez Isdjevl, dziwaczne stwory, przypominające wielkie, lodowe węże, o których bohaterowie słyszeli jeszcze w Jaegershutt.. Paszcze pełne ostrych jak brzytwy kłów nie były jednak w stanie sprostać piorunom Erlina i mieczom pozostałych bohaterów – po krótkiej walce z Isdjevl zostały jedynie stosy lodowych okruchów.

Wieczorem rozpętała się straszliwa zamieć, w której władający magią bohaterowie rozpoznali czarnoksięską robotę. Gdyby nie to, że Narii udało się znaleźć bezpieczne schronienie w jaskini, najpewniej zginęliby wszyscy w ciągu kilku godzin.

W nocy, gdy czekali w jaskini na poprawę pogody, z drugiego końca długiego, skalnego komina dobiegł ich złowieszczy głos wiedźmy. Kjolig zapytała o powód wtargnięcia na jej teren a dowiedziawszy się, czego szukają, oświadczyła, że ma obrączkę i gdyby intruzi oddali jej należną cześć i złożyli bogate dary, być może nie tylko pozwoliłaby im odejść z życiem, ale nawet łaskawie oddała niewiele dla niej wartą błyskotkę. W międzyczasie, udało się wyciągnąć z Kjolig wyznanie, że aby zdobyć miłość Grenselosa posłużyła się magią – czyli wojownik nie zdradzi swojej miłości do Eldgrimdottir, ale został zaczarowany! Niestety, zawiodła szlachetna sztuka dyplomacji i bohaterowie na groźby i złośliwości wiedźmy odpłacili podobną monetą – szczególnie naraziła się Ferra, drwiąc z jej odrażającej postaci i przywołując wspomnienia o przeminionej urodzie. Tego było dla Kjolig za dużo i postawiła nowy warunek – chciała dostać Ferrę! To oczywiście wstrzymało rozmowy i Kjolig wycofała się do swojej kryjówki. W międzyczasie, bohaterowie wykopali się z zawalonej śniegiem jaskini, zdecydowani na starcie z wiedźmą – ta jednak nie miała zamiaru walczyć na ich warunkach i powtórnie wywołała zamieć, zaganiając ich z powrotem do prowizorycznego schronienia.

Sytuacja patowa utrzymywała się przez dwa dni. Kjolig nie chciała przyjąć otwartej walki, ale też nie miała zamiaru wypuszczać bohaterów z pułapki. Wreszcie, nawet Kastor, brzydzący się kłamstwem paladyn, stwierdził że należy uciec się do podstępu. Ocaleni udali, że zgadzają się na warunki wiedźmy, a następnie zaaranżowali kłótnię, podczas której wyszli na zewnątrz jaskini. Kjolig zdezorientowana nieco zachowaniem bohaterów podeszła odrobinę za blisko – i w tym momencie Erlin, który korzystając z zaklęć latania i niewidzialności niepostrzeżenie znalazł się za plecami wiedźmy, dał sygnał do ataku  rażąc ją piorunem!

Skąpana w blasku elektrycznych wyładowań, Kjolig otwarła szeroko paszczę i zionęła w stronę bohaterów chmura lodowatego oddechu. Ci, którzy znaleźli się na drodze zionięcia zdołali wytrzymać koszmarne zimno, ale Narya, łucznik drużyny poczuł, jak jego oczy zamarzają! Oślepiony, ulegając chwilowej panice, schronił się z powrotem w jaskini.
Kastor, Ferra i Kheben wciąż parli do przodu, starając się dosięgnąć wiedźmę. Dzięki magii druida, paladyn pozostał odporny na chłód pokrywający szronem jego zbroję. Kheben przeobraziwszy się w orła wciąż rzucał czary wspierające towarzyszy, bądź też rażące lodowe diabły walczące u boku wiedźmy. Ferra starała się dojść do zwarcia, by w razie potrzeby zastąpić stojącego w pierwszej linii Kastora.

Walka toczyła się ze zmiennym szczęściem, atutem drużyny był Erlin, pozostający wciąż poza zasięgiem wiedźmy. Los bohaterów zawisł na włosku kiedy Kjolig zionęła chłodem po raz drugi i wzrok stracił tym razem Kastor! W tym momencie Ferra nadludzkim niemal wysiłkiem dopadła wiedźmy, a Erlin przywoławszy moce pozostające, zdawałoby się dotąd poza jego zasięgiem, cisnął w stronę potwora ognistą kulą! Ogień odebrał Kjolig większość sił i Ferra zadała cios łaski. Drużyna straciła w tej walce praktycznie wszystkie siły bojowe, ale żaden z bohaterów nie stracił życia – nie byli jednak w stanie wybrać się na poszukiwania kryjówki Kjolig, w której spodziewali się odnaleźć obrączkę. Nie bez trudu, prowadząc niewidomych towarzyszy zeszli z Mork Fjell do Jaegershutt, gdzie zaklinaczka Gudrid zgodziła się uleczyć oczy Narii i Kastora w zamian za udział w skarbie wiedźmy. Bohaterowie zgodzili się na taki układ i już w pełnym składzie wybrali się powtórnie na Górę Mroku, tym razem po skarb.

Tomasz F Misiorek

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.