Scarred Lands – opis Sesji XIV

Po wydostaniu się ze snu smoka i sprowadzeniu Świętej Floty, w historii bohaterów zamknął się ważny rozdział. Złowieszcza wróżba Eressy nie pozwalała im powrócić do Mithril, gdzie pozostawili nielicznych wrogów, zdecydowanie liczniejszych przyjaciół i niezałatwione sprawy.

Decyzje zapadły podczas dzielenia łupów z „Niszczyciela”: wybiorą się do Ganjus, krainy elfów, ojczyzny Narii. Tam Eressa będzie mogła odsunąć ciężkie zasłony Przeznaczenia i czekającą ich przyszłość. Gdy uzgodniono zarówno cel podróży jak i sposób podróżowania, pozostało spotkać się z Barconiusem i postarać się o statek.
Tomasz F Misiorek
Wielki paladyn przywiózł z Mithril rzeczy bohaterów, wysłuchał ich opowieści, podzielił się najnowszymi wieściami (a były to wieści niebagatelne – Święta Flota odniosła wspaniałe zwycięstwo nad Kalastianami, jedynym co mogło popsuć radość drużyny była informacja, że złowrogi Agrendash Aran zniknął w nader tajemniczy sposób z magicznego więzienia). Zanim Barconius pożegnał bohaterów, pasował Kastora na członka Zakonu Mitrylowych Rycerzy. Ceremonia była jedynie bladym cieniem tej, która miałaby miejsce w Mithril, ale w obecnej sytuacji to musiało wystarczyć.

Okręt, na którym Ocaleni mieli opłynąć północne rubieże Ghelspadu zwał się Nadzieja, a jego kapitanem był człek nazwiskiem Kalippidos, o cechach zdecydowanie bardziej pasujących do mieszczucha i szelmy niż do wilka morskiego. Ja nietrudno się domyślić, od razu zdobył sympatię Emona, dla którego stał się wymarzonym kompanem na długie wieczory hazardu.

Zanim Nadzieja wypłynęła na szerokie wody mórz północnych, musiała zatrzymać się na kilka dni w Arterze, najdalej wysuniętym na północ porcie pod protektoratem Mithril. Tam też, zanim jeszcze bohaterowie zdążyli zażyć portowych uciech, kapitan poprosił ich o sporą przysługę – dostarczenie spóźnionego zamówienia do osady, znajdującej się o kilka dni drogi od portu w głąb Równiny Lede. Jak nietrudno się domyślić, drużyna bez ceregieli przystała na prośbę kapitana i zabrawszy ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy wyruszyła na wyprawę (choć w porównaniu z ich dotychczasowymi dokonaniami, była to ledwie wyprawka).

Żadne znaki na niebie ni ziemi nie zwiastowały wielkich wydarzeń – lub choćby zwykłej, prozaicznej burzy.

Sama podróż nie trwała długo i przebiegła bez kłopotów, dzięki Narii i Khebenowi, którzy nawet w zapomnianych przez Bogów i tytanów ostępach czuli się jak w domu. Jedynym, co mogło ich zaniepokoić, był brak choćby jednego śladu wilków – zwierząt bardzo rozpowszechnionych na Ghelspadzie, Najwyraźniej w okolicy zadomowiły się większe i bardziej niebezpieczne drapieżniki. Widać też było, że najlepsze dni Protektoratu Północnego już dawno minęły – po ludziach zamieszkujących te ziemie jeszcze 50 lat temu pozostały jedynie ślady. Dopiero, gdy bohaterowie zaczęli zbliżać się do celu podróży, pojawiły się pierwsze pola uprawne. Jednak wciąż nie było ani śladu ludzi…

Na horyzoncie majaczył już jeden z wielkich obelisków rozsianych po Równinie Lede, najpewniej ten, od którego osada wzięła nazwę. Bohaterowie wjechali do niewielkiej kolonii, złożonej z kilku domów i budynków gospodarskich. Bark jakiegokolwiek śladu życia wzbudzał niepokój, ale nie przygotował ich na rozwój sytuacji.

Oto Kheben, idący z przodu ujrzał, jak od frontu i z boków szarżują na niego potworne istoty, o ciałach lwów i ludzkich korpusach! Istoty były uzbrojone i nie miały zamiaru dać napadniętym czasu na otrząśnięcie się z zaskoczenia. Bohaterowie weszli prosto w pułapkę.

Tym razem wielkie koty trafiły na ofiary niebezpieczniejsze od nich samych. Kheben zdołał przetrwać pierwszy atak i cierpiąc od dotkliwych ran wycofał się za plecy Kastora, który z grzbietu konia bojowego wymierzał kolejne ciosy mitrylowym mieczem. Nawet usytuowani na dachach lwiopodobni oszczepnicy, usiłujący razić każdego, kto wyglądał na czarodzieja, nie byli dość skuteczni, by zatrzymać Erlina, który wzbił się na skrzydłach magii wysoko w górę i stamtąd wspierał drużynę miotając we wrogów magiczne pociski.

Nie potrwało długo nim lwi wojownicy rzucili się do ucieczki. Spośród ośmiu, którzy zaatakowali drużynę, trzech zdołało ujść z życiem. Po walce i wyleczeniu ran, bohaterowie przeszukali wioskę, ale znaleźli jedynie ślady zaciętej, choć bardzo nierównej walki – ani śladu ludzi czy też zwłok. Napastnicy byli dobrze zorganizowani i zabójczo skuteczni.

Do Zakamienia drużyna dotarła jeszcze tego samego dnia. Osada wyglądała jakby przygotowana do oblężenia i początkowo mieszkańcy byli nieufni wobec obcych, ale gdy okazało się, że bohaterowie mają ze sobą komponenty dla miejscowego uzdrowiciela, a w dodatku jeden z nich jest Mitrylowym Rycerzem, wszelkie uprzedzenia prysły.

Podczas wieczerzy mieszkańcy Zakamienia wtajemniczyli nowoprzybyłych w swoje smutki. Otóż, już od jakiegoś czasu mieszkający w okolicy ludzi nękały napady Groźnych (lwiopodobnych istot, nad którymi bohaterowie tego samego dnia odnieśli świetne zwycięstwo). Jak do tej pory, ze zbójeckimi napaściami radzili sobie lokalni milicjanci, ale niedawno pojawili się inni Groźni – więksi i o wiele bardziej niebezpieczni. Przedkamień (wioska, przez którą przechodzili bohaterowie) został spustoszony, a kto żyw schronił się za częstokołem Zakamienia. Nocami Groźni podchodzą pod osadę i wszyscy mieszkańcy czują, iż w każdej chwili może nastąpić atak, którego osada nie przetrwa.

Niektórzy mieszkańcy łączyli te wydarzenia z wizytą tajemniczego przybysza w ciężkich, mnisich szatach, który nie odkrył twarzy, ale od którego biła złowieszcza aura. Odszedł w stronę wielkiego znaku na wzgórzach (wyryty w zboczu znak w kształcie spirali znajdował się tam odkąd najstarsi ludzie sięgali pamięcią i miał opinię miejsca magicznego). Ludzie, którzy zetknęli się z przybyszem niedługo po tym poważnie zachorowali i tylko pomoc uzdrowiciela uchroniła ich przed paskudną śmiercią. Jeśli dodać do tego tajemnicze zniknięcie wójta, oraz deszcz ognia, który niedawno spadł na wzgórza, w okolicy nie brakowało znaków zapowiadających ponurą przyszłość. Emon skojarzył ów deszcz ognia z czerwonymi smugami przecinającymi niebo, które zaobserwował podczas nocnej przechadzki w Mullis.

Jedynym jak dotąd sukcesem mieszkańców było ujęcie żywcem samicy Groźnych. Lwica siedziała w klatce i kilkukrotnie próbowano zmusić ją do mówienia, ale albo była niezwykle uparta, albo (na co mieszkańcy wpadli dopiero po dłuższym czasie) nie mówiła po Ledeańsku. Bohaterowie postanowili, że nie zostawią osady bez pomocy, lecz zanim wybiorą się w stronę od której nadchodzili Groźni, spróbują porozmawiać z lwicą.

Póki co, zapadła noc. Narya i Emon postanowili zaczaić się za częstokołem na Groźnych i zobaczyć ich na własne oczy. Stwory rzeczywiście podeszły nocą pod osadę, ale nie były to te same lwiopodobne istoty, z którymi bohaterowie już się spotkali. Były większe, jasna sierść była brudna i skołtuniona i bił od nich zapach, bardziej przypominający smród siarki niż ostrą woń dzikiego zwierzęcia.

Rankiem bohaterowie podjęli próbę skłonienia lwicy do mówienia. Wykorzystując magię i znajomość języka leśnych stworzeń, (którym w ograniczonym stopniu władała również uwięziona) Kheben zdołał przekonać ją, że współpraca może okazać się korzystan dla obu stron. Skok (bo tak brzmiało jej imię) opowiedziała, że należała do stada niepokojącego okolicę, jednak aktualnie ze stada pozostały mizerne resztki (przetrzebione jeszcze przez bohaterów, bo to z pobratymcami Skok mieli do czynienia w Przedkamieniu). Jeden z wojowników stada, Pomruk, zawarł pakt z tajemniczym przybyszem i nie wiadomo skąd sprowadził sobie nowych przybocznych, budzących strach i odrazę. Stado poszło w rozsypkę, a Pomruk razem z nowymi towarzyszami znalazł nowe leże – na wzgórzach, w pobliżu magicznego znaku. Tam też najpewniej porwał ludzi z Przedkamienia. Zachowywał się irracjonalnie, mówił, że został wybrany do dopełnienia Ofiary i że Pan nagrodzi go wielką siłą za ten czyn.

Bohaterowie obiecali uwolnić Skok, pod warunkiem, że zabierze resztę swojego ludu i pójdzie szukać szczęścia gdzie indziej.

Nadeszła chwila zbadania obozu Pomruka i jego złowieszczych wojowników. Bohaterowie postanowili wyruszyć jak najszybciej, mając nadzieję na ocalenie ludzi, których jak przypuszczali Pomruk zamierza złożyć we wspomnianej Ofierze.

Po drodze znaleźli obóz Groźnych, jednak nie było w nim śladu więźniów. Zastawili też zasadzkę na Groźnych wracających z nocnego ‚straszenia’ miasta i bez większego trudu pozbyli się dwóch przeciwników. Ci Groźni, byli niewątpliwie potężniejsi niż zwykli przedstawiciele swego gatunku i niewątpliwie nosili skazę Otchłani, podobnie jak wilki, które zaatakowały Ocalonych podczas ich pierwszej wspólnej przygody. Jednak ledwie we dwójkę, nie stanowili dla drużyny godnych przeciwników i szybko oddali nieczystego ducha – zastanawiający tylko był fakt, że wcale nie zamierzali walczyć, a na widok bohaterów natychmiast rzucili się do ucieczki. Nie pasowało to do wizerunku krwiożerczych potworów.

Trójka Groźnych napotkanych w obozie, zaatakowana w strugach ulewnego deszczu sprowadzonego druidyczną magią Khebena, rażona potężnymi wyładowaniami energii i szpikowana strzałami Narii w przeciągu kilku chwil podzieliła los swoich braci, Jednak oni również walczyli dopiero, gdy walka była jedynym wyjściem, wpierw próbując ucieczki.

Drużyna zbliżała się do wzgórza, gdzie miała czekać ich ostateczna rozprawa. Pojawiły się drobne niesnaski, część bohaterów chciała czekać, by czarownicy mogli odzyskać magiczne moce, reszta uważała, że każda zwłoka dodatkowo naraża życie więźniów. Przeważyli ci ostrożniejsi i podejście do głównego obozu wroga zostało zaplanowane dopiero na ranek.

Skrywając się w porannych szarościach Emon i Narya zaczęli podchodzić do wzgórza, ale tym razem ich umiejętności okazały się niewystarczające – zostali zauważeni przez wyjątkowo wrednie wyglądającego Groźnego (z opisu rozpoznali w nim Pomruka), który rykiem wezwał podwładnych i rzucił się do walki. Był nieco zdziwiony, gdy okazało się, że ma ze sobą zaledwie dwóch wojowników, ale to nie ostudziło jego zapału. Ignorując strzały Narii pędził do zwarcia.

Mimo wszystko, wydawało się, ze bohaterowie odniosą kolejne łatwe zwycięstwo, gdy z jaskini na zboczu wzgórza wyszła istota, której sam widok mógł zmrozić krew w żyłach najodważniejszych ludzi. Bestia miała dobre 10 stóp wzrostu, ciało człowieka i głowę lwa! W wysoko uniesionych dłoniach trzymała dwa potężne topory bojowe a z jej gardła dobywał się chrapliwy hymn na cześć Vangala, Pana Apokalipsy!

W jednej chwili bohaterowie zrozumieli, że to nie ludzie z Przedkamienia mieli zostać złożeni w ofierze, ale oni sami! Pomruk podjął się dopełnienia Dziesięciny, wysłannicy Vangala bezbłędnie przewidzieli przybycie Ocalonych i zwabili ich w pułapkę. Aby tym razem plan nie spełzł na panewce, mroczny bóg przysłał wyznawcom do pomocy jednego ze swoich demonów. Czarci Groźni mieli ścisły rozkaz nie wdawania się w walkę z bohaterami, ale sprowadzenia ich na miejsce ofiary, gdzie moc Vangala mogłaby zatriumfować.

Rozpoczęła się walka. Rośliny zbudzone przez Khebena zatrzymały szarżujących Czarcich Groźnych, Naria słał w nich strzałę za strzałą, a drogę demonowi zastąpił Kastor na grzbiecie swojej wiernej klaczy. Magia aż skrzyła w powietrzu, ciosy sypały się niczym błyskawice, ziemia spłynęła szkarłatem, aż wreszcie demon, rycząc ze ślepej nienawiści która nie została ukojona we krwi ofiar, padł pod ciosami bohaterów, zginęli też dwaj Czarci Groźni. Jako ostatni na polu walki pozostał Pomruk, naszpikowany strzałami jak poduszeczka do igieł, lecz mimo to wciąż niebezpieczny. Jego podły żywot został przerwany celnym ciosem ciężkiego bicza Ferry i oto na bohaterów spłynęło poczucie bezpieczeństwa. Po raz drugi już stoczyli walkę w twarzą w twarz z wysłannikami Vangala i po raz drugi wyszli z niej zwycięsko. Tym razem Pan Apokalipsy był bliżej osiągnięcia swego celu niż ostatnio, ale wciąż nie doceniał siły bohaterów.

Niestety, ludzie z Przedkamienia już dawno nie żyli, a ciało wójta zostało wykorzystane przez kapłana Vangala jako naczynie dla esencji wezwanego demona, jednak starania drużyny nie poszły całkiem na marne – Zakamień był bezpieczny i po odejściu resztek stada Groźnych ludzie mogli w spokoju uprawiać ziemię i wychowywać dzieci. A spokój, to dobro, o które niezwykle trudno na pograniczu.

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.