Scarred Lands – Opis Sesji X

Na śniadaniu w wielkim zamku Królewna Teeween, która do niedawna była Jedem dała każdemu z nas miecz i szlachectwo. Najbardziej ucieszył się Emon, mnie tam wszystko jedno, a miecz ma za dużo ozdób. Ale dar należy przyjąć, jeśli jest dany z serca. Przy jedzeniu jeden z mithrylowych rycerzy dał nam nowe zadanie. Świątynia boga Hedrady poskarżyła się, że ktoś zabił jednego z jej kapłanów. Zgodziliśmy się to zbadać, choć może trzeba było szukać Agrendasha.

Zabity nie był kapłanem tylko przepisywaczem ksiąg, ale nie dało się go rozpoznać po twarzy, bo cała była pocięta bardzo wąskim i ostrym ostrzem. Nikt nic nie słyszał, ale głęboka rana na szyi mogła uniemożliwić krzyki. Biedak lubił nocą wychodzić do kuchni, żeby coś zjeść i chyba dlatego zginął, bo nie miał wrogów. Kiedy oglądaliśmy wszystko i pytali o resztę, jeden z półbraci z paladyńskiego zakonu powiedział o innych zabitych w taki sam sposób kilka dni wcześniej. Trupów jeszcze nie spalono i poszliśmy do bramy Argina, żeby je obejrzeć.

Jeden z zabitych był czarodziejem z miasta Glivid-Autel i jak powiedział Erlin mógł być nekromantą. Ten nie miał pociętej twarzy, tylko dziurę po nożu w plecach. Drugi wyglądał na zabójcę, jego twarz była zmasakrowana tak jak człowieka w Świątyni Hedrady. Obaj zginęli dwie noce wcześniej w parkowej alejce pomiędzy Świątynią Hedrady i Ołtarzem Mrocznych Bogów. Na tym ołtarzu jeden kapłan składał dary od miasta, żeby źli bogowie się nie gniewali i nie rzucali na Mithril plag jak kiedyś. Kilka miesięcy wcześniej ktoś okradł Ołtarz Belsameth i zabrał kadzidło z żółtego lotosu, wartego 150 sztuk złota. Nikt nie widział ani nie słyszał nic co by nam pomogło. Ale kiedy oglądaliśmy miejsce gdzie umarli czarodziej i zabójca wyczułem smród zgnilizny. W krzakach leżał duży, rudy, pręgowany kot. Był martwy od kilku dni i śmierdział. Całą twarz miał pociętą małym nożykiem.

Już wtedy prawie zgadliśmy co się stało. Morderca z nożykiem był chyba duchem nekromanty, który zabijał żeby odzyskać ciało. Krew z pociętych twarzy leciała równym strumieniem a na ciele zabójcy by się zatrzymała i smuga byłaby przerwana. Ciało czarownika gniło i jutro mieli je spalić więc chyba nie o nie chodziło. Ale każdy kogo spotkał duch musiał stracić twarz – może duch nie lubił być oglądany, a może to jakiś czar. Myśleliśmy też najpierw, że drugi zabity – ten skrytobójca – zabił czarownika, ale potem się okazało że na jego nożu nie ma śladów krwi i szczerby która powinna być, bo ostrze utknęło w mostku.

Wróciliśmy do Świątyni i do końca dnia przepytywaliśmy wszystkich którzy tam mieszkali. Ale to było nudne i wyszedłem. Najbliżej tego miejsca gdzie zginął nekromanta była Świątynia Hedrady, a dalej dom szklarza. Poszedłem tam. Szklarz miał dwa koty, ale jeden kilka dni temu się zgubił. Obiecałem porozmawiać następnego dnia z tym drugim i ostrzegłem szklarza przed tajemniczym mordercą z nożykiem, ale się nie wystraszył.

Następnego dnia było dwóch nowych zabitych z pociętymi twarzami. Znowu jeden młody kleryk ze Świątyni Hedrady i szklarz. Jego kot, gruby i leniwy, spał gdy szklarz umarł, ale widział wcześniej śmierć nekromanty i zabójcy, od których się wszystko zaczęło. Napastników było dwóch, ten który zabił pchnięciem w plecy uciekł, ale był pocięty. Drugi zginął, kiedy ogarnęła go chmura, która powstała po śmierci czarownika. Nieużytek, kot którego znalazłem cuchnącego w krzakach, podszedł za blisko do chmury i też zginął. Umówiłem się z żywym kotem, że przyniosę mu rybę i powie mi więcej następnego dnia.

Chcieliśmy szukać ocalałego zabójcy w mieście portowym, ale sam się znalazł. Virda, największa kapłanka Hedrady powiedziała nam, że był u niej karczmarz z karczmy „Amfora”, niedaleko muru pomiędzy miastem świątyni i miastem portowym. Powiedział jej, że kilka dni temu zgłosił się do niego pocięty jakby brzytwą człowiek, o którym nie powiedział władzom. Poszliśmy do tej karczmy. W środku była tylko Maggis, córka karczmarza z jednym okiem. Najpierw się obraziła, ale potem zaprowadziła nas na zaplecze i opowiedziała o tym człowieku, którego szukaliśmy. Nazywał się Torniks i umarł noc wcześniej. Razem z bratem Raniksem napadli czarodzieja, ale z jego butelki wyskoczył demon z nożem. Torniks w gorączce opisywał tą butelkę zanim umarł. Leczył go Septimus, kapłan z Światyni Madriel, ale ojciec Maggis wezwał go za późno i ranny umarł.

Septimus pokazał nam wszystkim magiczny obraz tej butelki o której tyle opowiadał w gorączce zabity zabójca. Wyglądała jak butelka na atrament, cała czarna z magicznymi napisami. Poszliśmy do czarownika Zirratana, który wcześniej oglądał truchło Cieniopłezacza i znał się na stworach z innych planów. Teraz też nie zawiódł i opowiedział nam wszystko co chcieliśmy wiedzieć.

Demon z butelki był złym stworem zrodzonym w Otchłani z dziecka o czarnej duszy. Był darem Panów Otchłani dla swego sługi – nekromanty lub taumaturga. Mieszkał w butelce i razem z nią mógł przenosić się trzy razy dziennie o sto kroków. Poza tym był na stałe związany z butelką i krył się w niej kiedy był słaby albo ranny. Zirratan zrobił dla nas magiczną pieczęć, która mogła zamknąć demona w butelce, ale musieliśmy mu obiecać przysługę w przyszłości.

Teraz pozostało nam już tylko znaleźć demona i zamknąć go na zawsze. Kapłanka Hedrady Virda po magicznej wizji pokazanej przez kapłana Madriel Septimusa znalazła butelkę w katakumbach pod Mithril, około sto kroków od świątyni Hedrady. Weszliśmy do podziemi i kiedy uszliśmy mały kawałek Emon znalazł w ścianie ukryte drzwi do tajemnej komnaty.

W środku po podłodze pełzał czerwony dym, który wypływał z kamiennej paszczy najeżonej sztyletami. Twarz z paszczą to była Belsameth. W drugim końcu świątyni były krótkie schodki z drzwiami na końcu. Kastor podszedł do paszczy i wtedy ze środka wyskoczyła jak wąż smuga ciemnego dymu. Błysnął mały nożyk i z ramienia paladyna siknęła krew. Ferra i ja skoczyliśmy do przodu, Emon do drugich drzwi, a Erlin został gdzieś z tyłu. Zobaczyłem że na końcu smugi dymu miota się jakby małe dziecko, całe czarne, z małym ostrym nożykiem w ręku. Kastor coś krzyczał żeby się wycofać, ale Ferra z korkiem w ręku rzuciła się do paszczy Belsameth. Emon zniknął w drzwiach, a ja stanąłem z tarczą i korkiem w ręce myśląc co robić. Wtedy nagle usłyszałem od tylu jakieś chrapliwe zawołanie i kiedy się odwróciłem zobaczyłem jak gruby, niski, półnagi i zębaty człowieczek atakuje naszego czarownika. Z tyłu za nim stał jeszcze jeden stary człowiek w czarnym płaszczu z żelaznymi pazurami na ręce.

Ferra macając w dymie znalazła butelkę, ale korek wyskakiwał. Kastor wyjął pieczęć. Demon na smudze dymu skakał dookoła niego tnąc nożykiem i co chwila nowe krwawe smugi pokazywały się na zbroi paladyna. Rzuciłem się na pomoc Erlinowi, ale moja włócznia ześlizgiwała się z małego grubasa. Rzuciłem ją i wyjąłem srebrną – to samo ! Znowu demon ! Z tyłu Ferra próbowała zapieczętować butelkę, ale bez skutku. Jakiś człowiek w czarnym płaszczu zbiegł ze schodów, ale Kastor ściął go jednym uderzeniem. Mały demon porzucił Erlina i skoczył na mnie kłapiąc małymi ostrymi zębami. Nasz czarownik rozpaczliwie zasłaniał się rękami przez ciosami sztyletu i żelaznych pazurów starucha, którego nie mogłem sięgnąć bo gruby demon zasłaniał mi przejście. Nagle atakujący Erlina staruch wrzasnął przeraźliwie i za jego plecami zobaczyłem Emona z zakrwawionym sztyletem. Ferra oddała tymczasem pieczęć Kastorowi i zacięła mieczem Drendali uwijającego się dookoła paladyna demona z butelki. Emon pchnął sztylet jeszcze raz i staruch padł na ziemię jak szmata. Gruby demon oklapł i zniknął. Emon stanął niezdecydowany, krzycząc do Kastora by wziął jego magiczny sztylet. Byłem bliżej, porwałem broń i rzuciłem się ku wijącemu się na dymnym warkoczu demonowi. Pchnąłem mocno, stwór zapiszczał ze złością i jak wąż wśliznął się do butelki. Kastor momentalnie wbił korek i przyłożył pieczęć. Wszystko ustało. Odetchnęliśmy.

Wyszliśmy schodami na górę do miasta. Demon siedział bezpiecznie w butelce, morderca został złapany. Trochę trwało zanim straż znalazła jedynego ocalałego wyznawcę Belsameth. Przy okazji więc znaleźliśmy też złodziei którzy okradli Ołtarz Mrocznych Bogów. Ale straciliśmy dwa dni, do Nocy Mroku zostały jeszcze tylko cztery, a święty dzwon paladynów mający rozgonić ciemności ciągle jest przeklęty i nie da się ruszyć go z miejsca. Musimy znaleźć tego Agrendasha i jego czarownika zanim będzie na późno.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.