Scarred Lands – Opis Sesji VIII

Z Domu Bogów drużyna wyruszyła wraz z pozostałymi przy życiu Czujnymi do ich stanicy, leżącej na granicy Vesh i Mokradeł Lamentu. Ostatni odcinek drogi przez mokradła nie był już tak uciążliwy – Veshianie znali każdą ścieżkę i każdą pułapkę w okolicy, zaś Slitheren najwyraźniej lizali rany po bitwie o czaszkę i nawet ich zwiadowcy trzymali się z dala od grupy – truchła tych, którzy nie utrzymali należytego dystansu szybko pochłonęło bagno.

W samej stanicy bohaterowie nie zabawili długo pozwalając sobie jedynie na krótki odpoczynek. Wszystkim, a szczególnie Jedowi długa podróż w trudnych warunkach dawała się już we znaki. Na szczęście dalsza droga biegła przez Vesh, krainę względnie bezpieczną, w której można liczyć na ciepłą strawę i dach nad głową.

Po spotkaniu z Czujnymi, cieszącymi się bitewną sławą na całym Ghelspadzie, bohaterowie spodziewali się, że ojczyzna Czujnych będzie zamieszkana przez ludzi twardych i rozmiłowanych w sztuce wojennej – tymczasem Veshianie okazali się narodem kochającym muzykę i niechętnym rozlewowi krwi. Pieniądze, rozdawane hojną ręką Emona,  zapewniały podróż bez przygód, za to z wygodami. Idąc za radą podróżującego z nimi Hamara Loeventodda, Żelaznego Rycerza, drużyna ominęła stolicę Vesh zmierzając wprost w stronę Wężowej Przełęczy

Na dwa dni drogi przed osiągnięciem Mullis, miasta będącego bramą do przejścia przez góry, w jednej z Veshańskich wiosek poproszono bohaterów o pomoc w rozprawieniu się z nękającym okolice potworem, plugawym tytańskim pomiotem – jedną z licznych pozostałości po wojnie, jakie wciąż nękały mieszkańców Ghelspadu. Uznano, że do załatwienia sprawy cała drużyna nie jest konieczna i zdecydowano, że poradzi sobie z nią sama Ferra. Pozostali członkowie eskorty księżniczki postanowili pozostać w Mullis dostatecznie długo, by Ferra mogła do nich dołączyć.

Dotarłszy do miasta, grupa rozlokowała się w „Kotle” – jednej z najświetniejszych gospód Mullis. Emon i Baudin szybko zakręcili się za towarzystwem, z którym można by miło spędzić kawałek nocy – przy okazji Emon zaobserwował dziwne zjawisko, otóż, na południowym zachodzie na niebie pojawiły się czerwone iskry, jakby kryształy z grzbietu żar-draka rzucone w nieboskłon.

Hamar nie spędzał nocy w tym samy przybytku co inni bohaterowie, wolał skorzystać z gościny u starego znajomego. I rano, gdy większość bohaterów dopiero wstawała, rycerz przybył przynosząc wieści – oto kanclerz przy Radzie Miejskiej Mullis pragnie zobaczyć bohaterów i ma do nich jakąś prośbę.

Drużyna nie kazała kanclerzowi długo czekać i w samo południe stawiła się w Ratuszu. Tu chudy jak śmierć kanclerz miasta Mullis wyjaśnił, na czym polega problem: otóż, kilka dni wcześniej straż Mullis ujęła Vilama Owanyana, syna jednego z najszlachetniejszych rodów Mithril, leżącego przy ciele zamordowanego i na wpół zjedzonego chłopca. Co więcej, osadzony w areszcie, Vilam (a przynajmniej wszystko wskazywało na to, że to on właśnie) brutalnie zamordował w nocy współwięźniów i dwójkę strażników. Prawa Mullis nakazują go osądzić, w dodatku rodzina ofiary ma prawo wybrać rodzaj śmierci dla mordercy. Nie chcąc, by miejscy ławnicy wydali wyrok na młodego Owanyana, a równocześnie nie chcąc przekazać sprawy do Mithril (co rozsierdziłoby rodzinę zamordowanego) kanclerz w imieniu Rady prosi bohaterów, by osądzili sprawcę. Rozprawa miała się odbyć w opuszczonej cytadeli za miastem, gdzie trzyma się najniebezpieczniejszych przestępców, zwykle czarowników.

Bohaterowie nie byliby sobą, gdyby przed wyruszeniem do cytadeli nie przeprowadzili śledztwa – przy okazji przekupili strażnika kazamatu w Mullis, by ten wypuścił drobnego złodziejaszka, któremu groziło ucięcie ręki. Ocalony od kaźni przystał chętnie na propozycję spłaty długu wdzięczności przez rozpytanie się w dobrze poinformowanych źródłach, o wszelkie fakty, mogące pomóc w wyjaśnieniu okoliczności mordów.

Uzbrojona w stosowną wiedzę i poczucie obowiązku, drużyna na drugi dzień wyruszyła w stronę cytadeli w kompanii tajemniczego zakapturzonego znawcy praw z Hedrad mającego pełnić funkcję obrońcy, czwórki strażników ze Szarłatnego Legionu oraz dwóch pozostałych ławników – Lorunda handlarza futer i wiecznie podpitego zwierzchnika straży ratuszowej Mullis, kapitana Ceoddry.

Na miejscu było już 4 strażników, wyznaczony przez poszkodowaną rodzinę oskarżyciel, oraz sam Vilam Owanyan. Z nich osobą najbardziej charakterystyczną był chyba oskarżyciel, posiwiały już łowca likantropów imieniem Krav. Proces miał się rozpocząć następnego dnia, ale bohaterowie postanowili jeszcze tej nocy zobaczyć oskarżonego, uwięzionego na piętrze cytadeli. Pozostawał on w stanie otępienia, reagując na każde pytanie bezsensownym bełkotem, z którego bohaterowie starali się wyłapać strzępki użytecznych informacji.

Mimo obaw, noc minęła spokojnie. Narya obejrzał całą okolicę w poszukiwaniu śladów i uciął krótką pogawędkę z mieszkającym w cytadeli szczurem, skąd dowiedział się, iż w okolicy mieszka wyjątkowo paskudny dziki kocur, a także, że parę dni wcześniej w pustej cytadeli nocowali podróżni, ale zostali zaatakowani przez dziwne stworzenie i wedle pisków szczura: „poczuli zew dziczy”.

Rozpoczął się proces.

Obrońca i oskarżyciel przedstawili okoliczności mordów, każdy ze swojej strony. Ławnicy zasypali ich pytaniami, ale można było odnieść dziwne wrażenie, że najbardziej interesujące są dla nich sposoby zwalczania likantropii.
Choć Krav dwoił się i troił usiłując przekonać ławników, że zagrożeniu ze strony zwilkołaczonego młodziana należy położyć kres raz na zawsze, bohaterowie nie byli wcale przekonani o słuszności jego racji i przychylali się raczej ku temu, żeby sprawcę wyleczyć, niż zabić.

Spętany łańcuchami chłopak nie ułatwiał im podjęcia decyzji, zachowując się agresywnie wobec Larunda i bełkocząc jak szaleniec.

P pewnej chwili z zewnątrz dobiegły odgłosy gwałtownej, acz krótkiej i ewidentnie nierównej walki. Jeden ze strażników podszedł do okna i w tym momencie za gardło złapała go potężna, owłosiona łapa! Bohaterowie natychmiast rzucili się zabarykadować drzwi i przez krótką chwilę poczuli się bezpieczni – okienka w cytadeli były zbyt wąskie, by bestie o podobnych gabarytach mogły się przez nie przecisnąć. Jednak, gdy usłyszeli nad swoimi głowami ciężkie kroki, zorientowali się, że zapomnieli o zabarykadowaniu wejścia na piętro…

Przez klapę w suficie do pomieszczenia wpadły dwie bestie ziejące nienawiścią z wilczych paszczy. Widząc, że przeciwnik zmienił taktykę, Narya postanowił wydostać się na zewnątrz ale nie docenił liczebności atakujących i po otwarciu drzwi został zaatakowany przez jeszcze dwa wilkołaki!

Sytuacja bohaterów zaczęła się rysować w naprawdę czarnych barwach, gdy do pomieszczenia przez klapę w suficie dostały się kolejne dwa stwory. Na szczęście Erlin za pomocą zaklęcia snu przeważył szale na korzyść grupy. Walka była zażarta i nie wiadomo, jak by się zakończyła, gdyż wilkołaki były odporne na przeważającą większość broni będącą w posiadaniu bohaterów, ale sytuację uratował Emon, przynosząc z domu zajmowanego przez Krava cały wór rozmaitej broni do zabijania likantropów.

Walka się zakończyła, zginęło sześć wilkołaków i sześciu strażników. Kilku bohaterów zostało rannych, co wobec opowieści o tym, że likantropia jest zaraźliwa, mogło w przyszłości przysporzyć dodatkowych kłopotów.

Wszystkich obecnych opanowała gorączka podejrzeń, skierowanych głównie na osobę Larunda, który podczas walki stał, jakby czekał na rozwój sytuacji i przeciwko któremu wyraźnie byłą skierowana bezrozumna złość Owanyana. Doszło do scysji wśród ławników, skończyło się na przeszukaniu ich rzeczy i zawoalowanych groźbach, głównie rzucanych przez Larunda pod adresem Emona.

W nocy Narya odbył kolejną pogawędkę ze szczurem i choć nie dowiedział się wiele, został zaskoczony wiadomością, że kilku ranionych w walce członków drużyny (w tym on sam) zostało zarażonych likantropią. Szczur powiedział też, że w Larundzie wyczuwa pomiot tytański, a nie człowieka.

Tymczasem proces rozpoczął się na nowo. Po kolejnej turze wystąpień oskarżyciela i obrońcy, wilkołactwo chłopaka nie budziło już wątpliwości, ale większość bohaterów była nieprzekonana o jego winie i wyraźnie o wiele bardziej zainteresowana osobą Larunda. Wreszcie, gdy zapadł wyrok uniewinniający, doszło do konfrontacji.

Handlarz futer uchylił maski i potwierdził to, o co go podejrzewano – był pomiotem Hrinruuka, wilkoludem potrafiącym przybrać kształt człowieka, bestią, której jedyną radością były łowy i mord. Czuł też głęboką niechęć do wilkołaków, będących dziećmi Belsameth i przekupił kogo trzeba by dostać się na salę rozpraw, gdzie miał nadzieję wpaść na ślad wilkołaczej watahy, której Alfa zaraził/ła likantropią Owanyana.

Drużyna nie chciała zwady z potworem, ale Emon, pomny gróźb pod swoim adresem, postanowił sprowokować walkę – i omal mu się to nie udało! Jednak na widok Larunda w jego prawdziwej postaci (która była dość imponująca i raczej zniechęcała do krwawej rozprawy) po kolei wycofywali się kolejni bohaterowie, aż na placu nierozpoczętego boju pozostał Larund i dwóch paladynów. W końcu nawet oni uznali przewagę przeciwnika i oddali pole.

Sprawa była zakończona. Sprowadzona z Mullis pomoc zastała jedynie pustą cytadelę i szczury ucztujące na trupach. Drużyna podjęła się eskortowania Vilama Owanyana do Mithril, gdzie mógłby otrzymać pomoc kapłanów. Ci z bohaterów, którzy wedug szczura skażeni zostali piętnem likantropii, pod fachowym okiem Khebena zażyli tojadu. Kurację najgorzej zniósł Narya, ale po kilku dniach odpoczynku i on był gotów wyruszyć w dalsza drogę.

Tomasz F Misiorek

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.