Scarred Lands – Opis Sesji V

Witojcie mężne ludzie i elfy

Znocie mnie przeca. Jestem Kheben i opowiem tu hystoria naszej wendrówki po przybyciu do Burok Torn.

Wiedzieliśta, że nom, to jes Jedowi, skradziono ten wisior co go zasłaniał przed magią. Wiedzieliśta rownież żeśmy se znaleźli wiedze o tym kto ów wisior do miasta wniósł. My som sprzedali te kamyki z grzbieta potwora i kontakt nawiązali ze jubilerem Kilnarem Torfikiem, co troche szycha z niego jest. Tukej moja opowieść zacznę.

Pierwej poszliśmy na zakupy. Nasz towarzysz z walki z Żar-Drakiem – Mobrik, on nom powiedział gdzie trza iść coby nas zadowolić. Znaczy zrobić odpowiednie zakupy i żarcie coby było odpowiednie po takiej długiej podróży. My sam poszli na targ. Szyscy siem rozdzielili. Prym wiódł, jak zwykle, Emon. On był wszędzie, oglądał wszystko i swoją chuć pokazywał na każdym kroku. Zaspokoiwszy własną próżność (nowe zbroje, nowe miecze, nowe czary) zaczelimy wreszcie szukać wiedzy co do Erigoga Czteropalcego. Zaczelim od kramu co go jaki wierny Enkili prowadził. Wypytywoł go Erin i Ja. Obaj z marnym efektem. Dalimy jednak znać na ulicy, że zależy nam na wiedzy o tem personie. Sukces mimo swych dziwacznych dla mnie metod odniósł Emon. Zawołano go na zewnątrz kaczmy i poszedł tam mimo lęków jakie stale mu towarzyszą. Dowiedzieliśmy się, że paser odsprzedał cacko do jednego z 2 wielkich kantorów kupieckich w mieście nie wiedzieliśmy ino ku ktoremy pójść.

Jakżeśmy wszelkie swe sprawy załatwili tośmy się pod Płynącym Złotem zebrali i wypiwszy zbyt wiele piwa, we wspólnej sali debate żeśmy rozpoczęli o tym czy Jed jest księżniczką, czy nie. Ponoć inni już o tem wcześniej debatowali, jeno pewnikiem jakżem spał bom z tego nic nie słyszał. Ich argumenty nic nie znaczyły i cuchnęło mi wśród nich coraz bardziej przekleństwem co i mnie powoli, od chwili wizyty w świątyni ściga i przez sny się objawia. Ino mi sie zament we łbie robił, więc poszedłem spać. Rankiem o szóstym dzwonie nas obudzono. Miałem kolejny sen. Ten mnie tak nie przeraził jak poprzedni, ale ten był czystszy niż poprzedni. Mocno od niego wyrazistością biło. Jego wersy o najbliższej przyszłości miały opowiadać ino to nie czas na tą hystorie. Jej czas bedzie później, jak se szycko przemyślę.

Do Burok Torn przybyliśmy we podwójnej misji, po pierwej ze listem od Kanclerza, po drugiej ze listem do Baina Ranforka. Jako, że cel wizyty należał do oficjalnych tośmy się następnego dnia umówili na rozmowę z generałem krasnoludów. O siódmym dzwonie mieliśmy być przy bramie prowadzącej do wewnętrznego miasta.

Po przekroczeniu bram ukazał się nam widok, jaki na zawsze ze mną pozostanie. Góra wydrążona od środka pokryta rzeźbami, z pięknie wykończonymi balkonami, a zwięczeniem wszystkiego był wodospad o kształcie kolumny z kryształem, nie wodą. Jej czystość i piękno przyćmiewa urodą wszelkie wspomnienia o kobietach jakie miałem okazję poznać w swym życiu. Byłem oszołomiony, tak jak i me towarzysze. Widzita, i ja szkolony byłem we sztuce słów. I mi do łeba ni jedno wiodący druid wbił, wiedźta to gdyż bedzie to ważne w częsci daleszej mej opowieści.

Mobrik szedł przodem prowadząc nas do Generała i pozwalając cieszyć siem tem widokami. Co razu wspominał ino, że to jest sembolem tego czy tamtego. Jak mu już u drzwiów stali tej komnaty co nas miał generał przyjąć to zobaczylimy zbliżających siem krasnoludów w liczbie 8. Pomiędzy niemi byli Kalastianie. Kastor zaczął znowu szeptać te swojo modlitwe co na każde zagrożenie robi i widac nie podobało mu sie to co siem dowiedział. Główny kalastianin, ten co szczególnie Kastorowi do gustu nie przypadł we śnie moim siem z Kastorem walczył i wygrał. Dowodził we śnie Dragonami, a myśmy go we zbroji oficerskiej tego wojska widzieli. Towarzyszył mu Kalastianski Mag Bojowy. On i Zbroje i Miecz miał. Skoro to poselstwo było to musielim ich przodem puścić. Wyszli nader radośni, przynajmniej Argenash, ten pułkownik Dragonów. Nie wróżyło to nam dobrze.

Generał, mimo przemożnego gniewu, przyjął nas bardzo ciepło. Zamienilimy pare zdań, on pedział nam że Durrower lada dzień się podda. Wienc nasza misja miała stricte symboliczny charakter. Na tem etapie po pierwej dało się znać że skaza Enkili nie mnie jedynego sięgła. Pierwej Emon dał pokaz niezwykłej zręczności dyplomacyjnej bo pedział ze symbole są bardzo ważne. Później niemal byłchciał nas zamordować nieumiejętnie okradając generała z mapy. Spotkanie z Bainem miało być tego samego dnia, ino, że jak go trucizna drendali zmogła to niewiadomo było o kiedy siem zbudzi. Myśmy siem przy bramie z Mobrikiem umówili że jak bedzie świecił 4 run po południu to się u bram stawimy i tam siem z nim do Ranforków wybierzemy.

Po powrocie do Karczmy dyskujom nie było końca, delyberowali nad szyckim. W końcu doszło do tego że trza do tych kantorów siem udać. Jeden należał do Kalastiańskich Handlarzy Win – Tirtonów, co wedle mnie agentami Virduka w tem mieście byli, ale widac ino ja żem tak sondził. Drugi Kantor należał do Rodziny Asurasów, co ich bogactwa byli niemal legendarne i ludziska mówili o tem, że siem tam króle po lichwe zgłaszają. Najpierw wybraliśmy Asurasów, poszli tam Emon i Narya, pod drodze rozpytując siem na lewo i prawo o Erigoga. Pinknie im to wyszło bo po ludziskach fama poszła, że jaki drab go szuka i łon siem „zaszył” mówionc gwarom ulicy. Baba, znaczy zacna pani, ich nie przyjęła, bo chciała ze szyckimi naraz gadać. Tośmy poszli wszyscy. Problem pojawił siem sam. Kalastianie, mimo, że ni mile widziani nadal we Płonącym Kręgu siedzieli. Czarodziej pod nosem mamrotał, ale usta swoje pod płaszczem chował winc siem niedowiedziałem co tam mamrotał. Czary to były pewnikiem, bom czuł jak mie skóra świeżbi, Erin tyż to czuł. Nic sie jednak bezpośrednio ni stało. Jak my sam doszli do tego Kantora to była wielka amba o broń. Przeca to chyba jest normalne, że trza ją zostawić przed widzeniem z ludziskami ważnemi. Dla mnie to było zgodne z normą co mnie jej uczyli inne druidy. Ale ludzie ponoć mocnej niż ja z etykietom obeznane, uznali to za dziwne. Znowu debaty, znowu spory… Co siem dzieje z temi ludziskami. W Końcu śmy siem rodzielili. Do paniusi co modra była i ładna przytem i grzeczna (nie tak jak niektórzy) weszli, Narya, Emon, Baudin, Ferra i jo. Pedziała nam prosto, że kupiła to co nam skradziono. Pedziała nam że tanio nam to sprzeda ino że to i tak było dwa razy więcej niż żeśmy szyccy posiadali. Powiedziała, że może być i jedna sprawa co dla niej trza ją zrobić. Jej brat zaginął w starych tunelach, my mieli go znaleźć. Nic to dla nas nowego, bo nie takie rzeczy śmy robyli, wtem Emon wpadł w panikę, mówił jako tak może że jak ktoś chce coś sprzedać co ma, to to niezgodne jest z prawem w miejscu gdzie praw niema. Mówił o molarności czy czymś takiem jakby sam znał to słowo. Może też chce do Coreana przystąpić, bo pobiegł do Kastora po radę. Kastor w swoim świecie siem zaglembił i o tej samej molarności zaczął prawić. Ponoć to nieładnie chcieć coś gdy siem to kupiło a potem sprzedaje dalej. Ja wim żem jest ino prosty człowiek, moje myśli prostymi drogami chadzają, ale to mnie siem wydaje normą. Z drugiej strony jak na to patrzę to, może Enkili mocniejsze piętno na mnie wywarła niż na innych. Może to ja jestem szalony, a może szaleństwo normą się stało. Nie wiem. Denev! Mądra Matko Ziemio co od ciebie jest całe życie i szystko co żyje stąpa po twym ciele, pomóż mi we tej godzinie próby. Niezbadana jest natura ludzka. Emon w jednej chwili boi się do tuneli pójść, a w następnej chce samobójstwo popełnić okradając Asurasów. Odszedł od tej myśli – na szczęscie. W końcu my siem po dłuuugiiej dyskursji zgodzili. Pójdziem do Tuneli. Mamy przynieść ciało brata, albo samego brata, alebo jednego Drendali co go może porwali i szczegóły poda.

Te tunele, to one zamknięte teraz są, bo pare dni wcześniej siem Krasnoludy z Drendali walczyli. Tam Bain został tak mocno zraniony. Po wyjsciu z Kantora podszedł do nas wysłannik pani Tirton i rzekł że u niej w kantorze jest tam prezent dla nas. Winc, trza było łodebrać. Kto poszedł?? Tak. I Kastor. Pienkna taka kompania – kradzioch i rycerz bez skazy, hehe. Dowiedzielim siem, że ta pannica ma Erigoga i tera to on już ino trzi paluchy bedzie nosił. Daremne ponoć próby czynił by palucha ni stracić. Szycko wygadał, a palucha nie ocalił. Łona tera widziała, że Jed jest dla nas bardzo ważny, widziała, że to nie jest zwykłe dzieciak, widziała dosyć by wiedzieć co tyn amulet może, widziała wszystko – bedzie to nasza zguba, jak żem gwiazdom pedzioł w quizie. Nie trza było takiego szuma wokół tego Palcowego robić.

Dalej my poszli do Baina. Myślałem, żem już na tym świecie bogactwa widział, ale Ranforkowie to przewyższają każdego. Łoni nawet te ozdoby co w nich świece mieli, mieli ze Platyny. On opowiedzial nom co trza by ubić takowego, przerażając nas do żywego (wiemy, że rady to niedamy, ale walke stoczyć chyba trza bedzie). Tu znowu Emon próbował się zabić i nas przy tym pociągnąć. Jak Denev mi świadkiem, jak bym widział jak do kabzy wkłada widelec co w rence ważył to wiencej by słońca ni ujżoł.

Cały czas w dyskrusjach brali udział przede szyckiem Emon, Kastor i Narya. Erin był cicho i coś se tam myślał, a Ferrą świeżbiła ręka, bo przeca tego bicza ze 2 dni ni używała, poza renkom tom nie widzial nic innego coby jom świeżbiło bo na pewno nie jezyk, ani te babskie rzeczy na co bardzo Emon nastawał. Ciekawe kiedy przyjdzie mu ten bicz wreszcie poczuć jak mnie było. Baudin siedział cicho ino czasem jak już czary szaleństwa były w powietrzu namacalne to wybuchał, ale zara gasł.

Po uzyskaniu pozwolenia na zejście i zwerbowaniu Mobrika na wyprawę wyruszyliśmy. Tunele były ciche, lecz nosiły ślady niedawnych potyczek. Krok po kroku przemierzaliśmy kolejne korytarze. Już po drugim skrętem czychalo na nas nieznane niebezpieczeństwo. Walkę przede mną opisał szczegółowo Mobrik, a mi jeno dodać pozostaje, że śmierć Baudina jest dla nas wielką stratą. On nie raz okazywał odwagę przekraczającą nawet tę cechującą paladyna. Ino, że tym razem pomylił odwagę z brawurą. Wielka to dla nas strata.

Tomasz Wachla

About Tomasz Wachla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.