Scarred Lands – Opis Sesji IV

Znowu wróciliśmy do wielkiego miasta Durrower. Zabójcy człowieka z mapą świątyni Enkili nie pojawili się, albo kryli się zbyt dobrze. Zaraz przy bramie do miasta żołnierze kazali nam iść do kanlcerza Tuldura Malauta, który poprosił nas o przysługę. Chciał wyprowadzić z miasta córkę króla Jedrada, Tuiwin, ale tak by nikt o tym nie wiedział. Miasto miało być niedługo zdobyte przez wojska króla Kalastii Virduca. Virduc chciałby na pewno ożenić z księżniczką któregoś ze swoich dowódców. Szpiedzy Virduca pilnowali wszystkich dróg, którymi księżniczka mogłaby uciec z miasta, także tych czarodziejskich. Kanclerz wymyślił więc, że poprosi o pomoc włóczęgów takich jak my, których nikt nie będzie podejrzewał.

Myślę, że kanclerzowi wcale nie zależało na tajemnicy. Wszyscy strażnicy w mieście wiedzieli, że kanclerz chce z nami rozmawiać i to pilnie. Szpiedzy z Kalastii na pewno już o nas wiedzą. Chyba o to chodziło, mamy być przynętą za którą psy Virduca pobiegną, a księżniczka wymknie się cicho inną drogą. Ludzie nie wierzyli, ale to wszystko jedno. Mieliśmy dowieźć chłopca, który jest podobno zamienioną przez magię księżniczką do Mithril, a tam są księgi w których zapisano historię uzdrowienia Kastora. Czyli przysługa dla kanclerza prowadziła nas w dobrą stronę. Zgodziłem się razem z innymi. Przy okazji dostaliśmy jeszcze zapieczętowany list od Brodacza-półkrasnoluda do Baina Ranforga z Burok Torn, przez które mieliśmy przechodzić.

Emon poprosił żeby nas przeniesiono czarami prosto w góry. Pierwszy raz podróżowałem między gwiazdami, podobało mi się, chociaż w tej ciemności coś się na nas czaiło i bałem się nieznanego wroga. Nic się jednak niż zdarzyło. Za to zaraz pierwszej nocy w górach Kheben miał mistyczny koszmar. Widział Vangala, gończych, Enkili i smutek w Mithril. Gwiazda jest już zniszczona, ale w jego umyśle chyba jeszcze błyszczy. Z drugiej strony kiedy się obudził broda mu iskrzyła. Może to jednak normalne.

Kiedy szliśmy dalej przez góry w kierunku krasnoludzkiego miasta Burok Torn drogę zagrodzili nam kalastiańscy jeźdźcy. Ludzie zaczęli się tłumaczyć, ale widać było od razu, że każdy wymyślił swoje kłamstwa na poczekaniu, bo nic się w nich nie zgadzało. Gdyby dowódca jeźdźców nie bał się zaatakować swoją piątką naszej siódemki (nie licząc Jeda-podobno-księżniczki) doszłoby do bitwy i byłem gotów. Kastor też chciał walczyć, ale chyba opieka nad Jedem wydała mu się ważniejsza. Jednak nasze miecze i łuki były mówiły więcej niż bezładna paplanina i skończyło się na wypytaniu skąd i dokąd idziemy. Potem mijał nas jeszcze jeden patrol ale zdążyliśmy się ukryć w lesie.

Kiedy byliśmy na dwa dni drogi od Burok Torn (?) górale z wioski którą mijaliśmy chcieli spalić jakiegoś leśnego włóczęgę. Oskarżali go o podpalanie domów. Ludzie, zwłaszcza Ferra, chcieli go wykupić. Włóczęga nazywał się Rad i na początku nic nie mówił, chyba ze strachu. Jego imię to chyba druga część od króla Jedrada, tak jak Jed jest pierwszą. Prawie wszyscy w tej krainie biorą imiona po królu. Zbadałem ślady wokół zgliszcz i okazało się, że to nie Rad był winien tylko jakiś płonący potwór, który przyszedł żeby pożreć kobietę z chaty. Wtedy górale pozwolili mu iść za nami za darmo.

Pokierowali nas do Szarych Głów, gdzie wieśniacy mogli nam podobno zapłacić za wytropienie i zabicie ognistego potwora. Spalił on wcześniej kilka chałup w okolicznych wsiach i porywał owce. Kiedy już Rad przestał się trząść ze strachu okazało się że umie mówić i że widział tego stwora. Był wielkości konia, cały czarny, świecił się w ciemności i był gorący bo palił trawę po której przeszedł. Rad powiedział też że potwór mieszka z pewnością w Ognistej Górze i budzi się razem z nią. Ślady które wcześniej znalazłem także gubiły mi się na skale która wypłynęła kiedyś z Góry.

W Szarych Głowach, gdzie kiedyś spadający z pobliskiej Ognistej Góry popiół barwił głowy na szaro, spotkaliśmy idącego także do Burok Torn krasnoluda Mobricka Kara-Tur. On i chłop Jerad u którego się zatrzymał opowiedzieli nam historię. Jerad to znowu imię po królu. Córka Jerada Nora była urodzona przez kobietę z Ognistego Ludu i do życia potrzebowała gorąca. Miała kamienie z grzbietu Żar-draka które rozgrzewały się w ogniu i dawały później długo ciepło. Ale wędrowny śpiewak i złodziej ukradł wielki kamień i został tylko mały, przez co dziewczyna zachorowała. Umierała i tylko kamień z grzbietu Żar-draka mógł ją uratować. Żar-drak to właśnie był ten czarny potwór wielkości konia, który spalił chatę w poprzedniej wiosce. Mobrick zamierzał wybrać się na niego zapolować, bo kamienie z Żar-draka były bardzo cenne, ale nie chciał iść sam. Obiecałem pójść z nim, a później inni. Tylko Kastor postanowił zostać z Jedem we wsi.

Zaczęliśmy układać plany polowania na Żar-draka. Mobrick wiedział że potwór jest bardzo gorący i bardzo szybki, nie da się przed nim uciec i trudno go osaczyć. Trudno także zrobić pułapkę z której by nie wyszedł bo potrafi pełzać po pionowej ścianie. Wtedy niespodzianie pomógł nam włóczęgo Rad. Jego dziad pamiętał czasy sprzed wojny Bogów z Tytanami. W tamtych czasach na Ognistej Górze ludzie składali ofiary Duchowi Ognia. Z urwiska zrzucali na wystającą z wewnętrznej ściany krateru półkę zwierzęta albo ludzi, a Żar-draki z Góry przychodziły by je pożreć. Po złożeniu ofiary można było wchodzić na półkę przez jaskinie żeby zabrać kostki pozostałe po ofierze, które przynosiły szczęście.

Postanowiliśmy zaatakować Żar-draka na miejscu ofiarnym. Przynętą miały być dwie owce wypełnione wódką, która miała spowolnić i otumanić stwora. Ferra, Baudin, Kheben i krasnolud Mobrick mieli pójść przez jaskinie i zagrodzić Żar-drakowi drogę ucieczki, a Emon, Erlin i ja mieliśmy strzelać do niego z urwiska. Bałem się że stwór zrodzony z Ognia może uciec skacząc w dół do krateru, ale nikt się nie przejął.

Wszystko udało się jednak bardzo dobrze. Żar-drak zginął i z jego grzbietu wycięliśmy dziewięć kamieni. Za to Ferra prawie zginęła. Przeżyła dzięki czarom Khebena, które osłabiły żar potwora. Góra przebudziła się i zagniewana chciała znowu zasypać Szare Głowy popiołem. Ale Kheben uspokajał całą noc Matkę Naturę i rano gniew Góry wygasł. Córka wieśniaka Jerada odżyła dzięki mocy Ognistego Kamienia. Następnego dnia razem z Mobrickiem ruszyliśmy do Burok Torn.

Miasto krasnoludów jest inne niż miasta ludzi. Całe jest schowane pod ziemią. W środku są wielkie kuźnie, po jednej na każdy wielki ród krasnoludów. Kuźnia rodu Ranforg jest jedną z największych, a my mieliśmy list do Baina Ranforga. Korytarze z Kuźni wychodzą na zewnętrzne miasto. Tu mogą przebywać ludzie i inni nie-krasnoludowie. Jeśli wróg wedrze się do miasta zewnętrznego płynne żelazo z pieców w wielkich kuźniach zalewa je. Miasto wewnętrzne jest wtedy opasane żelaznym pierścieniem, a wróg który nie zdąży szybko uciec spala się zewnętrznym mieście. Podobnie jak wszyscy którzy nie zostaną wpuszczeni do wewnętrznego miasta, gdzie normalnie wchodzą tylko krasnoludowie. Ale nawet żeby wejść do zewnętrznego miasta trzeba mieć glejt. My nie mieliśmy i musieliśmy czekać aż Mobrick je załatwi. Rozłożyliśmy obóz nieco powyżej miasta w płytkiej jaskini, żeby nie mieszać się ze zbieraniną koczującą w budach pod miastem.

W nocy zdarzyło się nieszczęście. Jakiś złodziej zakradł się do naszego obozu i ukradł Jedowi naszyjnik, który chronił go od wykrycia czarami. Jeśli Jed jest prawdziwą księżniczką to teraz szpiedzy Virduca wiedzą gdzie go szukać. Mogą też wiedzieć, że my jesteśmy z nim/nią. Nie wiem wiele o czarach, ale może tak być. Jednak ja myślę, że Jed jest tylko przynętą i dlatego kradzież naszyjnika nie ma znaczenia. Ale mogę się mylić. Inni bardzo rozpaczają, najbardziej chyba Baudin i Emon.

Człowiek rządzący karczmą powiedział nam że złodziejem jest jeden niziołek mieszkający pod miastem, ale naszyjnik dał człowiekowi który wszedł do środka. Ten człowiek nazywa się Erigogr Cztery Palce. Bardzo chciałem poszukać niziołka, ale akurat otwarto bramy Burok Torn i musieliśmy wchodzić żeby nie czekać całego następnego dnia na zewnątrz. Poszukamy więc najpierw Erigogra Cztery Palce.

Mobrick znalazł kupca na nasze Ogniste Kamienie i dostałem sporo platyny.  Ale myślę, że większość wydam razem z innymi na odzyskanie naszyjnika Jeda. Jeśli się uda wyjdę na zewnątrz i poszukam tego niziołka. Wyciągnę z niego dlaczego ukradł klejnot. Może ktoś mu kazał ? I co znaczył sen Khebena ? Potem się już nie powtórzył.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.