Scarred Lands – Opis Sesji III

Po zabiciu fałszywego druida nasze ścieżki na jakiś czas się rozeszły. Z Khebenem zostaliśmy w lesie by kwiaty paproci, ale nie udało nam się. Z Emonem i Ferrą spotkaliśmy się ponownie na drodze do Durrower. Byli z nimi dwaj inni ludzie – czarodziej Erlin, półelf z przeklętego przez Tytanów wysokiego rodu i człowiek Baudin, ubrany w czerń i pozbawiony złudzeń. Wszyscy wieźli na koniu ciało Kastora – paladyna, który zginął w walce z orkami kiedy my z druidem byliśmy w lesie. Ludzie nie chcieli oddać go Pra-Matce, ale wciąż się spierali jak zebrać pieniądze na ofiarę dla Bogów, aby przywrócili mu życie. Rzeczywiście jego ciało nie rozkładało się, na znak że Ziemia nie chciała go przyjąć. Emon występami zebrał nieco srebra i złota, ale to nie podobało się Baudinowi i chyba Ferrze.
W Durrower było wielu ludzi którzy uciekali przed wojną, nie mogłem tam normalnie oddychać. W zamku była matka Kastora – Clarissa, pierwsza istota która czuła pustkę po jego odejściu. Ja nie czułem, ale pomogłem ludziom, żeby nie stracić Przeznaczenia, moja ścieżka splotła się już z nim na dobre. Clarissa byłą trochę podobna do Pra-Matki Ziemi – opłakała syna najpierw z żalu, a później z radości kiedy przywrócono go zyciu, ale nie zatrzymywała go, by poszedł swoją drogą. Matczyna miłość bez zobowiązań.

Zebraliśmy pieniądze, resztę dała matka Kastora i jakiś Kanclerz w szarym futrze. W świątyni było wysoko i pusto, kapłan który miał wskrzesić paladyna zasnął i już się nie obudził. Ironia Bogów. Kiedy na niego czekaliśmy przyszła jakaś bardzo młoda dziewczyna, wyglądała jak kapłanka, ale czułem od niej coś dziwnego, przenikała wszystko. Przeczucie mnie nie myliło, wiem że to ona obudziła Kastora i myślę, że to był Bóg. Albo może ta kobieta w zieleni która wyrwała ich spośród oddanych Vangalowi

Emon jest chciwy, chciał odebrać zapłatę za wskrzeszenie, ale kapłani wystraszyli go gniewem Bogów. Za to Kastor myślał że jest nam winny pieniądze które daliśmy na ofiarę.

Chciałem już odejść z tego miasta, myślałem że ludzie będą szukać swego Przeznaczenia. Ale tylko Kastor i Kheben chcieli pójść ze mną od razu. Na szczęście Przeznaczenie przyszło do karczmy w której siedzieliśmy.

Do Emona przyczepił się jakiś człowiek, ścigany przez zabójców. Spłoszyłem go myśląc, że to pułapka i przeze mnie zginął uciekając tylnym wyjściem, ale zostawił w kieszeni Kastora mapę Świątyni na Moczarach. Od Brodacza, półkrasnoluda – karczmarza, dowiedzieliśmy się całej historii: Świątynię chaotycznego Boga Pecha, Oszustów i Obłędu Enkili zbudowano na moczarach niedaleko Durrower, w miejscu gdzie bagno wydzielało trujące opary. Ukryto w niej Gwiazdę, wielki klejnot dający kapłanom wizje i proroctwa. Potem świątynia została przeklęta, a kapłani popadli w obłęd, nikt już do niej nie pielgrzymował. Złodziej Drell Darkblade ukradł Gwiazdę, ale wyznawcy Enkili schwytali go i odebrali mu ją, po czym zwrócili na powrót do świątyni. Mapę, którą ścigany człowiek zostawił w kieszeni Kastora zrobił właśnie Drell Darkblade.

Na dłoni trupa ściganego człowieka znaleźliśmy wypisane słowo: „Saley”. Człowiek przybył do Durrower żeby znaleźć tego Saleya – pijaka, którego dzięki Emonowi znaleźliśmy w jakiejś śmierdzącej karczmie. Ten opowiedział nam jeszcze jedną historię: kiedy był młody chciał znaleźć Gwiazdę, wybrał się na bagna z elfką Kerrą Tariani, ale nie doszli do Świątyni. Nie pozwoliły im powodujące obłęd wyziewy, pijące krew kłujaki, żarłoczne niziołki, duchy potopionych na bagnach ludzi i wielkie jak cielaki żaby. Kerra nie wróciła, została na bagnach. Kiedy Saley mówił, usłyszałem jej wezwanie, chciała żebym do niej przyszedł.

Baudin i Kheben zabrali Saleya żeby go zabić, ale inni nie pozwolili. Kastor wykupił dla niego mieszkanie w stajni na zamku. Mordercy, którzy zabili człowieka który szukał Saleya przysłali nam ostrzeżenie i żądania, ale nie oddaliśmy im mapy. Poza miastem zostawili nas w spokoju, choć pewnie nie na zawsze. Ferra poprosiła mnie bym wyrysował mapę na jej plecach. Ma ładną skórę i ciało. Emon jest zazdrosny że je widziałem.

Na moczary zabraliśmy dwa muły dla głodnych niziołków. Od kiedy weszliśmy na bagna zaczął się dla mnie duszny sen. Duchy wołały mnie i innych abyśmy zeszli ze ścieżki, z oparów wypływały wizje. Widziałem jasnowłosą Kerrę i jeszcze innych, których imion wcześniej nie znałem, rozmawiałem z nimi. Inni budzili mnie i zawracali na ścieżkę. Nie pamiętam jak długo tak szliśmy i ile razy zapadałem w wizje. Potem otoczyły nas niziołki, mlaskały i śliniły się. Raniłem muła i pogoniły na nim na bagna, aby go pożreć.

Kiedy doszliśmy do samotnego dębu wyruszyłem z Baudinem i Kastorem na Wschód, aby odnaleźć Kerrę. Reszta została na ścieżce i wtedy pojawiły się kłujaki. W ostatniej chwili wróciliśmy do reszty. Krwiożercze owady wielkości gołębi wynurzyły się z mgły i spikowały na naszą gromadkę. Emona i mnie nie dopadł żaden, ale wszyscy pozostali stracili sporo krwi. Najsłabszy był Erlin, czarodziej, ledwo mógł iść o własnych siłach.

Potem doszliśmy do świątyni. Była zrobiona na przekór harmonii, pokrzywiona i złudna. Kheben znalazł drzwi w filarze jak było napisane na mapie Drella i po kolei zeszliśmy na dół. Tu opary były jeszcze gęstsze niż na bagnach, prawie nie pamiętam co było prawdą a co snem. Na podłogach pozakładano magiczne pułapki, których Baudin i Emon sprawnie uniknęli, chyba wszystkich. Dalej były duchy kapłanów uwięzione mocą Gwiazdy, wołały nas byśmy zostali z nimi, prawie ich posłuchałem i gdyby nie Kheben zostałbym więźniem świątyni.

Doszliśmy do sali z której kiedyś Drell Darkblade ukradł Gwiazdę, ale teraz były tu tylko pułapki i trup jakiegoś pechowego złodzieja, albo może kapłana. We wnęce iskrzył się klejnot, ale okazał się tylko złudą. Kiedy Erlin sięgnął po niego czarami wydobył się zielony gaz, który okrył mój umysł dusznym całunem. Moje myśli zmąciły się, a pamięć zblakła i teraz trudno mi sobie przypomnieć co było dalej.

Pamiętam inną salę, po drugiej stronie świątyni, skąd zabraliśmy Gwiazdę i dwa dziwne sztylety, duchy kapłanów i sny o zielonym dusznym bagnie. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz zielony tuman nieco się rozrzedził, ale pamiętam że zszedłem na dół jeszcze raz z Kastorem, Khebenem i Baudinem, żeby uwolnić duchy potępionych, które wołały na nas z głębin. Potem inni powiedzieli mi, że wszyscy zapadliśmy w sen tam na dole, a z nami Ferra i Erlin którzy poszli nas ratować. Gdyby nie Emon, który jako jedyny oparł się mocy omamów zostalibyśmy na zawsze w świątyni Enkili.

Kiedy po raz drugi byliśmy już na zewnątrz głosowaliśmy czy zniszczyć Gwiazdę aby uwolnić duchy. Poparłem Kastora, Baudina i Ferrę i klejnot został zniszczony, a moc przekleństwa złamana. Kheben był niepocieszony, Erlin chyba też.

Wracaliśmy tą samą drogą i teraz już wszyscy zgodzili się pójść ze mną do Kerry. Stała o dwieście kroków od dębu, jak mówił Saley, oparta o włócznię. W długich, ciągle złotych włosach tkwił wpięty Jastrząb. Kiedy go wyjąłem, a potem zabrałem jej włócznię, kości rozsypały się i wróciła do Matki, a jej głos zamilkł. Wpiąłem Jastrzębia we własne włosy, aby teraz nosił moje strzały, jak niegdyś Kerry.

Powoli sny ustępowały, zielony całun spłowiał i wiatr zabrał go z moich myśli, byliśmy w lesie niedaleko bagien. Ocalały muł zakwiczał przerażony i obudził mnie w moim hamaku. Z dołu dochodziło basowe kumkanie. Wycelowałem i poprosiłem Jastrzębia o pomoc. Chybiłem. Krzykiem obudziłem innych i wtedy żaby zaatakowały.

Emon i ja siedzieliśmy na drzewach i potwory nas nie sięgały, ale reszta broniła się rozpaczliwie. Erlin czarem niechcący uśpił poturbowanego już Khebena, a chwilę potem omal nie zginął przygnieciony żabim cielskiem, Baudin i Kastor po ataku żab także ledwo stali na nogach i tylko Ferra uniknęła ran. W końcu jednak dwa potwory padły wylewając z siebie cuchnący śluz, a ostatni długim skokiem wyrwał się i zniknął w lesie.

Wyrwaliśmy się z bagien, znaleźliśmy a potem zniszczyliśmy Gwiazdę, odesłaliśmy duchy Kerry i kapłanów, ale nadal nie wiemy więcej o Przeznaczeniu.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.