Scarred Lands – Opis Sesji II

Poznani niedawno bohaterowie wracają do Tornil, bogatsi o wykopany skarb i kilka przemyśleń. W osadzie spotykają dwóch osobników, którezy przyłączają się do drużyny:

Erlin (półelf czarodziej): na pierwszy rzut oka skryba lub kauzyperda, ale w jego palcach drzemią magiczne moce. Oczy w różnych kolorach zdradzają jego przeszłość. Przybył za późno, by dołączyć do drużyny, ale to nie powstrzyma go, przed podążaniem za swym przeznaczeniem.

Baudin (łotrzyk): wyjątkowo opanowany przybysz z Shelzar, Miasta Występku i Rozpusty. Chodzi ubrany na ciemno, nosi kuszę i dwa mordercze ostrza. Tajemniczy typ. Interesuje się bohaterami, bo, jak twierdzi, usłyszał legendę o ocalonych z Dziesięciny i chciałby spędzić jakiś czas w towarzystwie postaci, o których śpiewają bardowie.

Czas w Tornil szybko mija, wypełniają go głównie rozmowy na temat tego co się stało i rozważania, cóż czynić dalej. Kastor Tramierafont opowiada, że jego ojciec kazał w rodowych kronikach spisać dokładnie wydarzenia tej nocy, gdy tajemnicza kobieta uzdrowiła Kastora. Kroniki znajdują się w rodzinnym domu Tramierafontów, zaś ich kopia pojechała razem z Kastorem do Mithril i tam została.

Zapada decyzja, by wyruszyć na północ, w rodzinne strony paladyna.

Przez pierwsze kilka dni podróż przebiega spokojnie, ale coraz bardziej widoczne jest piętno, jakie na Durrower odcisnęła wojna. Choć główne walki toczą się w rejonie stolicy i Przełęczy Żelaznego Zęba, zuchwałe oddziały Czarnych Dragonów, elitarnej kalastiańskiej kawalerii zapuszczają się w głąb kraju.

Gdy drużyna dociera do ziem Tramierafontów, zastaje obraz tragedii: większość siół jest popalona, osada w której znajduje się siedziba rodu wygląda na wymarłą. Wielki Hall chorążych króla Jeddrada jest spalony na zgliszcza.

W ruinach spotykają Kabebe, niziołka, który był psiarczykiem Lorda Tramierafonta i który ocalał z pogromu. Kabebe opowiada, że Głowa Rodu wraz z orszakiem wyruszyła do stolicy, by stanąć u boku króla. W majątku został Argos Tramierafont, wuj Kastora i on też dowodził obroną podczas najazdy Dragonów. Obrona załamała się, gdy kalastiański czarodziej użył ognistych kul, by spalić hall, od ognia i ran zginęła większość obrońców, w tym Argos. Najeźdcy, rozsierdzeni jego oporem zabrali zwłoki rycerza i powiesili je na pobliskim rozstaju, ku przestrodze, po czym pojechali dalej.

Okolica jednak nie zaznała spokoju.

Podobno, w Królewskiej Wiorście, wsi którą oszczędziła wojna, Argos widziany był w postaci upiora.

Tyle powiedział Kabebe. Bohaterowie obdarowali niziołka pieniedzmi i żywnością, a Kastor uleczył jątrzące się wciąż poparzenia na jego rękach.

Przed wieczorem drużyna stanęła w Królewskiej Wiorście.

Przyjmuje ich sołtys, który potwierdza opowieści – Argosa widziano w postaci upiora, jak chodził po wsi. Matka-staruszka sołtysa myli Kastora z Argosem (ach, to rodzinne podobieństwo) i urąga paladynowi od przeklętników, radując szczerze drużynę.

Sołtys opowiada dalszą część historii:

Otóż, mieszkańcy Królewskiej Wiorsty nie mogąc patrzeć na pohańbienie walecznego rycerza, zdjęli jego ciało z drzewa i w oczekiwaniu na pochówek złożyli je w opuszczonej chacie, stawiając dwie osoby na straży. W nocy przyszłą mgła gęsta niczym mleko i z tej mgły wyłonił się upiór rycerza! Jeden z wieśniaków widział, jak widmo idzie ku niemu mamrocząc groźby i wyciągając ręce ku jego szyi – na szczęście udało mu się umknąć. Niestety rano okazało się, że strażnicy chaty nie żyją. Wezwano wioskowego czarodzieja, Houduna, który stwierdził, że nieszczęśników uduszono, łamiąc im karki, tak, że aż im się krew z ust rzuciła.

Od tej pory nikt we wsi nie wychodzi po zmroku, a do rozstajów nikt się nawet za dnia nie zbliża.

Tu bohaterowie zapragnęli porozmawiać z rzeczonym Houdunem, którego Kastor pamiętał jeszcze z dzieciństwa. Houdun okazał się być dość starym juz półorkiem, służącym wieśniakom odrobiną magii. Wydał się dość dobrotliwy i zdradził słabość do mocnych trunkó (matka sołtysa jednak podpuszczała bohaterów przeciwko niemu, nazywając go tytańskim pomiotem i opowiadając, że gdy czaruje, to gada w mrocznej mowie orków).

Drużyna dała Houdunowi do zbadania znalezione w wykopanej skrzyni flakoniki, w zamian otrzymując trzy porcje leczniczego eliksiru, wyprodukowanego przez półorka.

Po czym, wbrew protestom Emona Dexosa bohaterowie postanowili wybrać się na rozstaje i zabrać ciało.

Tak też uczynili. Przy drzewie znaleźli jesczcze glinianą czarkę, w której najwyraźniej palono jakieś zioła. Choć rozstaje emanowało złą magią, zdjęli trupa, położyli go na płaszczu i już mieli zabrać do wsi, gdy zaczęła się podnosić mgła…

W ciszy słychac było tylko echo odległej pieśni, intonowanej w tajemnym jezyku. Ta pieśń nie mogła zapowiadać niczego dobrego!

Stanęli w szyku gotowi do walki (Emon Dexos wspiął się na drzewo:-) gdy tymczasem z mły wynurzyło się widmo Argosa! Widmowy rycerz powtarzał zawołanie rodu („Góry i Męstwo!”) mówił też coś o tym, żeby mu pomóc, a także, że „czaru zgubiły ród Tramierafontów”. Kastor chciał z nim porozmawiać, ale niewiele więcej sie dowiedział – widmo weszło w drzewo, na którym jeszcze parę chwil temu wisiało ciało.

Wydawało się, że najgorsze juz z abohaterami, ale wtem z lasu zaczęły wychodzić kolejne postacie – tym razem, były to żywe trupy, powstałe głównie z Czarnych Dragonów poległych w walce, a także z obrońców krainy. Drużyna zdecydowała, że w takiej sytuacji najlepsza obroną będzie ucieczka – i biorąc ze sobą ciało rycerza, przeprowadziła taktyczny odwrót w stronę wsi.

Na miejscu został tajemniczy mężczyzna w czerni poznany w Tornil – Baudin. Obserwował on żywe trupy, które wpierw stały bezczynnie, a następnie zaczęły walczyć miedzy sobą i wybiły się niemal co do jednego! W tym momencie drużyna wróciła po człowieka w czerni i wszyscy razem poszli do wsi.

Po drodze uznali, że ciało należy czym prędzej spalić. Więc, aby było szybciej, Kastor, Emon i Erlin poszli po wóz z drewnem na stos, a Ferra i człowiek w czerni zostali pilnować trupa.

Nie mineło wiele czasu, kiedy znienacka wyskoczyło na nich sześciu wielkich orków! Uznając, że nie ryzyko jest zbyt duże, bohaterowie nie podjęli walki, zaś orkowie uszli w las, zabierając ze sobą ciało.

Bohaterowie długo zastanawiali sie, cóż czynić dalej, Wreszcie wygrała koncepcja, by wpierw odpocząć, a później jeszcze raz pójść na rozstaje – i albo zastawić zasadzkę na orków oraz tajemniczego pieśniarza, albo chociażby zorientować się w sytuacji.

We wsi bohaterów zaczepia Houduun, który opowiada lokalna legendę o wampirelli (nie)żyjącej w grocie i czekającej na wyśnionego kochanka. Ona ma ponoć moc animowania zmarłych. Czy to możliwe, aby zakochała się w martwym Argosie? Houdun obiecuje zaprowadzić bohaterów do jaskini, ale oni jednak uznają, że najpierw odpoczną, potem zbadają rozstaje. Na wszelki wypadek Kastor zabiera Houduna do karczmy, karze podać wieczerzę i obiecuje pilnować czarownika całą noc. Tymczasem Ferra i człowie w czerni wybierają się na rozstaje na zwiady, a Emon i Erlin postanawiają pomyszkować po chacie Houduna.

W środku znajdują trochę złota, paskudną, nabijaną gwoździami maczugę sporo tajemniczego śmiecia i stuletnią księgę „O obaleniu Tytanów”. Bystre oko Erlina zauważa, że najwięcej atencji Houdun poświęcił historii Cherna, tytana plag, którego moce przejął złowrogi Vangal.

W pewnym momencie Emon zauważa leżącą do góry dnem czarkę, łudząco podobną do tej znalezionej na rozstajach. jednak gdy ją podnosi, w chacie nastaje absolutnie nieoprzenikniona magiczna ciemność. Obaj śmiałkowie czym prędzej zwijają się z domu czarownika i pełni podejrzeń wobec Houduna biegną do karczmy.

Tymczasem, Kastor po twardej walce ulega niespodzianej senności.

Gdy budzą go towarzysze, okazuje się, że Houdun gdzieś zniknął.

Wychodzi na to, że w otrzymanych od półorka flakonach jest silna susbtancja nasenna, a nie leczniczy eliksir!

Obaj zwiadowcy pod drzewem przyglądają się w tym czasie zgromadzeniu kilkunastu orków, którzy powiesili od nowa ciało na drzewie i najwyraźniej na coś czekają.

Po dłuższym czasie, na drodze pojawia się Houdun! Orkowie pokłonili mu się w pas i zaczęli szwargotać w swej czarnej mowie.

Wtedy człowiek w czerni zauważył swoją szansę. Korzystając z osłony mroku wypadł z kryjówki i zadał czarownikowi dwa głębokie pchnięcia długim nożem. Houdn ryknąl z bólu, zachwiał się na nogach, ale ustał. Spróbował wyszeptać mgiczne zaklęcie, ale ból sprawił, że nie zdołał rzucić czaru.

Tymczasem orkowie ruszyli mu z odsieczą, a Ferra i człowiek w czerni postanowili już po raz drugi ulec przewadze i wziąć nogi za pas.

Houdun odzyskał panowanie nad sobą, zatrzymał swoich wojowników i chrapliwym głosem zaintonował słowa zaklęcia. Ferra poczułą obezwładniającą senność, ale zdołała jej sie oprzeć, jednak człowiek w czerni nie miał szczęścia i zwalił się w pył drogi.

Orkowie ruszyli jak spuszczone ze smyczy wściekłe psy. Ferra miał sekundy na podjęcie decyzji. Stanęła, obróciła się na pięcie wyciągając miecz i kopnięciem obudziła towarzysza. Najszybsi orkowie byli już na odległość ostrza.

Wydawało sie, że bohaterowie zginą w nierównej walce, ale oto po raz kolejny okazało się, że czasem ucieczka jest najlepszą taktyką obronną. Człowiek w czerni poturlał się w krzaki, stanął na nogi i zaczął uciekać ile sił, Ferra wuymieniła z orkami kilka ciosów, po czym również rzuciła się do biegu. Na dłuższym dystansie bohaterowie okazali sie lepszymi biegaczami i krańcowo wyczerpani umknęli pogoni.

We wsi całą drużyna w komplecie zaczęła układać plan – pierwszym punktem miało byc spalenie chaty czarownika. Gdy płomienie oświetliły już okolicę, z drugiego krańca wioski dobiegy krzyki i odgłosy walki.

Wokół wiejskiej chałupy stało dziesięciu orków, a wśród nich Houdun, zdrów i vały, pokrzepiony ofiarowanymi mu w dobrej wierze eliksirami. Orkowie trzymali noże przy gardłach dwóch wiejskich kobiet. Chcieli pertraktować.

Houdun zarządał, by Kastor oddał się w jego ręce, za co on wypuści obie zakłądniczki. Krótką chwilę próbowano pertraktować, ale w pewnym momencie człowiek w czarni nacisnął spust kuszy i bełt wbił się prosto pod stopami półorka. Houdun ryknąl w gniewie, a noże jego podwładnych wgryzły się w gardła nieszczęsnych kobiet.

Kastor i Ferra rzucili się do walki, Erlin wystrzelił w Houduna magicznym pociskiem, a Emon i człowiek w czerni zajęli strategiczne pozycje.

Bój był bardzo zacięty, ale nie trwał długo. Orkowie nie byli w stanie stawić czoła zaprawionym wojownikom, po kilku chwilach większość z nich leżała martwa a pozostała grupka kupiła sie wokół Houduna. Chałupa, przy której się bronili, zaczynała się palić od pochodni rzuconej przez Erlina.

Wreszcie Houdun został sam i nie widząc innej możliwości, cofnął sie do płonącej chaty. Emon próbował strzelić mu w plecy przez okno, ale chybił. W tym momencie, ranny już po ciosie orkowego topora Kastor ruszył do przodu.

Półork wyrzucił do przodu złączone dłonie i w tajemnym języku wezwał potęgę Thulkasa, Tytana Ognia. Struga ognia wystrzeliła z palców, wprost w twarz paladyna! Płonąc, Kastor runął na ziemię. Człowiek w czerni bezskutecznie spróbował ugodzić czarownika toporem, Houdun, w ostatnim akcie desperacji za pomocą magii naruszył podporę płonącego dachu i utonął w morzu płomieni, dzieląc los Kastora.

Bohaterowie powoli otrząsali sie z bitewnej gorączki, Ferra rzuciła się na pomoc paladynowi, ale zrobiła to dosłownie o kilka chwil za późno – serce Kastora przestało bić.

Dziedzic rodu de Tramierafont zginął w walce.

Schwytany przez chłopów zbiegy ork opowiedział przed śmiercią, że Houdun pragnął odprawiając mroczne rytuały ku czci Tytanów zaprząc sobie do służby nerkomantyczne moce starych rozstajów, dlatego też ważne było dla niego by trup rycerza wisiał na drzewie, budząc postrach i wzmagając działanie magii. Orkowie dbali o to, by nikt nie przeszkodził Houdunowi – to oni zabili dwóch wieśniaków pilnujących chaty i to oni wykradli powtórnie ciało.

Po powieszeniu orka i pogrzebaniu szczątków Argosa Tramierafonta. drużyna zgromadziła się nad zwłokami Kastora. Wydawało sie, ze nie można już dla niego zrobić nic, poza zapewnieniem mu godnego pochówku, ale w pewnym momencie zaświtała nadzieja – Kastor był Paladynem, czempionem Coreana i jedynym synem królewskiego chorążego. Czy wysoki kapłan w mieście Durrower nie wskrzesiłby rycerza poległego w słusznej sprawie? Być może rodzina Kastora wyłożyłaby pieniądze na wskrzeszenie?

Z kiełkującym ziarenkiem nadziei, bohaterowie umieścili ciało paladyna na koniu i czym prędzej ruszyli w stronę stolicy. Po kilku dniach wędrówki okazało się, że ciało się nie psuje – to jasny znak, że Przeznaczenie jest po stronie prawych i dobrych!

Tomasz F Misiorek

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
AD&D, AD&D - Scarred Lands ,

Comments are closed.