Merkurio & Elkanah

Merkurio:

„…Esencja rozprasza się i blaknie, rozdzielona po zbyt wielu żyłach nie ma już mocy ożywiania i nadawania sensu. Nadchodzi chwila Gehenny, kiedy cała Krew świata zostanie na powrót zebrana w jednych żyłach, kiedy cała moc, furia i przekleństwo będzie działać na rozkaz jednej woli, kiedy jedno serce będzie miało aż nadto mocy. Zmurszałe truchło starego świata zapadnie się pod własnym ciężarem i zrobi miejsce dla nowego istnienia. Znów będzie tworzenie i niszczenie, piękno i groza, miłość i nienawiść, aż po wielu tysiącleciach zwyrodnienie nie zatryumfuje znowu i świat znów będzie wołał o nowe Odkupienie. Ale teraz nadchodzi już ten czas, czas Gehenny, kiedy rozegra się walka i zwycięży tylko jeden…”


Dziennik Elkanaha Dawnstone’a:

„Wyjaśnieniem jego bestialskiego obejścia się z ofiarą mogą być jego „objawienia”. Odrzucam oczywiście że tajemniczy głos (lub głosy) które nakłaniały go do złego to Szatan, sądzę raczej że podobnie jak rany ciała gniją i z czasem doprowadzić mogą do śmierci, tak rany zadane umysłowi powodują narastające jego jakby gnicie. W konsekwencji tak chory umysł zrodzić może potrzebę dokonywania czynów bestialskich aby dopasować zdrową tkankę otaczającego świata do chorych o nim wyobrażeń, zalęgłych w umyśle szaleńca.”

„Szaleństwo owego Merkuria zastanawia mnie coraz bardziej… Kilka już razy natknąłem się w jego celi na ledwo wyczuwalny ślad – jakby obecności… nie potrafię tego przekonująco opisać. Choć zapytuję sam siebie czy i mnie nie udziela się histeria mego „pacjenta”, nie słyszę jeszcze co prawda po nocach szeptów, ale samo dopuszczanie w epoce rozumu do głosu przeczuć i jakichś prymitywnych lęków niepokoi mnie i każe zastanowić się czy nie szkodzę aby sobie usiłując pomóc jemu. Choć mówiąc szczerze wcale nie zamierzałem mu pomagać…”

„To niepojęte jak ów groźny dla otoczenia morderca mógł zniknąć bez śladu ! Z jednej strony żal mi niedokończonych studiów teraz, gdy zacząłem już co nieco sobie wyjaśniać, ale z drugiej strony czuję nieopisaną ulgę… Prymitywny świat opanowany przez demony zaczął być nazbyt sugestywny…”


Neonata Elkanah:

„Tak Wasza Ekscelencji, jestem już całkowicie spokojny, a mój umysł wolny od bólu i strachu który nie pozwalał mi docenić tego co uczynił dla mnie Klan. Rozumiem teraz w pełni, że szansa którą mi dano jest darem wyjątkowym, za który winien jestem pełne poświęcenie dla spraw Domu i Klanu Tremere. Istotnie moje zainteresowanie osobą człowieka zwanego Merkurio zaowocowało konkretnymi wnioskami, choć nie dawałem im wtedy przystępu do świadomości, spętanej więzami rozumu i zamkniętej dla prawdy. Dopiero teraz pojmuję, co prawdopodobnie zaszło. Moim zdaniem Merkurio, był już na długo przed swym tajemniczym zniknięciem nawiedzany przez istotę znającą prawdę, która objawiała mu także rzeczy których nawet teraz jeszcze nie pojmuję. Owa istota, prawdopodobnie ktoś z Rodziny, przygotowywał w ten sposób tego człowieka do Przeistoczenia, a znajomość przez nią faktów z jego dzieciństwa świadczy że upatrzyła go sobie już dawno temu, być może dla jakichś ukrytych talentów, albo… Ponieważ ów Merkurio opowiadał mi o swej rodzinie, której przecież nie pamiętał będąc w młodości porwanym przez Indian, oraz o swojej ojczyźnie, którą przecież opuścił jako małe dziecko, sądzę że ta istota przybyła tu wraz z jego rodzicami trzydzieści parę lat temu z dalekiej Rumunii…”

„Jestem zaszczycony, że powierzono mi tak ważną misję, zapewniam że moje zainteresowanie osobą Merkuria nie wygasło i sądzę że z łatwością zdołam odnowić z nim znajomość, skoro wyszedł z ukrycia. Zachowam najwyższą ostrożność, zgodnie z tym czego mnie nauczono.”


A teraz po ludzku:

Merkurio to pseudonim „sceniczny” z czasów kiedy młody Rumun był pomocnikiem cyrkowego sztukmistrza, a potem samodzielnym sztukmistrzem. Wcześniej został porwany przez Indian, podczas gdy jego rodzice jako wierni słudzy ratowali trumnę ich Pani z objętego płomieniami wozu. Po latach tułaczki i zajmowania się czym popadnie odnaleziony przez swą Mentorkę (a może on Ją odnalazł ?) i odtąd stale nawiedzany. Zdaje się że Merkurio został przez nią jakoś szczególnie naznaczony już w chwili narodzin (w grze „V:tM Redemption” taki „dziedziczny” ghoul to ‘revenant’ J), albo może szeregi wiernych sług wykruszyły się w Nowej Ziemi. W każdym razie nawiedzenia przygotowały go do spotkania z nową rzeczywistością i do nowej roli, jakiej – to wie tylko jego tajemnicza Mentorka – Wyrocznia. Wywołały też i utrwaliły chorobę psychiczną – Merkurio żyje przygotowaniami do Gehenny. Raz jest przekonany że został wybrany by być owym Jedynym który (w jego przekonaniu) ją przetrwa i da początek nowemu cyklowi istnienia, innym razem czuje przemożną potrzebę opieki, czuje się bezbronny i słaby. Raz modli się do swej Mentorki o głos wskazujący co ma czynić, kiedy indziej czuje się wykorzystywany przez nią w jakimś niecnym celu (podejrzewa że jego Matka chce się nim posłużyć w walce z innymi by zostać ową Jedyną…). Każdy sukces w konfrontacji z innym wampirem sprawia że staje się megalomanem, każda porażka wprawia go w depresję. Kiedy jest na szczycie Dominuje nad swymi „poddanymi”, kiedy jest na dnie ukrywa się przed nimi pod płaszczem Niewidoczności. Poza osobistymi sukcesami i porażkami mało co do niego dociera, problemy człowieczeństwa i wizerunek Rodziny to wszak rzeczy błahe w porównaniu z nadciągającą Ostatecznością.

Merkurio jeszcze za życia wpadł w oko Tremerom, a to za sprawą zainteresowania jakie okazywała mu Wyrocznia. Jej wybraniec oszalał w końcu i zamordował jakiegoś nieszczęśnika, trafił za to do więzienia, gdzie jego przypadek zainteresował młodego badacza ludzkiej natury (początek XIX w.) Elkanaha Dawnstone’a. Pechowiec ten był dość dociekliwy i na tyle obiecujący, że kiedy Wyrocznia uznała w końcu że czas „usynowić” swego pupila, obserwujący go czarodzieje postanowili naśladować jej ruch i Przeistoczyli biednego naukowca. W nowej sytuacji otrzymał zadanie kontynuowanie swojej „pasji” i rozgryzanie Merkuria.

Kiedy dobre 100 lat później Elkanah był już zaufanym lekarzem duszy Malkavianina, pojawiła się konieczność pogodzenia interesów i podzielenie wpływów klanów Tremere i Ventrue. Postanowiono wybrać niezależną władzę książęcą i tu Tremere wykonali mistrzowski (jak sądzili) ruch. „Ich” Książe jest jednak bardziej kłopotliwy w „utrzymaniu„ niż się wydawało i na jego potrzeby opracowano (dzięki książęcej Krwi dostarczonej przez Elkanaha) specjalny rytuał zsyłający wizje, który jednak nie zawsze działa. W każdym razie interpretacja tych wizji przez zaufanego książęcego „psychiatrę” pozwala pośrednio wywierać na niego wpływ i w ten sposób topornie kierować jego nieprzewidywalną naturą. Ale niestety, ku utrapieniu Tremerów nie wszystkie wizje są zsyłane przez nich…


Merkurio wygląda na 30-parę lat, ma czarne włosy do ramion, ciemną karnację skóry i czarne, hipnotyczne oczy. Ubiera się w czarne płaszcze i opończe z kapturem, czasem w purpurę, kiedy ma napad megalomanii. Kiedy jest w dobrym nastroju potrafi dość swobodnie obracać się wśród śmiertelnych, okazując im co prawdą pychę i dając odczuć swą wyższość, ale doskonale zdając sobie sprawę z ich potrzeb i słabości. Dzięki doradcom ma osąd na bieżące sprawy miasta, a osobista siła przekonywania pozwala mu na swobodną manipulację kimkolwiek ważnym w społeczeństwie śmiertelnych. Kiedy ma depresję zaszywa się przed wszystkimi, czasem pragnąc kontaktu ze swą Mentorką, a czasem mając nadzieje ukryć się i przed nią.


Elkanah jest długowłosym blondynem w drucianych okularach, dawniej miał włosy spięte w warkoczyk, teraz nosi je luźne. Nie wygląda groźnie, mówi ze spokojem psychiatry-dobrodzieja i czasem łagodnie się uśmiecha, ale to maska którą przywdział by zataić swe prawdziwe oblicze, wykoślawione prawie dwoma wiekami niechcianej służby. Elkanah posługiwał się rozumem już za życia i choć po Przeistoczeniu wydał się sam sobie głupcem, z czasem otrząsnął się z przygnębienia i szoku, zaakceptował nową rzeczywistość i zaczął obserwować świat z nowej perspektywy. Po niemal dwustu latach „opieki” nad Merkuriem, noszenia maski, manipulowania i szpiegowania Elkanah jest niemal całkowicie pozbawiony skrupułów i złudzeń. Ten świat istotnie zmierza do katastrofy, wielkiej rzezi, ale nie będzie w niej niczego wzniosłego, mali zostaną pożarci przez większych, którzy staną się łupem jeszcze większych i tak dalej… Tak było zawsze i tak też będzie na końcu. Dla śmiertelników to tylko abstrakcja, ale dla wampirów smutna ostateczność, kres drogi. Oczywiście najpotężniejsi, najstarsi, najbardziej potworni przetrwają, ale jaką szansę ma przeciętny Kainita by znaleźć się w tym gronie ? I po co ?

W chwilach krańcowego znużenia i słabości opadają Elkanaha wyrosłe na wizjach Markuria fantazje o innej Gehennie, o końcu wszystkiego co wypaczone i narodzinach nowej Ery, czystej i świeżej, pełnej energii i sensu. Ale Elkanah wie że to tylko jego coraz słabsza psychika próbuje bronić się przed zatratą, przed zwolnieniem ostatnich hamulców i zjazdem w otchłań bestialstwa.

 

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
VtM: Seria III, Wampir: Maskarada ,

Comments are closed.