Oświecenie pana Mirumoto Ijiro

W formie preludium była ostatnia rozpaczliwa próba odbicia Ayanomi przez ronin-shugenja Mariko i chyba dwóch innych roninów, już nie shugenja. Oczywiście roninowie dostali lanie, pan Yobutake stracił punkt Honoru za złamanie miecza zabitej Mariko, poza tym skończyło się na przemoczonych magiczną burzą kimonach.

Jak wspominałem przed sesją III pan Mirumoto Yobutake miał krótkie spotkanie z głosem błąkającego się we mgle spowijającej zamek ducha Kakita Saburo. Teraz po przybyciu na zamek pana Mirumoto Ijiro Saburo pozostali mieli podobne doznania, choć konkretów nie pamiętam. W każdym razie koncepcja nawiedzenia się pojawiła, do tego atmosfera przed ceremonią zaślubin była zimno-wilgotno-mglista.

Aha – po drodze do samurajów dołączyła pani Tonbo z córką i małym synkiem, siostra pana Ijiro i ciocia młodego pana. W ramach integracji mały Kokeru zaprzyjaźnił się z wielkim panem Hida, a panna Akiko dość natarczywie okazywała zainteresowanie panem Kakita Akira (:-)). Już na zamku któryś z samurajów został sprany bokenem podczas treningowego pojedynku walcząc iaijutsu, stylem słabo tolerowanym przez Smoki, ale ktoś go pomścił. Jakoś tak.

Teraz cała historia. Jak napisałem przy okazji przygody III pan Ijiro w młodości zyskał zaprzysięgłego wroga w zaświatach, ducha Kakita Saburo. Goryo (mściwy duch) chciał dokonać zemsty rękami wnuczki – Shinjo Ayanomi. Kiedy doszło do przygody V dodałem do tego dwie rzeczy – mnicha Nichizo i ostrze Kenchi-no-Tsurugi, Miecz Krwi. Nichizo jako przeciwwagę dla ew. działań graczy i innych egzorcystów (Yobutake koniec końców zapomniał o umówionym spotkaniu z shugenja Skorpiona na Festiwalu Kwiatu Wiśni, ale że ja też zapomniałem, więc sprawa nie skończyła się krwawą rozprawą, choć jakieś skorpiony na zamku były oimw). Był to jednak przeciwnik nietypowy, nie zły czarnoksiężnik, ale stoik sprzyjający duchowi przez wzgląd na sumienie i karmę samego Ijiro, jako jego wiernego ucznia. Miecz dodałem jako ukłon w stronę ułomności pana Daidoji (fascynacja bronią), demoniczne ostrze więżące dusze zabitych nim niesprawiedliwie samurajów i „żyjące” ich pragnieniem zemsty.

Więc Nichizo znał prawdę o nękającym pana Ijiro problemie, ale czekał aż duch wywrze zemstę, wyrównując krzywdy i zdejmując „złą karmę” z jego dążącego pilnie do Oświecenia ucznia. Chyba pomagał czynnie, nie pamiętam jak, z wyjątkiem końcowej sceny o której za chwilę. Różni ludzie znali różne fragmenty całej sprawy, próbowałem je przekazywać graczom, ale ile mi się udało przekazać nie pamiętam (zawsze tak mam, że coś tam sobie wymyślę, ale nikomu z graczy o tym nie powiem :-)J…).

Miecz leżał sobie w zbrojowni od czasów młodości Ijiro, klucz miał tylko sam daimyo i pan Yozen, jego karo. Uwięzione w nim duchy były już mocno zniecierpliwione i złe, tylko Saburo zdołał przez swoją wnuczkę nieco poszaleć. W pewnym momencie smarkula Tonbo Akiko próbowała umówić się na schadzkę z panem Kakita Akira w tej zbrojowni, wyciągnęła jakoś klucz od wuja, ale Akira był jak nieskazitelny jak cesarska porcelana i młoda wojowniczka musiała się zadowolić panem Daidoji Kudawa. Ten jednak był zafascynowany wyłącznie bronią, szczególnie feralnym Ostrzem Krwi (nietypowe jak na Funkiego, nieprawdaż ? :-), który z kolei próbował go skusić, by wziął go w rękę, ale Żuraw wytrzymał próbę woli i nic się nie wydarzyło.

Nie pamiętam już jak wyglądały działania graczy w celu rozwiązania głównego wątku i jakie były moje plany w związku z tym, w każdym razie doszło do nocnego nawiedzenia przez wpółucieleśnionego ducha Saburo. Upiór zdaje się pozabijał strażników i dopiero bohaterska interwencja naszych samurajów doprowadziła do jego powstrzymania. Akira próbował załatwić sprawę jak Kakita z Kakitą, przez pojedynek Iai, ale Saburo go niemal zabił. Wtedy jednak ktoś podjął ognistą katanę (czar rzucony przez zamkowego czarownika Agasha) i odesłał ducha do Jigoku przy asyście innych samurajów, których broń niewiele niestety szkodziła niematerialnej powłoce ducha.

Ale nie koniec na tym. Dnia następnego odbyła się ceremonia zaślubin, aura nadal nie sprzyjała, wszyscy byli niespokojni i atmosfera była zupełnie nie-weselna. Nadeszła noc poślubna. Czuwający samuraje znowu natknęli się na ducha Saburo, tym razem blado-niebieskiego, wyczerpanego po walce z poprzedniego dnia. Tu znowu mam obraz bez szczegółów, ale chyba duch wniknął do pokoju młodej pary, skąd dobiegły odgłosy szamotaniny, a później szczęku ostrzy. Drogę nadbiegającym samurajom zagrodził stary mnich Nichizo, który zaczął im objaśniać swoją teorię, usiłując wyperswadować opór wobec zbawiennego dla duszy Ijiro przeznaczenia. Ale kiedy sens jego słów dotarł do pana Yobutake ten zamachnął się swymi dwoma mieczami i głowa starego mędrca upadła na ziemię. Kilka chwil później drzwi do komnaty młodych państwa otwarły się i stanął w nich młody Koremitsu, krwawiąc z przeciętej dłoni. Ze stoickim spokojem podziękował panu Yobutake i kazał wezwać eta do opatrzenia rany i zabrania ciała Nichizo.

I wtedy z dołu fortecy dobiegł odgłos alarmu, uderzenia w dzwon i szczęk broni. Kiedy samuraje zbiegli na sam dół ich oczom ukazał się taki widok: na środku dojo, przylegającego do zbrojowni stał pan Mirumoto Yozen, karo pana Ijiro z Kenchi-no-Tsurugi w dłoni. Wokół leżało kilkanaście ciał porąbanych strażników, krew kapała z miecza, który śpiewał głosem spragnionych zemsty duchów. Nabiegłe krwią oczy Yozena ukazywały szaleństwo i szał. Niepewni strażnicy otaczali go półkolem, nie za bardzo wiedząc co robić.

Na szczęście bohaterowie graczy wiedzieli. Rzucili się do walki, starając się wytrącić przeklętą katanę z dłoni karo. Zanim im się to udało Yozen stracił prawą rękę, a pan Yobutake omal nie pożegnał się z życiem, w końcu jednak bodaj pan Daidoji wytrącił broń z ręki oszalałego Smoka i karo upadł wyczerpany na podłogę, żywy i na powrót przy zdrowych zmysłach. Broń natychmiast zniszczono, a uwolnione duchy z potępieńczym wyciem uleciały z wiatrem, opuszczając zamek pana Ijiro.

Po wszystkim okazało się, że daimyo popełnił samotnie seppuku nad ciałem swego zabitego mistrza, pod drzwiami pokoju swego dopiero co ożenionego syna. Tak to przynajmniej wyglądało. Yobutake został doceniony za swój wybór i został hatamoto nowego daimyo, któremu młoda żona nie groziła już więcej tanto. Co do reszty ich losy nie zostały dopowiedziane, z wyjątkiem pana Kakita Akira, który złożywszy starannie klanowe kimono w przyzamkowej świątynce Tao i zawiesiwszy miecz na plecach odszedł w świat jako ronin.

Jednego tylko żałuję po tej sesji. Że nie zabiłem pana Yobutake, jak wyszło z kości, ale zamieniłem mu wyrok na utratę punktu Zręczności. Biedak wydał wszystkie zgromadzone podczas pięciu sesji PDki na wyrównanie straty i znów miał postać taką samą jak na początku przygód. Bardziej w konwencji byłaby honorowa i bohaterska śmierć, po której bogata dobrą karmą dusza powróciłaby w nowym wcieleniu jako następny bohater. No ale może jeszcze kiedyś będzie okazja :-).

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
L5K Pierwsza seria, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.