Oni z Plecionej Skrzyni

Tu wstyd i hańba – miało być zmaganie z fałszywym pogromcą demona, a wyszło rozklepywanie jakiejś galarety… fe.

Z jednej z wiosek Twojego daimyo zaginął chłop, później znaleziono jego objedzone resztki. Wizja lokalna wykazała, że niedaleko miejsca zakopania szczątków wieśniaka (wykopały go zwierzęta ?) jest miejsce skażone piętnem Fun-Lenga, z którego prowadzą ślady do miejsca pochówku resztek chłopa. Podejrzewając jakiś plugawy rytuał chcecie już wyruszyć śladami domniemanego maho-tsukai (duchy Wam powiedziały ? już nie pamiętam) ale nadchodzi wezwanie do zamku pana Kusagi.
Tu goście (spotkaliście ich zdaje się wcześniej na trakcie) – pan Yasuki Daigo (klan Kraba) z obstawą. Kiedy wychodzi na jaw skażonego miejsca (Kraby już natknęli się wcześniej na podobne ?) pan Yasuki proponuje panu Shinjo zakład, czyja grupa poszukiwaczy pierwsza odnajdzie maho-tsukai. Yasuki ma specjalistów, ale Shinjo jest u siebie, musiał przyjąć zakład, lub dać dowód niewiary w swoich samurajów, tym bardziej, że i obecny pan Bayushi Furutaka (pamiętasz go z pierwszej przygody) postawił na Was.
Wyruszacie, idziecie od wsi do wsi, od kamienia do kamienia, pytacie wieśniaków i duchów, aż docieracie do gospody, leżącej na końcu trasy pielgrzymek do niegdysiejszej pustelni a obecnie grobu legendarnego szermierza i filozofa, Watanabe-no-Tsune. Tu natykacie się na plującego krwią starego samuraja Kakita Buntaro, który pielgrzymuje właśnie do tego miejsca. Podobno duch legendarnego szermierza wciąż zamieszkuje swoją dawną pustelnię, udziela rad poszukującym mądrości, wciąż także można obejrzeć katanę mistrza, a wieść gminna niesie, że kiedyś jeszcze zostanie dobyta, ale tylko w wielkiej potrzebie.
Tu znowu mam jakąś nieciągłość, w każdym razie dotarliście do skalnej ściany w której widnieje otwór jaskini, w której medytował mistrz miecza. Na górce pod skałą namioty możnego samuraja, pana Shinjo Tatsuta. Jakoś doszło do sprzeczki między moimi NPCami, zdaje się kto jest bardziej godny by pierwszy wspiąć się do jaskini, Tatsuta obraził starego Buntaro, który go wyzwał na pojedynek i zginął. Na to pan Mirumoto Yobutake wyzwał pana Shinjo na pojedynek i też go zabił, albo ciężko ranił, już nie pamiętam. No i tak mi się skończył główny wątek, dość niemrawo zresztą prowadzony od początku i pozostała tylko galareta…
Kiedy więc jako pierwsi (nie było już innych kandydatów :-) weszliście do jaskini to Wam przypadł niemiły obowiązek uwolnienia siedzącego w plecionej skrzyni Oni i stoczenia z nim męczącej walki. Pan Moto gołymi rękami wyrzucił skrzynię wraz z demonem z jaskini, ale się skaził i potem popełnił seppuku, panowie Mirumoto, Daidoji i chyba Ty laliście dzielnie kluskowatego Oni czym się dało, aż w końcu pan Moto Garusashi zebrał się w sobie i dość anemicznie jeśli dobrze pamiętam, ale jednak wezwał ducha Watanabe aby go wspomógł. No i ducha napełnił go takim męstwem, że Garusashi skoczył z urwiska zabijając demona i siebie przy okazji.

A miało być nieco ciekawiej, pierwotnie Tatsuta był ogarniętym obsesją zdobycia chwały i legendarnego miecza Watanabe świrem – zapłacił maho-tsukai by sprowadził demona i tym samym zorganizował „wielką potrzebę”, w której duch legendarnego szermierza miał mu pozwolić dobyć swego miecza. Inna rzecz, że niezbyt się przygotowałem i ani sam demon, ani jego pasterz – maho-tsukai – nie zostali ciekawie opracowani (o czarowniku chyba nawet zapomniałem), więc w końcowej scenie wyjąłem z głowy pierwszy-lepszy model demona – galaretowane, Cthulho-podobne cielsko, bez żadnej osobowości. Nigdy już tego błędu nie popełnię – Oni w L5K powinny mieć masę rogów, zębów, mówić grubymi głosami i koniecznie walczyć samurajską bronią, a nie przelewać się z miejsca na miejsce.

 

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
L5K Pierwsza seria, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.