Ferenc Janicke

Otóż nazywam się Ferenc Janicke, pochodzę oczywiście z Ostlandu.
Byłem nieślubnym dzieckiem, owocem zapomnienia się mojej matki z
jakimś wędrownym cwaniakiem. Ponieważ matce przytrafiła się okazja do
zamążpójścia w trzy lata po moim narodzeniu, jako niepotrzebny bagaż
zostałem oddany na wychowanie babci. Od niej uciekłem w wieku czternastu lat i przez dziesięć następnych włóczyłem się po Imperium. Nic nie umiałem, nie byłem wcale twardzielem i wiodłem sobie żywot włóczęgi, łapiąc się do sezonowych robót – czasem zostawałem gdzieś na dłużej, u jakiegoś chłopa spędziłem 3 lata jako parobek, ale w końcu zawsze czułem „zew szlaku” i wyrywałem się na swobodę.

Nie potrafiłem znaleźć swojego miejsca na ziemi, dopóki nie trafiłem
do straży. Tu wystarczyło, że umiałeś jeździć konno (:-))) i nie
robiłeś w galoty na widok pierwszego lepszego orka, i już cię
szanowali. Zależy mi na tej robocie, bo jest jakby dla mnie wymarzona
– całe dnie w drodze, czesto-gęsto noclegi pod gołym niebem, jest
pieniądz, choć nieduży to i tak większy niż miałem kiedykolwek w
życiu. Wiem, że nie awansuje, ale to nawet dobrze – nie lubię
odpowiedzialności za innych. O samego siebie nigdy nie umiałem zadbać.

Po ojcu (wędrownym cwaniaku) została mi przystojna gęba i niechęć do dużych
miast. Po matce mam tylko nazwisko.

Z wyglądu, to mam 175 cm wzrostu, zielone oczy i ciemne włosy,
myte raz na czas. W ogóle, to
jestem nawet urodziwy, ale chodzę w znoszonych ciuchach, rzadko się
golę i nie jestem specjalnie rozrywkowy (parę razy mnie okradli po
pijaku). Taki trochę Aragorn dla ubogich:-)

Nie jestem jednak żadnym odludkiem i odezwać się potrafię, ale też uczony nie
jestem i wiem, że nie o wszystkim pogadam. Kłapać dziobem po próżnicy
nie zamierzam. Kłamię za to całkiem gładko (czyżby kolejna cecha po
tatusiu?)

Najbardziej boję się więzienia. Scheise, chyba bym się zabił, jakbym
miał przesiedzieć w pace dłużej niż kilka dni. No nie mogę po prostu.

W kwestii wiary i patriotyzmu: no nienajlepiej z tym u mnie. Coś nie
widzę boskiej ręki Sigmara mającej Imperium w opiece, a już mojej
osobie żadna boska pomoc to się szczególnie nie przydarza. W wojnach grafów
też umierać nie zamierzam. Do szlachty mam stosunek seksualny –
pierdolę ich z góry na dół i unikam jak mogę. Z cesarzem lubię
obcować, gdy widze jego wizerunek na złotych koronach. Ale jestem
obowiązkowy i rozkaz wykonam, no chyba, żeby trudności obiektywne były
cholernie nieobiektywne. Łapówki raczej nie wezmę, ale jakby kolega z
patrolu wziął, to przymknę na to oko – o ile się później podzieli. W
ogole, to wyznaje zasadę, że jak z kimś pracuje, to staram się, żeby
nasze stosunki sie układały. Nie obrażam się łatwo i nie chowam urazy.
Czasem, rzadko, jak mnie ktoś ostro wkurzy to eksploduje (to jest taka
cecha, którą mam ja jako ja i przenosi się na wszystkie moje postaci –
więc, czemu nie?:-)
Acha, jeszcze chaos – szczerze mówiąc, nie mam wyrobionego zdania.
Kapłani bardzo na chaos najeżdżają, ale ja unikam kapłanów. Z drugiej
strony, jak facet ma w gaciach zamiast kuśki kolczstą mackę, którą w
dodatku usiłuje zatłuc bogu ducha winnego chłopa – no to widzę, że coś
jest grubo nie w porządku i interweniuje.

Gdybym miał szkoły pokończone, to bym był pesymistą i trochę cynikiem.
A tak, to zwyczajny czarnowidz jestem:-)

I to tyle. Wyszedł mi Ferenc mocno nastawiony na walkę, prosty chłopak,
nie nadający sie na żadnego dowódcę ani intryganta. Chyba mam ochotę
zagrać taką postacią – mam tylko nadzieję, że cała reszta nie pomyśli
tak jak ja:-)

Jeszcze o stanie majątkowym

Chciałbym mieć zamiast tarczy, taką kolczą rękawicę na prawą rękę –
coś takiego, jak miał Bohun w Ogniem I Mieczem – dającą 1 pp na prawej
ręce właśnie.

Z broni to pałasz (nie miecz) i kusza – z łuku się trudniej nauczyć
strzelać (historycznie, nie w zasadach) to już wolę kuszę, choć sokole
oko ze mnie marny.

Ale potrafię się skradać, więc nóż byłby jak najbardziej na miejscu.
najlepiej taki zwyczajny zbójnicki kordelas chowany w cholewie.

Chciałbym też (dla klimatu bardziej) kapelusz z żelazną wkładką (1 pp
głowa) – w zamian mój koń może mnie nie lubić. Znaczy jak już ścisnę
kolanami, to jedzie bydle bez szemrania, ale musze uważać, bo gryzie i
czasem kopie, a już żeby np. przybiegł na gwizdnięcie to najmniejszej
mowy nie ma. Jak się nie zgodzisz na kapelusz, to i tak konia chciałbym
z charakterkiem.

Do tego mam znoszone ciuchy, takie trochę kawaleryjskie – skórzane
spodnie, przybrudzona koszula (choć zwykle noszę przydziałową bluzę
kolczą) wysokie buty i niemiłosiernie wyciorana peleryna. Nie
palę, więc tytoniu nie mam, piję mało, więc w manierce co podleci,
zwykle jakieś cienkie piwsko. Tak zwanych osobistych drobiazgów
praktycznie nie posiadam. I w ogóle wyznaje zasadę, że rzeczy są
użyteczne, póki są, a wyrzcuam je dopiero, jak się zupełnie rozpadną.
Więc wszystko co mam nosi na sobie piętno czasu i ślady mniejszego lub
większego zużycia.

 

TFM

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Warhammer, WH: Strażnicy dróg ,

Comments are closed.