Orient Express – Opis Sesji XII

Drodzy moi słuchacze i czytacze….

…nie zwykłem kreślić nic na papierze, bo tworząc muzykę zwykle zdaję się na własną intuicję i często improwizuję. Teraz jednak (tak jak obiecałem) kreślę te słowa przy blasku gasnącej latarki w jakimś zapomnianym sofijskim kanale wciąż czując w ustach smak jego krwii. Nie będę się rozwodził na temat panującej tu wilgoci, bo nie wiem ile czasu mi zostało, zanim hrabia po mnie wróci. Wróćmy zatem do rzeczy.

Dnia poprzedniego, wciąż nie mogliśmy dojść do siebie po tym jak świśnięto nam głowę statuy sprzed nosa. Vince i ten nowy, tj. Kevin leżeli w hoteli cierpiąc na jakieś dolegliwości po przepiciu. Madame ze Stanem byli w Szwajcarii aby ukryć tam zdobytą niedawno rękę. Felix i Stan wymyślili aby dać Madame możliwość zablokowania skrytki na parę dni w razie niebezpieczeństwa. Stan hasła jej nie przekazał zgodnie z zasadą, że “pokąsani” dostępu do skrytki nie mają. Stan przyjechał dnia poprzedniego do Sofii pozostawiając Madame w Szwajcarii. W Bułgarii spluwy oficjalnie nie wolno mieć, dlatego więc Stan postanowił przemycić przez granicę pistolety i granaty. Niestety granaty schowane w wagonowym kiblu zostały odnalezione przez dzielnych słowiańskich wojaków ze straży granicznej na skutek czego zarządzono dokładne przeszukanie pociągu. Stan oddał w depozyt swoją spluwę, jednak dilindżera przemycił w skarpetce.

Czekaliśmy na Stana na dworcu głównym. Potem załatwialiśmy kilka rzeczy, jednak w jakiej kolejności to Wam nie napiszę, bo nie pamiętam. Na pewno Stan z Felixem wynajęli lokalnego detektywa, aby poszukał dla nas skradzionej głowy. Mi się za bardzo nie widział, bo dupiato jakoś wyglądał. Potem Felix dzwonił do antykwariusza, który sprawiał wrażenie pasera, z nadzieją na odkupienie głowy od złodziei, jeśli przypadkiem byli to jacyś niewtajemniczeni w historię statuy goście. Aaaaa.. (to jeszcze nie Fenalik, tylko skleroza), i cały czas jeździła z nami ta bułgarska pielęgniarka, bo znała angielski. Szpetna była jakaś taka, a nam ze Stanem ślinka już zaczęła ciec na myśl o jakichś fajnych babkach. Potem Stan poszedł na policję żeby zawiązać kontakt z gliniarzem prowadzącym śledztwo. Ale zamiast samemu zdobyć jakieś cenne informacje (w sumie dowiedział się o tym jak zginęli strażnicy w muzeum: jeden na zawał a dwóch uduszonych, bo coś jakby do ust i nosa im się przyssało) to glina zaczął go maglować, tak że w pewnym momencie Stan się odrobinę zapętlił i spocił. W końcu kiwanie zwykłych czytelników gazety to nie to samo co kiwanie gliniarzy i to jeszcze oficerów.

W tym czasie my, tj. Felix pielęgniarka, taksiarz i ja czekaliśmy cierpliwie na zewnątrz w taksówce. Do czasu rzecz jasna. Bo ileż można tak siedzieć. Posłałem więc taksiarza po flaszkę. Po chwili wrócił i od razu zrobiło się sympatyczniej. W końcu Stan wylazł z tego komisariatu i opowiedział nam co i jak. Potem pojechaliśmy na dworzec kolejowy bo właśnie miał odchodzić Orient Express na wschód albo na zachód. Nie pamietam już w która stronę, ale postanowiliśmy zaczaić się aby poobserwować czy jakieś podejrzane typki z Sofii nie wybywają. Tam też dojrzałem jednego tureckiego przyjemniaczka, który też  przylazł sobie poobserwować pasażerów. Ruszyliśmy wiec za nim. Na nasze gesty do zatrzymania się – nie zareagował, tylko poczłapał szybkim krokiem do taksówki. A my do następnej i za nim. Turek podjechał pod jakiś hotel i wszedł do środka. A my tuż za nim. I wtedy Turek odparował jak gorzała na sesji jazzowej. Portier go nie widział, do bary też nie wszedł. Sprawdziliśmy kible. Jedne drzwi były zamknięte. A my jak te ćwoki staliśmy i czekaliśmy aż Turek wyjdzie. W końcu podciągnąłem się na drzwiach i zajrzałem do środka. Okienko w środku było uchylone. Nic dodać nic ująć. Dupy z nas kompletne.

W końcu pojechaliśmy do hotelu bo ściemniać się zaczęło. Zdaje się ze w międzyczasie dzwonił do nas Terry po raz kolejny przekonując nas abyśmy oddali Fenalikowi to co mamy, ale pewny nie jestem. Jakieś mroczki mi latają przed oczami gdy tylko zaczynam się zastanawiać. No ale nic, lećmy dalej z tym koksem. W pokoju hotelowym zabarykadowaliśmy się skutecznie, bo magiczne jajco wskazywało że Fenalik jest już bardzo blisko. Nawet hotelowego policaja żeśmy poprosili żeby od czasu do czasu nasłuchiwał pod naszymi drzwiami, czy jakiś dziwne dźwięki nie dolatują. ale w nocy nic się nie działo. Nic poza tym, że sen przyszedł do mnie w nocy bardzo dziwny sen, a w nim Fenalik. Śniły mi się myszy i Fenalik, który przyszedł do mnie. Był jakiś taki “niefenalikowy”, ale powiedział że chce współpracować. Potem coś mnie dziabnęło w palec, albo mysz, albo Fenalik. Nie pamiętam. Jakoś zatarło mi się to w głowie. Ważne że był to tylko sen, bo rano gdy obejrzałem palce okazało się że śladu po ugryzieniu żadnego nie ma.

Nowy dzień zaczęliśmy od krótkiej dyskusji, która skończyła się stwierdzeniem, ze trzeba ruszać poszukać Fenalika, dopóki śpi. Wynajęliśmy taksiarza i rozpoczęliśmy jazdę po Sofii kierując się wskazaniami magicznego jajca.  Po trzech (!) godzinach jeżdżenia odkryliśmy, ze Fenalik ulokował się w pewnym hotelu, a najprawdopodobniej w podziemiach ruin, które na placu tego hotelu się znajdowały. Nie pamiętam dlaczego, ale postanowiliśmy jeszcze nie dobierać mu się do dupy. Oj szkoda. Potem pojechaliśmy do jakiejś tureckiej knajpy powypatrywać znajomych tureckich twarzy. Gdy tak siedzieliśmy przy stoliku to nagle zaczęli nam się przyglądać jacyś niemieccy turyści, zerkając wciąż do jakiejś gazety. Prawdę mówiąc ciarki mię po plecach przeszły, bo wyobraziłem tam sobie list gończy z rysopisem całej naszej paczki. W końcu nabroiliśmy co nieco tu i ówdzie. Niemcy podeszli do stolika i zapytali, czy my to my. A my na to że tak, że my to my. Wtedy oni zaczęli nam gratulować, prosić o autografy (chyba mi się przyśniło) i pytać o statuę (!). Jeden z nich trzymał w rekąch bułgarska gazetę z jakimś artykułem. Poprosiliśmy go o przetłumaczenie. Była tam opisana cała nasza historia, od momentu gdy natknęliśmy się na historię o statule. Skąd pismacy się o tym dowiedzieli? Proste! To Terry im wszystko wypaplał. W artykule była też wzmianka, ze posiadamy już parę części statuty. Byliśmy zszokowani. W te pędy ruszyliśmy do redakcji gazety, na spotkanie z autorem artykułu. Faktycznie był u niego Terry i opowiedział całą tą historię kasując za to trochę kasy. Oczywiście od razu wyperswadowaliśmy (ja się do tego nieźle przyłożyłem) autorowi artykułu że Terry to pijak i ćpun, który sprzedał już wszystko co mógł żeby mieć szmal, i że nawciskał mu kitu o nas po to żeby wyłudzić trochę kasy, bo na dalsze chlanie mu brakuje. Następnie opowiedzieliśmy mu swoją wersję troszkę mniej prawdziwą. Nie wzięliśmy kasy za dostarczone informacje mówiąc ,ze zależy nam na dobrej reputacji, a nie na szmalu (pomyślałby kto). Po czym wyszliśmy. Ciekawe co napisze w artykule. Przy okazji zauważyłem, że Felix jakoś dziwnie się zachowuje. Wciąż dopytywał się, czy sprzedałem swoje meble. Sam nie wiem co o tym myśleć. Chyba jest przemęczony. Postawię mu kielicha przy okazji.

Po południu wpadłem na szalony pomysł, żeby nawiedzić Fenalika w jego śnie. Skoro on nawiedził mnie w moim, to może ja nawiedzę go w jego. W końcu tu mam chyba więcej doświadczenia niż on (choć kto wie). Podjechaliśmy do apteki, gdzie zakupiliśmy chloroform do cucenia, tabletki od bólu głowy i jakiś specyfik, który wydawał mi się być odurzający. Potem wróciliśmy do hotelu, bo zaczynało się ściemniać. Niestety okazało się, że aptekarka jakiś kit mi wcisnęła, bo środek wcale odjazdowy nie był. Postanowiłem więc, że trzeba zdobyć jakieś trawsko do palenia, to wtedy mój sen będzie wyraźniejszy i więcej w nim zdziałam. Wizja zapalenia skręta zaślepiła mnie zupełnie, tak że ni bacząc na ostrzeżenia kompanów wylazłem z hotelu, podszedłem do taksówek i dałem jednemu taksiarzowi parę dolców, żeby przywiózł co trzeba. Umówiłem się z nim za godzinę za rogiem hotelu. Wróciłem do pokoju, a po godzinie wyszedłem ponownie nie bacząc na ostrzeżenia Stana i Felixa. Już czułem ten słodkawy smak w ustach i śmiałe narkotyczne wizje. Wyszedłem przed hotel, potem wzdłuż ściany i skręciłem za róg. Cały czas trzymając w kieszeni rękę na rewolwerze. W tej samej chwili podjechał taksówkarz. Wsiadłem. Załatwił mi towar, więc dałem mu resztę kasy i zadowolony wysiadłem z taksówki kierując się szybkim krokiem do hotelu. W dłoni ściskałem zdobyty towar. I wtedy stało się. Odruchowo rozglądając się zauważyłem w przyhotelowych drzewach błysk. Uśmiech zamarł mi na twarzy. To był błysk czerwonych oczu. Potem urwał mi się film………………………………


… całe moje życie przetoczyło mi się przed oczami, dzieciństwo, dorastanie, kobietki i imprezy, wzloty i upadki, Montreal, orient express, Sofia. Nie był to film, lecz pojedyncze sceny i sytuacje. Kiedy zobaczyłem samego siebie ściskającego towar w dłoni, stojącego samotnego na zaśnieżonej ulicy obok hotelu, samotnego i zapomnianego, pomyślałem wtedy że to ostatnia scena z mojego życia. Ale koniec jeszcze nie nadszedł. Znów zobaczyłem pokój hotelowy, a w nim moich przyjaciół. Czekali na mój powrót. A ja jakbym unosił się w powietrzu i podążał za nimi obserwując ich poczynania.


Stan i Felix zaczęli się niepokoić. Powinienem już wrócić parę minut temu. A minęło już minut 10… 15. W końcu postanowili sprawdzić gdzie jestem. Zeszli na dół. barman potwierdził, że mnie widział. Wszedłem wcześniej do baru żeby wypić kielicha. I potwierdził że wychodziłem, ale nie wróciłem. Felix i Stan popytali wśród taksiarzy, obeszli hotel i znaleźli na śniegu ślady prowadzące z kanału w kierunku chodnika, gdzie prawdopodobnie stałem. Domyślili się wszystkiego. Wpadłem. Wrócili do hotelu zastanawiając się co dalej. Teraz Fenalik wiedział wszystko to co ja. Wiedział o magicznym jajcu! Ale wiedział też, ze tylko dwójka z całej ekipy jest na chodzie. Postanowili rankiem zaryzykować i ruszyć do ataku na Fenalika. Założyli, że Fenalik nie będzie podejrzewał, że odważą się zaatakować tylko we dwójkę. W międzyczasie zadzwonił Terry proponując wymianę: nasze części statuy za mnie. Felix go zbeształ i rzucił słuchawką.

Jak postanowili wieczorem, tak zrobili. Rankiem wyruszyli do hotelu gdzie ostatniej nocy ukrywał się Fenalik, kierując się jajcem. Na miejscu okazało się, że Fenalik wcale nie ukrywa się w ruinach na środku placu, lecz w jednym z pokoi hotelowych. Wynajęli pokój obok i rozpoczęli nasłuch. W pokoju ktoś się poruszał. Prawdopodobnie Terry. Stan postanowił, że spróbuje wyciągnąć Terrego na miasto. Wyszedł z hotelu i zadzwonił do niego prosząc o spotkanie w sprawie wymiany. Ale Terry nie chciał się umówić na spotkanie. Stan wrócił do pokoju. W pewnym momencie usłyszeli dźwięk na korytarzu. Zerkając przez judasza w drzwiach zauważyli, że przechodzi jakiś umundurowany facet i że prawdopodobnie wyszedł z pokoju Terrego. Facet rzucił jeszcze po bułgarsku coś w stylu “idę do kibla”. Stan i Felix odczekali chwilkę, aż facet zejdzie po schodach i ruszyli do akcji.  Felix z kastetem, a Stan ze spluwą, której lufę owinął ręcznikiem dla zmniejszenia hałasu podczas strzelania. Postanowili wpaść do pokoju i wykopać Fenalika na światło słoneczne. Felix zapukał przedstawiając się jako służba hotelowa. Terry otworzył drzwi, ale równie błyskawicznie zamknął, pozostawiając napastników na korytarzu. W tym samym momencie z pokoju naprzeciw wysypali się gliniarze obezwładniając Stana i Felixa. Terry zaczął się drzeć, że Felix i STan wciąż go prześladują i napastują. Chłopaki powędrowali do pierdla.

To tyle. Wizja urwała się. Ocknąłem się w jakimś zimnym i mokrym miejscu. Nie można się stąd wydostać. Nie pytajcie mnie skąd mam papier i ołówek – nie pamiętam. Dobrze, że latarka choć trochę świeci. Bardzo bym chciał żeby ktoś mnie stąd wyciągnął. Wiem, że tak będzie. I wiem, że tym kimś będzie Fenalik.

Krzysztof ‚Ozzy’ Dobosz

About Krzysztof Dobosz

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
ZC Orient Express, Zew Cthulhu ,

Comments are closed.