Orient Express – Opis Sesji IX

Ta historia nie mogła się tak po prostu urwać…

Oto kilkoro niezłomnych, nieustraszonych i nieprzekupnych badaczy zmaga się z tajemnicą przekraczającą ludzkie pojęcie. Pożegnaliśmy ich w Wenecji, gdzie wpierw ponieśli sromotną klęskę z rąk hrabiego Fenalika a następnie odnieśli wspaniałe zwycięstwo odzyskując ze starej wieży zegarowej lewą nogę Simulacrum. Niestety, w ostatniej chwili jeden z nich został porwany przez bezwzględnych kultystów z Bractwa Skóry i na torturach wyznał im wszystkie tajemnice Stowarzyszenia…

Po krótkim załamaniu Felix zdecydował, że wraca do drużyny. Odebrał w Szwajcarii Nogę od Madame i zaszył się w hotelu, pozostając w ścisłym kontakcie telefonicznym z resztą badaczy. Po długich dyskusjach (które, prowadzone przez telefon musiały zapewne kosztować majątek) uznano, że część statuy należy zniszczyć wykorzystując do tego celu np. piec hutniczy. Nie wgłębiając się zanadto w szczegóły: plan nie powiódł się. Simulacrum było najwyraźniej odporne na urazy fizyczne oraz na wysokie temperatury, a parszywym skutkiem ubocznym był dotkliwy ból w części ciała odpowiadającej maltretowanemu elementowi statuy.

Kiedy plan zawiódł, wprowadzono plan zapasowy, a mianowicie w celu zatarcia śladów i wyprowadzenia w pole konkurencji, badacze zdecydowali, że omijając Triest, najbliższe ze wskazanych przez Makryata miast, w których miałyby się znajdować kolejne części cennego posągu, pojadą do Belgradu i tam też się wszyscy spotkają.

I znowu, nie wszystko poszło tak, jak pójść powinno. Wpierw sporo czasu upłynęło jeszcze w Wenecji na badaniu przez Stanleya dawnych śladów, ponadto z drużyny czasowo wycofała się Madame znajdując w Genewie doskonałe miejsce na krótkie wakacje. Trzeba się też było pozbyć Terry’ego Gordona, który najwyraźniej znalazł się pod fatalnym wpływem wampirzego hrabiego i bredził przez sen o krwi i swoim Panu. Ponadto, co już było wyjątkowo dziwaczne, mieszał w klozecie szczotką, po czym dokładnie ją ogłądał. Badacze postanowili w porę pozbyć się szajbusa i zaproponowali mu rezygnację z wyprawy i odpoczynek w Londynie. Zgodził się.

W ten oto sposób, w drużynie badaczy pojawił się wakat. Nieoceniony Stanley wpadł na pomysł, by zapełnić go wynajmując detektywa z agencji Pinkertona. I tak, do pokoju hotelowego naszych bohaterów (po atakach Fenalika i zakusach Bractwa Skóry pokój przypominał już twierdzę) zjawił się Kevin ???, półkrwi Turek (sic!) ale chyba godny zaufania…

Mister ??? nie okazał szczególnego zdziwienia ekscentrycznymi żądaniami badaczy (musiał się obnażyć w celu wykluczenie tego, że jest składakiem) i przystał na niecodzienne warunki pracy.

Dochodzimy więc do clue, czyli do miejsca, w którym badacze znów poczuli pod pośladkami miękki plusz siedzeń Orient Expressu…

W pociągu nastąpiło Wielki Spotkanie, byli obecni wszyscy prócz pozostawionej w Szwajcarii Madame, no i Vincent był jakiś taki nieobecny duchemJ. Przyłączony do drużyny detektyw sprawdził pociąg w poszukiwaniu Turków (z miernymi rezultatami) a następnie w Trieście cała grupa przeprowadziła operację Noc-Osioł (kto czytał przygody Baltazara Gąbki ten wie o czym mowa…) i wyprowadziła w pola (lub jak kto woli, zrobiła w jajo) śledzących ją typków. Tu trzeba dodać, że badacze śledzeni są bezustannie, czy to w Szwajcarii, czy to we Włoszech.

No, ale udało się na chwilę zgubić pościg i przynajmniej przez pierwszą dobę w Belgradzie jedyne z czym będą zmagać się badacze to przeciwności losu.

Królestwo Serbów i Chorwatów (w skrócie: Serbia, żeby nie powiedzieć Serbosławia) najwyraźniej było cokolwiek opóźnione rozwojowo w stosunku do reszty Europy. Nie oszukujmy się, nawet tak barbarzyński kraj jak faszystowskie Włochy przy Serbii wydawał się ostoją cywilizacji. Badacze szybko przekonali się, że w mieście są ze dwa hotele w których można się zatrzymać bez obawy o własne życie, na żebraków to najlepiej kupić jakieś środki odstraszające (np. granaty) a sztuka porozumiewania się w jakimkolwiek języku poza serbsko-chorwackim jest w powijakach. Ponadto, lokalny element wyznaję własną, specyficzną filozofię, której podstawy da się zamknąć w zdaniu: “Kto nie pije, ten kapuje.” Koniec świata.

Po pokonaniu pierwszych trudności, grupa zameldowała się w hotelu Europejskim (sic!) i przystąpiła do pierwszej fazy operacji odzyskania lewej ręki, mianowicie do wyekwipowania się na wszelki wypadek. Najlepszym miejscem do zakupu niezbędnych utensyliów okazał się bazar, na którym oczywiście handlowano wszystkim a złodziei było pełno jak wszy na serbskim grzebieniu.

Bazar dzielił się nieostro na część serbską i część turecką, u podstawy którego to podziału leżału antagonizmy na tle historycznym. Jako jedyny znający turecki Kevin podjął się spenetrowania części turkojęzycznej, zaś reszta, pod przewodnictwem serbskojęzycznego Felixa postanowiła dokonać zakupów. Szybko znalazł się uczynny kupiec, który za rozsądne pieniądze sprzedał badaczom obrzyn (razem z nowym paskiem! skórzanym!) i obiecał postarać się o race i granaty.

Pozostawiając Kevina wśród innych Turków, dzielni poszukiwacze Simulacrum, zgodnie ze wskazówkami Makryata wybrali się do lokalnego muzeum, które powoli odbudowywało swoje utracone w ogniu pożogi wojennej zbiory.

Pierwsza wizyta w muzeum nie przyniosła oszałamiających rezultatów. Najpierw chcący zachować anonimowość badacze nadziali się na wścibskiego ciecia, który nie wierząc w prawdziwość ich zapewnień co do podanych tożsamości żądał okazania dokumentów (bezczelny niedowiarek!). Na szczęście udało się sforsować strażnika i dostać do doktora Milovana Todorovica, specjalistę od starożytnych religii i ich obrazów. Jakkolwiek by to obiecująco nie brzmiało, dr Todorovic  interesował się raczej staroserbskim kultem płodności (głodnemu chleb na myśli?) i niewiele wiedział o tym , jaki to skarb trzymał kiedyś w muzeum. Przy tym okazał się podejrzliwi i całkowicie nieprzekupny, co ostatecznie załamało badaczyL Na szczęście dał im dobrą radę, polecił poszukać śladów Ręki w archiwach muzeum, które szczęśliwie się zachowały (to jakiś cud! Wszelkie archiwa których potrzebujemy podczas naszych rozliczny przygód bez wyjątku płoną, znikają w tajemniczych okolicznościach bądź też okazują się niekompletne, a tu, w dzikiej Serbii taka niespodzianka!)

Badacze zajęli się papierami jeszcze tego samego dnia, ale niczego nie znaleźli i wrócili do hotelu, zahaczając przy okazji o bazar i napytując sobie biedy starciem z jakimiś parszywymi alfonsami (nawet Felix dostał w zęby, co nie zdarza się często!) i dopiero zbrojna interwencja Stanleya pozwoliła ujść im cało. Na poczet strat należy niestety zaliczyć 100$ plus portfel Stana i rozbitą gębę Felixa. Zysków nie było.

W międzyczasie Kevin nie kupił od Turków pożądanego dynamitu, ale kupił amunicję do badaczowych rewolwerów i informacje na temat obrotu wyszabrowanymi w czasie wojny dziełami sztuki. Dzięki informacjom uzyskanym przez Kevina od Turka – “handlarza antyków” badacze dowiedzieli się co nieco o tym kto handluje zaginionymi eksponatami i gdzie najłatwiej się na takowe natknąć oraz dostali namiary na akta Ręki w muzeum.

A więc znowu czekała ich żmudna praca w bibliotece. Choć, jak to badacze powinni być przysposobieni do tego rodzaju poszukiwań, odbiły się wszystkie te pościgi i strzelaniny w których brali udział, grzebanie po bibliotekach i antykwariatach pozostawiając podnajętym specjalistom… W końcu jednak znaleźli odpowiednią fiszkę na której stało nie tylko o samej Ręce (nic nowego) ale także o jej uprzednim badaczu, emerytowanym pracowniku muzeum oraz o tym, że dwa lata temu Belgrad odwiedził tajemniczy w czterech osobach Mehmet Makrytat. Po prawdzie, to tej ostatniej informacji udzielił dr Todorovic, trochę udobruchany i zaintrygowany sprawą Simulacrum i Sedefkara (miał swoje dane na ten temat) powiedział też, że wiele znalezisk przywozi mu pop z miejscowości Oraszak, ważnej dla Serbów historycznie i leżącej niedaleko od Belgradu.

Na trzeci dzień badacze postanowili pojechać kolejką do Oraszaka, żeby rozmówić się z popem, ale przedtem Stan wpadł na pomysł odwiedzenia Vladko Mladica, pracownika muzeum badającego ongiś Rękę.

Kiedy drzwi mieszkania w obskurnej kamienicy otworzył jednoręki staruszek, badacze zbledli jak płócienne płachty. Wysypka na ich prawych rękach solidnie dawała im się we znaki a to, co właśnie ujrzeli było niechybną wróżbą czekającego ich losu.

Na szczęście staruszek okazał się rozmowny i po przełamaniu pierwszych lodów wódką i zagraniu na jego nienawiści do Turków, badacze dostali trochę informacji, może nie przełomowych, ale niepokojących. Otóż zarówno on, jak i uczestniczący w badaniach Ręki współpracownik byli zmuszeni amputować kończyny z powodu, jak to określili lekarze “gangreny” ale jej przyczyną był niewątpliwie element Simulacrum, z którym się stykali. Od pierwszych objawów do amputacji minął rok, co trochę pocieszyło badaczy, ale też przypomniało im, że chyba nie mają wyjścia jak tylko nie ustawać w poszukiwaniach. A co będzie się dziać, kiedy znajdą Głowę? Strach pomyśleć.
Korzystając ze wspomnianej nietolerancji staruszka drużyna ostrzegła go przed Bractwem Skóry i innymi Turkami starającymi się odnaleźć statuę, po czym wyruszyła w podróż do Oraszaka.

I wszystko by było w jak najlepszym porządku, gdyby nie trumna, którą wynoszono ze stojącego akurat w Belgradzie Orient Expressu. Choć miał w niej leżeć jakiś włoski arystokrata, nie trzeba było geniusza, żeby domyślić się w niej walizki na hrabiego Fenalika… A więc dopadł nas i tutaj…
Tomasz F. Misiorek

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
ZC Orient Express, Zew Cthulhu ,

Comments are closed.