Warhammer II – Sesja Druga

Kurzowe przygody cz II


Z Altdorfu wyszli my nad ranem, a z wieczora, kej już ciemno było doszli my do miasta Dorhe. Mniejsze ci ono było niźli pół dzielnicy portowej w Altdorfie, drewnianom palisade ino miało, a pan Mangral rzekli co insze miasta w całym świecie podobne temu. Zatrzymali my siem na noc w karczmie „Szuszu” i zaraz kobieta jedna tam przyszła co śmiałków szukała co by ducha z domu jej przegnali. Dom ten po wuju jej siem dostał, co siem zwał Braun i kupcem był i który jej za dobrze nie znał, tak że nawet papieru nijakiego nie napisał że jej ten dom daje i umarł. Ta kobieta, co siem zwała Adela chciała ten dom przedać, a warty był z trzy tysionce złotych koron, to jest bardzo dużo, ale go nikt wyżej dwóch setek wzionć nie chciał przez tego ducha. Kupiec jeden co siem zwał Schultze chciał ten dom obejrzeć, ale go duch wystraszył i cienszko zasłab, a strażnik jeden co go Schultze ze sobom wzion noge złamał. Tak że ta Adela umyśliła se kogo odważnego wynajonć coby ducha precz przegnał. Najsamprzód zgłosił siem jeden z Dorhe ale ze schodów zleciał i kark skrencił, potem kapłanka co do miasta przyjechała poszła do domu sama, ale prednko precz uciekła w podartej koszuli, bo widać duch jej siem do cycków dobierał.

Adela dać nam chciała dwie setki złotych koron na czterech za ducha przegnanie, ale pan Bodewin niżej trzech setek nie ustompił. Staneło na tym że dwie setki wypłaci nam zaraz po ducha przegnaniu a te jednom po tym jak dom przeda. Ja żem chciał cichcem do domu siem zakraść coby ducha nie budzić, który mi siem zdał całkiem z ciała bo kapłance pod kiecke zaglondał, ale staneło na tym że razem a Adelom która klucze miała do domu my poszli.

No i dobrze siem stało żem sam do tego domu nie poszed bo już bym chyba nie wrócił. Zaraz jak ino my weszli zaczło siem naprzód szeptanie jakoweś, potem macanie, a w końcu jakoweś rence co ich wymacać nie mogłem za szyje mie chyciły i dusić chciały. Dobrze że monka w workach obok stała i jak żem te rence niom posypał zaraz znikły, ale mało mi serce zza koszuli nie wyskoczyło ze strachu. A potem inne jeszcze rzeczy siem dziać zaczły – krzesła siem same po ziemi suwały i w powietrzu latały, drzwi siem same otwierały i zamykały, noże co w powietrzu latały same nas ugodzić chciały. Mało brakło a w te pendy z domu owego bymy uciekli, ale pan Bodewin siem uparł, a pan Mangral rzekł że to nie duch ino czary, tak że w końcu miast uciekać czarownika co te czary czynił szukać my zaczli.

Teraz to siem dopiero zaczło dziać – duch siem we własnej osobie pojawił, choć jak mi pan Mangral przódy powiedzieli, ja żem myślał że to czary jakoweś. Młodo wyglondał, w ubranie dobre, choć lekko stare był odziany, w powietrzu latał, z kuszy szczelał, mieczem z panem Bodewinem siem fechtował a pana Mangrala ze schodów zrzucił, który na mnie padł tak że srodze my siem oba poobijali. Kota co go nam karczmarz pożyczył duch ubił i pan Bodewin trzy szylingi był stratny, a do tego jeszcze bełtem starym z kuszy w pierś dostał, pan Mangral cienżko był poraniony po tym jak ze schodów zleciał, ja żem łeb rozcienty z tego wyniósł i jeden tylko pan Michael jako tako cało siem uchował, choć go duch wymacał. Czarownika my żadnego nie znaleźli ino monkom wszystko żem wysypał żeby kroki było widać, jakby ktoś po domu chodził.

Jak siem tedy pokazało, że ducha nijak podejść siem nie da, poszli my, każdy z osobna na miasto i pytali o ten dom, o starego Brauna, kupców co dom chcieli kupić, miasto i wszystko co siem dało. No i dowiedzieli my siem że ten duch co w domu straszy ani do Brauna, ani do żadnego z jego synów podobny wcale nie był, ani do żadnego w ogóle kupca co ich na jakimś obrazku pan Bodewin (???) widział. Za to trzydzieści roków temu do tyłu na miasto napadli mutanty z lasu, ale ich miastowi pobili, ino od tego czasu nowy cmentarz po drugiej stronie miasta musieli wykopać, bo siem stary spalił, czy co. No i ksiengi z ratusza, co w nich pisało o tym napadzie i starszych rzeczach miejskich siem spaliły trzy tygodnie temu do tyłu, a nowe zostały i cała reszta ratusza tak że siem pany moje domyślili że to ktoś naumyślnie spalił, a nie samo z siebie. I o inne rzeczy jeszcze siem moi pany rozpytywali, pan Mangral w ratuszu byli, a pan Bodewin w kościele Sigmara i na starym cmentarzu, ale najwiency to siem pan Michael wywiedział, bo kej koło murów szed napadło go trzech bandziorów i okrutnie pobiło i od domu co w nim straszy kazali mu siem z daleka trzymać. Z tego my poznali że ten duch to nie sam z siebie siem w onym domu wzion, ino kto go naumyślnie tam wprowadził i nie w smak mu, że my mu siem chcemy postawić.

Pan Bodewin, Michael i ja poszlimy tedy do najgorszej karczmy w mieście, co siem zwała „Szyling” bo za szylinga dało siem tam zjeść i wypić, a zbierali siem w niej wszytki złoczyńcy z całego miasta. Tam ja żem za złotom korone całej karczmie piwo postawił i o języka siem starał, ale nikt gadać nie chciał. No to w końcu poszli my nazad do naszej karczmy, a po drodze spotkali my paniom Jutte, co już w Altdorfie w karczmie z nami piła i chciała w świat z moimi pany razem iść. Staneło na tym że za dwadzieścia złotych koron będzie nas pani Jutta bronić, bo siem na mieczu znała i silniejsza była niźli niejeden chłop. Ale lepiej by jej było do spółki wejść i za trzy razy tyle to samo robić, ale wtedy to jeszcze o tym nie wiedziała.

Jak my przyszli do karczmy okazało siem że pan Mangral bardzo słabujom i położyć siem musieli, a potem to go jeszcze jeden mutant z różowym kółkiem otruł i ledwo go cyrulik wyratował. Ten mutant zresztom potem jeszcze panu Michaelowi gardło chciał podcionć, ale go pan Michael okrutnie nadepnoł i mu uciekł. Pan Bodewin to straży miejskiej na mutanta doniósł, ale go pewnie nie znajdom. W każdym razie ten mutant był z tych co my ich w Altdorfie srodze poszczerbili i teraz sie mścić chcom, na życie nasze nastajom i prawie im siem z panem Mangralem udało.

Aha – kiedy siedzieli my w karczmie „Szuszu” przyszed kupiec Adolf Hoch, co go jego żona Manfreda okrutnie bije i chciał zapłacić setke złotych koron za to żeby siem tej żony pozbyć, choćby na krótko. Najpierw to nikt siem nie chciał za te żone brać, ale potem prawie że my jej duchowi nie podsuneli, z czego by pewno ta setka za niom wpadła, a może i trzy setki za ducha jeśli baba była rzeczywiście taka cienta jak jom opisywał jej monż. No bo jak drugi raz, już bez pana Mangrala, za to z paniom Juttom do domu poszli to siem pokazało że ten duch wielce na dziewki jest łasy i szkoda że koniec końców pan Michael tej Manfredy do domu nie pokusił, może by wszystko siem szybciej i bez strachu rozwionzało.

Ale póki co pani Adela jeden dzień nam jeszcze ino dała, bo siem pojawił kupiec Stefan Bach z Altdorfu, co tysionc i pół koron za dom z duchem dać chciał. My go potem se dokładnie obejrzeli i jego pokój też i pewne było że on nie ino półtora tysionca, ale i póltora korony nie ma. Znaczy siem ktoś go wynajoł, coby dom kupił, pewnikiem ten sam co bandziorów na pana Michaela nasłał. No a drugi raz to i pół pacierza w domu my nie zabawili bo nam duch czucie poodbierał i lampy pogasił, tak że ledwo pan Bodewin z paniom Juttom pana Michaela i mie bez czucia leżoncych wynieśli. Tak że do domu leźć nie było po co, chyba ino po śmierć, kiedy siem ducha tak naraz groźny zrobił i to bez kusz ani mieczów. No to poszli my na stary cmentarz szukać jakiego otwartego grobu z którego by duch wylazł, bo siem panu Bodewinowi zdało że jak cmentarz jest stary i nikt na niego nie chodzi to pewnie stamtond właśnie jaki nekromanta ducha przywlókł i w domu Brauna zakloł. No i dobrze pan Bodewin myslał, ino że to siem dopiero potem pokazało jak my już o grobie Krugerów siem dowiedzieli, bo tej nocy to ino dzikie psy i kruki na cmentarzu my widzieli, a w kaplicy Morra świece zapalili. Potem jeszcze poszlimy do nowicjusza od Morra, gdzie moi pany szukali jakichś znacznych mieszczan co w napadzie onym trzydzieści lat temu do tyłu przez mutanty uczynionym zgineli. Ale nic to nie dało i w końcu wszyscy zmenczeni zlegli w łożach.

Na drugi dzień kazał mi pan Bodewin kota po mieście iść szukać, coby z nim na cmentarz iść, tak żeby duchów niespokojnych szukał. Jak żem poszedł, napadli mnie bandziory tak jak wprzódy pana Michala, alem im sakiewke z piencioma złotymi koronami cisnoł i tak im żem uciekł. Jak siem o tym moje pany dowiedzieli, umyślili pułapke na onych zbirów uczynić, a to że ja pójde przodem jak ten robak na haczyku, a oni za mnom z mieczami i toporami przebrani, coby ich nikt nie widział. No i tak my zrobili, ja żem przodem poszedł, ale mie zbiry chcieli do domu jakiego wciongnonc, szczencie od Ranalda żem łokciem dwa razy jednego w przyrodzenie z całom siłom trafił, a potem jak pan reszta przyleciała to jednego zbira mocno pobilim i o dom w którym mieszka siem dowiedzieli. Pan Bodewin przy tym o mało co życia nie stracił bo go czterech zbirów napadło jak z panem Michaelem drugiego gonili, a pan Michael nożem po szyji dostał od tego mutanta cożem wprzódy już o nim mówił. Z całej tej awantury to ino było żeśmy siem dowiedzieli że bandziorów najoł jakiś „Szarak”, co w mieście dużo może i nikt nie wie gdzie mieszka.

Po tym to już my nie wiedzieli co robić, ale mi spokoju nie dawały te ksiengi co siem w ratuszu spaliły no i tak na koniec znaleźli my jednego starucha co miał z pienć dziesiontek wiosen, a od niego wywiedzieli my siem o drugiego co miał z siedem dziesiontek, w piwnicy jakowejś mieszkał i ciengiem gorzałke pił. No i ten staruch, co siem zwał Jurgen, powiedział nam że jak był młody to w domu co w nim teraz straszy mieszkali kupce Krugery. Młody Maxim Kruger wielce był na dziewki łakomy, zdarzało mu siem je niewolić, a ponoć i zabijać jak go chciały zdradzić. No i razu pewnego ludzie wzienli siem i go w domu jego własnym zabili. Stary Kruger zmarniał i w końcu dom Braunom sprzedał, a sam wyjechał. No to już my wiedzieli że ten duch to Maxim Kruger, poszli my na stary cmentarz i otwarli grób Krugerów a w środku kamiennom trumne Maxima. Nie było głowy i jeszcze kawałków kości niżej brzucha, a nowicjusz z kaplicy Morra powiedział że czarownik co ducha wywołał musiał je wyciongnoć z grobu i w domu schować, najlepiej blisko ziemi.

Zaraz też poszli my do domu, a że jeszcze jasno było duch ino szeptał i w szukaniu zbytnio nie przeszkadzał. Ale zanim przekopali my cały wengiel i drzewo i poszli szukać w beczkach po winie, zmrok naszed i jak tylko pan Bodewin beczke w której kości były schowane otwarł duch na niego wyskoczył i dusić zaczoł. No to ja żem czaszke Maximowom z beczki złapał i w nogi ! A tu nagle duch mi przed nosem wyrósł i za gardło mie chwycił. Mroczki mi siem w oczach pokazało i czucie mie odeszło, a kiedym siem obudził już po wszystkim było. Z nas czterech ino pani Jutta przy zmysłach ostała i ona czaszke na małe kawałki porozbijała, co ducha ponoć bardzo bolało, a potem na zewnatrz wszystkie kości wyrzuciła, od czego duch odszedł. Tedy też nas na świeże powietrze wyciongneła i odratowała.

Od pani Adeli za wygnanie ducha obiecane trzy setki my dostali, szkoda ino że pan Michael wprzódy do nawiedzonego domu żony biednego kupca Hocha nie zwabił, bo jeszcze setka by wpadła, choć może on taki cwany że sam chce tom setke zarobić tak i nic nie zrobił. Pani Jutta, chocie nas  wszystkich wyratowała jeno dwadzieścia koron dostała, bo tak siem wprzódy umówiła, ale pewno na drugi raz już inaczej bedzie gadać. Że czarownik rzecz całom ukartował, kupca Bacha z Altdorfu sprowadził i Szaraka opłacił to pewne, ale siem już moim panom nie chciało wiencej szukać, no i dobrze bo złoto dostalim, a co tym Dorhe gnije to nie nasza sprawa.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Warhammer, Warhammer II ,

Comments are closed.