Warhammer II – Sesja Pierwsza

 

Kurzowe przygody I

…A bo ja sie tera prowadze z wielkimi pany ! Trzech ich jest, jeden wienkszy od drugiego, a ja chudziak między nimi. Pierwszy, co go najbardziej lubie zwie się Michael, bardzo jest gładki i dziewki za nim wszytkie latajom, gdzieby się nie pokazał. Gra też pienknie na lutni chyba i śpiewa o dalekich krajach, rycerzach i innych takich. Najonłem sie do niego na pachołka. Drugi, chyba wienkszy od Michaela zwie sie Bodewin. Wielki jest na jeden i pół chopa, na plecach nosi topór i ciengiem gada o Sigmarze. Widzi mi sie że to taki rycerz co kapłanom służy, bo na mutantów bardzo jest zawzienty. Najwienkszy chyba jest ten trzeci, Mangral, bo nosa niżej czoła nie spuszcza i nawet jak w lochu z nami wszystkimi siedział to sie z boku trzymał. Na pisaniu sie zna i na czarach, mało gada a choćby i coś do niego zagadać ledwo odpowiada, abo i wcale. Za bardzo go nie lubie, ale nic nie gadam bo jeszcze mie zaczaruje i kaplica.

Zaczło sie wszystko w karczmie „Pazur”, a ledwo żem sie z panami poznał od razu nas wszystkich zwineła straż miejska i do lochu nas wrzucili za zabicie kupca i zrobienie jego sklepu z klejnotami… No pewno żeśmy tego kupca na oczy nigdy nie widzieli, bynajmiej ja, ale nas fałszywy świadek strażnikom pokazał no i u każdego z nas znaleźli po jednym takim cacku co ze sklepu zgineły. Te cacka to nam podrzuciła Sytuacja, ta dziewka z karczmy co sie tak do Michaela przykleiła. Ona razem z mutantami sie zgadała i razem z nimi ten sklep i tego kupca zrobiła, taka jej mać, ale wtedy żem jeszcze tego nie wiedział.

No to całą noc siedzieli my w lochu i już żem sie z życiem pożegnał, ale rano więzień co siedział obok przez szpare nam powiedział że nas majom wypuścić, bo ponoć dobrzy ludzie dali świadectwo żeśmy w karczmie byli kiedy kupca mordowali. Ten więzień zwał  sie Gerhard Öffnen i z dawna pono domy i sklepy pienknie robić umiał, choć teraz już sie za uczciwe zajencie wzionł. Mutanty mu córke porwali i kazali świątynie Vereny zrobić i ksiengi wynieś, abo jom zabijom. On sie zgodził no ale go złapali i za kradzież i zabicie strażnika miał wisieć. Nas poprosił żeby córke uwolnić to ona nam wypłaci równo dwie setki złotych koron. Sam bym sie w to nie mieszał bo mi sie w te korony wierzyć nie chciało, ale umyślił żem sobie z Aldorfu z tymi pany ruszyć, a oni temu Öffnenowi raz-dwa uwolnić córke przyobiecali…

Rzeczywiście zaniedługo straż nas z lochu uwolniła, a pan Mangral to nawet z kapitanem sie wykłócał żeby ten mu co dał za to że go w przez całom noc w lochu trzymał. No i widzisz jak to dobrze z pany trzymać – za tom noc w lochu obiad żem razem z całom strażom za złoto rajców zjadł, z kapitanem żem sobie pogadał, ha ! Dawniej to jakby mi kopniaka na do widzenia dali tobym dzienkował, a tu masz – obiad ! Ale moje pany sie do tej córki tego starego złodzieja Öffnena zapalili no i jak chciałem z nimi dalej sie włóczyć musiał żem do całej sprawy sie wzionć. Pół dnia Michael i Bodewin szukali po całej południowej dzielnicy człeka z niebieskom wstążkom na kapeluszu, coby gadał jak człek z Nuln i garbusa co go z nim kto widział. Pan Mangral do świontyni Vereny zaszedł i tam sie wypytywał o ksiengi co zgineły. Ja naprzód w karczmie „U Adoliusa” żem był o tego ze wstążkom pytać, ale potem jeszcze żem zaszedł do sklepu tego psiego syna kupca Druchmosa, co nas strażnikom pokazał, że niby na jubilera’śmy napadli. Nic żem jednak nie wywenszył, a samego Druchmosa już jego kompany – mutanty – porżneli.

Najlepiej poszło szukanie Michaelowi i Bodewinowi, bo sie dowiedzieli o tym mutancie z Nuln i jego garbusie. Pamientali ich w sklepie gdzie torbe kupili, w karczmie gdzie garbus bigos brał i jeszcze na ulicy, a wszystko na trzy setki kroków blisko. No to wzionem od panów dwie złote korony i poszedłem szukać kogoś co wie co się na ulicy dzieje. No i szczenście żem miał spotkać żebraka co mi meline zdradził za dwa szylingi i człeka o jakiego mi chodziło co zwał sie Franz. Na wieczór poszedł żem tedy tam i o Franza sie rozpytał, no i pokazało sie że to sam szef był. Za sześć złotych koron powiedział mi gdzie garbus mieszka razem z tym drugim, z Nuln.

Michael chciał czekać drugiego dnia i z karczmarzem z „Dzika”, niejakim Dużym Edem sie dogadać co go Öffnen polecił że jest jego przyjacielem. Ale Bodewin i Mangral zaraz chcieli do domu mutantów iść i dziewke ratować, a i mnie sie to bardziej widziało bo jeszcze by jom ubli i z dwóch setek koron nici. No to flaszke z winem żem wzion i że niby pijany pod dom poszedł gdzie mutanty mieszkali. Dobrzem go sobie obejrzał i z jednym strażnikiem co go pilnował po niby pijanemu pogadał, potem wszystko żem moim panom opowiedział i dogadali my sie co każdy ma robić. Michael pod żywopłotem miał sie skryć i pijanego jako ja wprzódy udawać, coby strażnik ku niemu polazł i frontu nie pilnował gdzie Bodewin, Mangral i ja mieli żeśmy przeleźć i śpioncych mutantów zaskoczyć. Ja żem chciał przez dach przeleźć tedy mi Bodewin wypożyczył drabine i nawet na miejsce zaniósł, tak że anim sie nie zmachał ani nikt mnie z drabiną w nocy nie widział. Dobre te pany, nie ?!

Jak my już pod domem byli pokazało sie, że pan Mangral choć niby taki wielki uczony też sie na nocnych wyprawach znał, bo nic nikomu nie gadał ino od frontu sie przepatrzył, dwóch mutantów wypatrzył i Bodewinowi i mnie znaki dał. Michael już garbusa co na straży stał do żywopłotu zwabił i po pijacku zagadywał, tedy my z Bodewinem z drabinom przez płotek przeleźli i do chałupy sie podkradli. Bodewin w zbroi był i z toporem przy drzwiach sie zaczaił, a ja na dach żem wlaz, ale wtedy garbus umyślił sobie pijaka, to jest Michaela przegonić na co Mangral czary jakieś robić zaczoł. Drzewo sie zatrzensło i już żem myślał że sie coś strasznego stanie, do dachu żem przypad, a tu nic – koniec czarów ! Ale garbus drzewo usłyszał i w tamtom strone żwawo ruszył no i drabine zauważył. A potem to już wszystko szybko szło. Od frontu ktoś drzwi otwarł, Bodewin z toporem skoczył i zaraz sie tam iskry sypać zaczły. Michael sztyletem w garbusa rzucił, ale nie trafił, garbus sie odwrócił no to ja z dachu jak żem najgroźniej umiał gadam: „Rzuć miecz bo ci bełt z kuszy między łopatki wsadze !” Żadnej kuszy żem jasna rzecz nie miał, ale garbus na ziemie i dalejże jenczeć, że on nic nie zrobił i żeby go nie zabijać, aż mi sie go prawie żal zrobiło. Na to skoczył Michael z mieczem i głowicom w łeb garbusowi prask, aż zachrupało, ale wtedy kaptur sie z garbu obsunoł i pokazało sie że to nie garb był jeno druga głowa ! Michael jakby sie w słup soli zmienił, no to żem musiał sie z dachu ruszyć. Ale mi sie noga za dachówke zahaczyła i na pysk żem z sześciu łokci poleciał, szczenściem na Michaela i garbusa. No ale dobrze sie skończyło, bo jakoś we dwóch udało sie nam szpetnego mutanta w końcu ogłuszyc i reszcie na pomoc ruszyć.

Tymczasem w chałupie Bodewin z mutantami łupali sie na całego, dzielny wojak położył dwóch, ale go jeden leżoncy złapał za noge i przewrócił, szczenściem Mangral go dobił, znaczy sie mutanta. Trzeci – ten z Nuln – uciekać chciał prosto na Michaela i na mnie. No tośmy go zagonili do środka i tam sie Bodewinowi poddał. A tu jeszcze niespodzianka, oprócz niego była z nimi jeszcze dziewka Sytuacja,  ta z karczmy „Pazur”, co nam te kradzione błyskotki do kieszeni powrzucała. Zaraz żeśmy sie za nich wzieli, pany zabrali do kuchni tego z Nuln co sie poddał, a mie kazali pilnować nieprzytomnej Sytuacji. No to żem pilnował, obejrzał żem sobie jom dokładnie, czy aby nie mutantka i przeszukał czy co nie schowała (maślany wzrok), ale potem żem jom jednak ubrał i zwionzał. A jak mie zawołali to już garbus i ten z Nuln nie żyli, no i dobrze, bo mutantów trzeba zabijać żeby innych nie zarażali mutanctwem, a z piwnicy wyciongneli Elen, córke tego Öffnena, co nam była winna dwie setki koron za uratowanie. Jeszcze nam Sytuacja jak przeckneła wyśpiewała o swoim szefie Martinie, co chce żeby w Imperium mutanci mogli chodzić wolno, ma osiem kommandów mutanckich w Altdorfie i ochroniarza Hermanna. Ten szef kazał napaść na jubilera i wrobić w to jakichś jeleni no i padło na nas, też on kazał porwać córke Öffnena żeby on musiał wykraść ksiengi. Cała ta mutancka banda nosi znaki – różowe kółka na ubraniu, jakbyś gdzie zobaczył że kto nosi taki znak – daj mi znać.

Potem to Bodewin wezwał straż, Sytuacje zabrali, martwych mutantów powrzucali na wóz, a nas wypytali o wszystko i dali dwa razy po dziesienć koron nagrody. Elen w końcu znalazła te dwie setki, sprzedałem też mutancki miecz i wzionłem se kusze, bo sie może przydać. No i póki co ostatni raz mie widzisz w Altdorfie bo ide z moimi pany w świat, lepsze to o całe niebo niż oddawać działke temu skunksowi Ebbowi. Czekaj mie na zime, a może pana jakiego sie doczekasz, ha !

 

Marek Meres

 

 

About Marek Meres

www.spinq.pl
Warhammer, Warhammer II ,

Comments are closed.