Orient Express – Opis Sesji VIII

Wielkimi krokami zbliżamy się do zakończenia pierwszej serii naszych przygód. Przypominam, że jesteśmy aktualnie w Wenecji, mamy masę problemów, nie mamy pojęcia, gdzie znajduje się Noga a do tego ubzduraliśmy sobie, żeby wykończyć Fenalika, co jak się prędko okaże, było jednym z naszych najgorszych pomysłów.

Zanim jednak do tego przejdziemy, uwaga Dave’a do ostaniego odcinka przygód: istotnie, pomieszałem skład zespołów badaczy w trakcie pierwszego dnia poszukiwań w Wenecji – w parze z Dave’em był Terry, a Vincent razem ze Stanleyem kaptował studentów (i studentki).

W nocy, poprzedzającej najburzliwszy chyba dzień naszych przygód, spaliśmy spokojnie. Stanley miał wprawdzie pomysł zapolowania na Fenalika w jego posiadłości po ciemku, ale wszyscy solidarnie stawili opór tej idei i stanęło na tym, że odwiedzimy hrabiego koło południa, kiedy tylko dostaniemy z magistratu kopię planów budowlanych starych piwnic pod domostwem.

Wiele jednak się wydarzyło.

Wpierw, dostaliśmy wiadomość od naszego Romeo (prawdziwe jego nazwisko brzmiało chyba Georgio Gasparetti, ale, nie oszukujmy się, kto by to zapamiętał), który prosił o pilne spotkanie “pod domem Marii”. Szybko okazało się też, że łaska strażnika na pstrym koniu jeździ i tylko błagalnym spojrzeniom zawdzięczamy to, że wspomniany dom Marii znaleźliśmy.

Romeo czekał na nas, cały zdenerwowany i natychmiast porwał nas do ustronnej kawiarenki, w celu przekazania najświeższych informacji (tu przy okazji musze wspomnieć, że mówiąc “nas” mam na myśli Felixa, Vincenta i Terry’ego – Dave, Stanley i Madame zajęli się ekstrakcją planów piwnic z magistratu).

Nowiny zaiste były gorące. Otóż Rossini, tłusty faszysta mający oskomę na wdzięki Marii umyślił sobie poślubić ją wbrew jej woli, jeszcze tego dnia (?) pojechał załatwić niezbędne sprawy, w międzyczasie pozostawiając ją pod “opieką” czterech bandziorów w czarnych koszulach. W krótkich słowach: jest niedobrze, Marię trzeba wyciągnąć z opresji. Siłą.

Po krótkiej naradzie (podczas której, Terry zdradzał wyraźne oznaki rozdwojenia osobowości) umyśliliśmy spoić bandytów winkiem ze środkami usypiającymi, po czym wkroczyć i obezwładnić ewentualne niedobitki straży. Tłum, który na ulicy akurat usiłował spalić jakąś czarownicę, poddał nam pomysł skierowania na Rossiniego podejrzeń o wampiryzm. Vincent szybko machnął nam stosowną ulotkę, a socjalistyczna młodzież powieliła ją i zajęła się rozprowadzaniem.

W międzyczasie, na nasz alarmowy telefon odpowiedziała reszta drużyny i znaleźliśmy się w komplecie. Ustaliliśmy, że należy wziąć ze sobą broń antywampirzą, na okoliczność wizyty u hrabieg. Madame i Vincent, którzy przynieśli nasze klamoty z hotelu mieli po drodze kilka zabawnych spotkań z bandami Włochów, pragnącymi, by się do nich przyłączyć.

Teraz jednak należało działać szybko. Wkroczyliśmy na podwórko domu Marii, gdzie zobaczyliśmy zaniepokojonego faszystę, który prosił jakąś staruszkę o wezwanie policji – ponoć jego towarzysze się potruli. Wysłaliśmy Romea by zagadał babcię, a sami, podeszliśmy do młodocianego skinheada i pociskając kilka słów po włosku, jakich Felix nauczył się od Romea na tę okoliczność (“Przepraszam, ale ten wyjący na zewnątrz tłum czegoś od pana chce.”) wprawiliśmy go w osłupienie. Nie zdążył wydobyć się z tego stanu, bo Felix zdrowo mu przylutował kastetem w druciane okularki i giovanni fascisti odpłynął. Niestety, w sensie dosłownym, bo po drobnym nieporozumieniu ze Strażnikiem, Felix zdecydował, że trzeba czarną koszulę utopić w kanale. Uczyniwszy to, działaliśmy dalej. Najpierw zmyliliśmy adres i Felix zaimprowizował domokrażcę, usiłując sprzedać ukochaną lunetkę jakiemuś otyłemu Włochowi z liczną rodziną. Szczęśliwie, Italiano nie był zainteresowany zakupem i zniknął za drzwiami. Natomiast zamieszaniem zainteresował się drugi z bandziorów, osiłek o tępym wyrazie twarzy. Felix nie zastanawiając się przeszedł od zamiaru do czynów i powtarzając chwyt, na który udało mu się złapać pierwszego faszystę, obezwładnił drugiego. Znajdująca się w domu służąca zaczęła krzyczeć, ale ucichła słysząc nazwisko Gasparettiego. Na schodach prowadzących na pięterko pojawiła się Maria, która w lot pojęła o co biega i narzuciwszy tylko palto, wraz z służącą udała się za badaczami.

Kronikarski obowiązek wymaga bym wspomniał o tym, że poczynania Felixa spotkały się z jawną dezaprobatą jego towarzyszy, którzy mieli mu za złe, że działał szybko i brutalnie, nie wtajemniczywszy innych w swój plan (zainteresowanym wyjaśniam, że takowego nie było – Felix w 100% improwizował, licząc na siłę pięści i łut szczęścia). Ponadto, gdy już nasi “porywacze” ewakuowali się z miejsca zdarzenia, Stanley i Dave doszli do wniosku, że akcja pozostawiła zbyt wiele śladów i wrócili, by posprzątać, tj. wrzucić do kanału drugiego z ogłuszonych bandziorów. Pomysł okazał się niefortunnym, bo nasi badacze zwrócili uwagę Włocha, któremu uprzednio Felix chciał coś sprzedać oraz staruszki, którą musieli w końcu obezwładnić wlewając jej do gardła usypiające winko. Jak łatwo można się domyślić, nie wprawiło ich to w dobry humor. Do tego, Felix miał ciężkiego moralnego kaca po utopieniu faszysty w okularkach i chyba dobrze się stało, że badacze spotkali się dopiero później pod domem Fenalika, uprzednio zapewniwszy sobie sprzęt (broń przeciwko wampirowi i motorówkę) oraz pożegnawszy się z udającą się na pociąg Marią i Gasparettim, który solennie przyrzekł wrócić do faktorii Gremancich i przypilnować spraw Nogi.

W końcu jednak, badacze zebrali się i weszli do rezydencji Fenalika. Nie obyło się przy tym bez napięć i docinków, ale zwyciężył duch współpracy i zaopatrzeni we wszystko, co przydatne w czasie badania podziemi i unicestwiania wampirów, zeszli do piwnic.

Tam łatwo znaleźli ukrytą w podłodze klapę, przez którą dotarli na niższy poziom. Z ciemnego, średniowiecznego korytarza dochodził fetor gnijących ciał i jasnym było, że hrabia musiał czuć się w tym obrzydliwym miejscu jak u siebie w domu.

Ominąwszy pułapkę – zapadnię w podłodze, badacze przeszli dalej. Ich kroki zaalarmowały mieszkańca piwnic, ghoulowatego sługę wampira, który wpierw pomylił ich ze swą Panią (czytelnikom, którzy tu się trochę zgubili, zraz wyjaśnimy po czemu Fenalik z nagła zmienił płeć) a ujrzawszy niespodziewanych gości uciekł przerażony.

Za nim, badacze weszli do sporej komnaty, na której środku stał rozerwany żelazny sarkofag (ktoś musiał mieć nielichą krzepę…) a podłogi były zasłane nadgryzionymi zwłokami. Wśród zwłok Felix znalazł wampirzego sługusa, którego ogłuszył.

Widząc otwarty od wewnątrz sarkofag i przypominając sobie otaczającą Fenalika legendę, badacze zrozumieli wreszcie, że w mieście są dwa wampiry! Hrabia i jego miłość sprzed wieków, Andrea. Wampirzyca musiała spać w sarkofagu, a czując nadejście kochanka, wydostała się o własnych siłach z żelaznego zamknięcia, po czym zebrała w Wenecji obfite żniwo krwi.

Jeśli w ciągu dnia w pokoju było pusto, to czym dla wampirów była odnaleziona przez badaczy komnata? Jadalnią? Pokojem schadzek? No w każdym razie, zdrowy rozsądek podpowiadał, żeby nie czekać w podziemiach na nadejście nocy a czym prędzej wyjść i zabrać się za plan B. Felix zwinął się najpierw, po nim, reszta grupy, uprzednio testując ze skutkiem śmiertelnym działanie wspomnianej pułapki na znalezionym ghoulu.

Po dotarciu do hotelu, trzeba było przygotować niewinną ofiarę naszego szczwanego planu, czyli Terence’a Gordona. Wpierw, drogi Terry został spojony przez Madame, a potem nafaszerowany specyfikiem usypiającym. W międzyczasie Stanley sprzedał mu historyjkę o tym, że znaleźliśmy Nogę i gdzie jakoby jest ona ukryta. Mówiąc o międzyczasach nie można tu nie wspomnieć kolejnej wizyty Turka z Topkapi, który znów próbował się wkraść w nasze łaski, opowiadając nam o Księciu. Jego rewelacje były dla nas jednak na tyle mało rewelacyjne, że Stanley wysłał go do diabła i wróciliśmy do akcji. Pod pozorem alkoholowej niedyspozycji Terry’ego, załatwiliśmy mu ochronę detektywa hotelowego, po czym wzięliśmy klamoty i wsiedliśmy do gondoli. Gondolier zawiózł nas na postój taksówek, a stamtąd wzięliśmy samochód do domku na przedmieściach, w którym Felix dzień wcześniej przygotował pułapkę. Zaczęło się niespokojne oczekiwanie.

Wreszcie, późno w nocy, do domku zbliżyła się przygarbiona postać, otulona płaszczem. Już, już mieliśmy odpalać ładunek, kiedy nagle, przyglądając się dłużej nocnemu markowi (nie Markowi:-) skonstatowaliśmy, że to wcale nie Fenalik, a jakiś jego sługa! Dave, Stanley i Felix rzucili się obezwładnić sługusa i wydobyć z niego bezcenne informacje n/t jego pana, a Madame i Vincent pozostali na straży przy detonatorze.

I nie wiem, czemu to zawdzięczamy, niniejsza opowieść nie urywa się gwałtownie w tym punkcie. Podczas gdy dzielna trójka badaczy obezwładniała upłaszczonego typka, czujna dwójka została zaskoczona przez wampiry (tak, tak, wampiry – Fenalik przyprowadził ze sobą Andreę) i na oczach przerażonego Stanleya, uniesiona w krzaki.

Pozostawiwszy swą zdobycz, Felix i Dave rzucili się w pogoń za porywaczami (po pokazie wampirzej siły, nie wiem na co liczyli – chyba na łaskę boską) zaś Stanley pozostał przy detonatorze (to miejsce było feralne, mówię wam) i rychło zorientował się, że został sam w  ciemności, a w jego stronę płynie długowłosa wampirzyca w barokowej sukni!

Może są tacy, którym tete-a-tete z martwą Andreą by się spodobało, ale Stanley z pewnością do takich nekrofilów nie należy! Dzielny dziennikarz dobył broni i wystrzelił w przybladłych piersiach  dwustuletniej dziewoi kilka dziurek, co zresztą ani jej nie spowolniło. Dopadła Stanleya, chlasnęła szponami i już miała przegryźć mu gardło, gdy naciśnięty w ostatnim geście rozpaczy detonator zadziałał i domek wyleciał w powietrze. Słup ognia wyraźnie zaskoczył Andreę, która zostawiła Stanleya i zmyła się po angielsku.

Jeszcze tylko słówko o słudze Fenalika – zanim nastąpił wybuch, chłopina odzyskał przytomność i poszedł pukać o pomoc do jednego z okolicznych domków, na zawsze znikając z życia badaczy.

Dave i Felix postanowili się ewakuować (już zaczęły się krzyki “Policja!” i ogólnie niepożądane zainteresowanie miejscem wybuchu) zabierając ze sobą poranionego poważnie Stanleya i odnalezionych w krzakach Madame i Vincenta.

Nastroje były minorowe. Fenalik, wyssawszy tych dwoje wiedział już wszystko o zamiarach badaczy, a nadto, znał miejsce ukrycia i hasło niezbędne do odzyskania Ręki! Tedy czym prędzej Felix wyczarterował samolot i poleciał do Szwajcarii, mając nadzieję zdążyć przed sługami hrabiego. Wybór padł właśnie na Felixa, bo nasz Szwajcar, po wypadkach, które miały miejsce w czasie odbijania Marii z rąk Gestapo stracił bojowego ducha i serce do sprawy.

Felix odleciał, Stanley znalazł się w szpitalu a reszta wróciła do hotelu, gdzie oczywiście zastała wyssanego Terry’ego (oj, mam nadzieję, że nasz Terry nigdy nie dowie się jakiego wieprza mu podłożyliśmy!) i rozdartego na drobne ochroniarza. Oczywiście, ruch, szum, policja i pytania. Wampiromania w Wenecji osiągała swoje szczyty.

Świt przyniósł wiadomość od Felixa, któremu udało się uprzedzić Fenalika i zmienić miejsce ukrycia Ręki. Tak pokrzepiona, pozostała w jako-takiej kondycji czwórka badaczy była gotowa podjąć poszukiwania Nogi.

Rano przyszła pierwsza wiadomość od Romea. Turek, który tak jak i badacze interesował się faktorią Gremancich, nie dość, że wygląda na nieśmiertelnego (ostrzelały go jakieś opryszki, a on jak gdyby nigdy nic zignorował kule, które przebiły mu pierś) to jeszcze znalazł jakąś istotną wzmiankę w księgach. Student historii (ten skromny geniusz, który tak mile zaskoczył już uprzednio badaczy swą wiedzą na temat miasta) przetłumaczył starowłoską notatkę, jednak nie wniosła ona nic nowego do wiedzy jaką nasza dzielna drużyna posiadała.

Inaczej było z drugą wiadomością, którą Romeo przyniósł parę godzin później. Vincent (który, niespodziewanie, raptownie zmienił usposobienie i stał się nagle bardzo żwawy i obrotny, w niczym nie przypominając zamyślonego i introwertycznego malarza, jakim go dotąd znaliśmy) pobiegł szukać studenta, który mógłby dokonać tłumaczenia, a Dave i Terry zostali, udzielać wyjaśnień policji i przyjmować raporty trzech cwaniaków, którzy zatrudnieni przez Stanleya zbierali dane statystyczne na temat schorzeń lewej nogi w weneckich szpitalach.

Odnaleziony studencina – historyk, posłusznie przetłumaczył drugą notatkę i jej treść okazała się nieść rewolucyjny przełom w poszukiwaniach! Otóż, Conte Alvise de Gremanci, na rozkaz austriackich okupantów musiał naprawić szybko rzeźbę w słynnym pałacu (tu nazwa). Mając takiego asa w rękawie, Vincent natychmiast udał się do wspomnianego pałacu, telefonicznie wzywając resztę i w duchu modląc się, żeby coś zatrzymało Turka przed zdobyciem Nogi.

Szczęściem, pałac był zamknięty, a odnaleziony przez Vincenta kustosz i owszem, umawiał się już z Turkiem na spotkanie, ale skuszony grzeczną sumką 250$ łapówki, zdecydował się puścić Turasa w trąbę i zająć się bardziej wypłacalną klientelą.

Do pałacu, szybko przybyli pozostali mobilni badacze. Zaczęły się gorączkowe poszukiwania czarnego posągu, którego częścią była noga, ale żadna z ponad tysiąca zgromadzonych w pałacu figur nie była tą jedyną. Wreszcie, Terry (który, podobnie jak Vincent uległ przedziwnej metamorfozie, z milkliwego i wystraszonego badacza przemieniając się w istnego lwa – łowcę skarbów) wpadł na genialną myśl! Noga mogła zostać użyta do naprawienia jednej z figur słynnego mechanizmy zegarowego na wieży pałacu! W końcu, figurę uszkodziło podobno uderzenie pioruna, a pioruny biją zwykle w najwyżej położone miejsca.

Od dłuższej chwili, do drzwi pałacu dobijał się wystawiony do wiatru Turek. Nie psuło to jednak humory badaczom, którzy ostentacyjnie go ignorowali do czasu, kiedy usłyszeli dochodzące od frontu strzały! Trzeba było działać szybko.

Madame została, by panować nad coraz bardziej wystraszonym kustoszem, a pozostała trójka udał się na wieżę, by wyłuskać nogę spośród mechanizmów zegara. Nie obyło się tutaj bez problemów, łącznie z histerią Terry’ego, który pewien, że widzi Fenalika (ma już z powodu hrabiego niezłe fiksum dyrdum)zaczął strzelać. W końcu jednak, Vincent odczepił Nogę od figury Turka (nomen omen) i rozpętał tym niewinnym czynem moce chaosu!

Mechanizm zwariował, omal nie wysyłając naszych bohaterów na tamten świat. Gdy już udało im się ujść cało (no, prawie) z wieży, na dole czekały kolejne kłopoty. I nie był to bynajmniej cherlawy kustosz, który dobrze posmarowany dolarami miał już wszystko w głębokim poważaniu. Otóż, przez cały dzień, przed pałacem, położonym w sąsiedztwie obleganego przez ludzi kościoła, tłoczył sie pory i paskudnie usposobiony tłum. Chaos na wieży zaalarmował Wenecjan, którzy zaczęli się wdzierać do pałacu. Szczęściem, sprytny pomysł Madame, uchronił badaczy od kąpieli w kanale i bezpiecznie, z nogą pod obszernym płaszczem Dave’a wymknęli się motłochowi

Teraz należało wyprawić Nogę do Szwajcarii, sprawdzoną drogą lotniczą. Podjęła się tego nieoceniona Madame, przedtem jednak, grupa była zmuszona odeprzeć w hangarze lotniczym zakusy Fenalika i uspokoić właściciela samolotu, którego strzelanina wśród baniek z benzyną gwałtownie wpędziła w zły nastrój.

Noga była bezpieczna i wydawało się już, że koniec kłopotów, kiedy nagle…

Stanley został porwany ze szpitala przez Bractwo Skóry, przed którym uprzednio ostrzegał już Makryat, radząc czym prędzej umykać z miasta. Kultyści przepytali naszego dziennikarza, po czym go magicznie potorturowali, po czym znowu przeczytali, wyrywając mu wszystkie nasze tajemnice, w stylu znacznie mniej bezbolesnym niż hrabia Fenalik. Po powrocie, Stanley przekonał się, że odebrano mu coś jeszcze – jego bystre, aryjskie niebieskie oczy zostały zastąpione kaprawymi tureckimi ślepiami. Klęska na całej linii.

Co dziwne, o naszych kłopotach podejrzanie szybko dowiedział się tajemniczy Mustafa Makryat, który wysłał nam list w tonie “a nie mówiłem”. Wobec wyraźnej przewagi logistycznej Bractwa, któremu śledzenie nas przychodziło bez trudu (ani nie wspominam o bojowej przewadze kultystów) wstępnie postanowiliśmy zmylić trop i zamiast do Triestu, udać się o stację dalej, do Belgradu. Zobaczymy, co na to powiedzą!


In the next episode:

Investigators are coming back with a vengeance!

Tomasz F. Misiorek

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
ZC Orient Express, Zew Cthulhu ,

Comments are closed.