Kurz (czyt. Kurc)

Wygląd:
Ok. 18 lat, niski, żylasty, długi tułów i krótkie krzywe nóżki, ręce długie niczym u goryla, tylko nieco subtelniejsze (:)). Gęba mimiczna, widoczna w 2/3 spod czarnych, prostych i zawsze niezmiennie tłustych włosów, czasem porośnięta czarnym zarostem. Nos lekko krzywy, pamiątka z dzieciństwa, krzywe i żółte zęby, ciemne oczy, wiecznie zasmarkany nos.

Zachowanie:
Typek nieco szujowaty, ale do wytrzymania. Wychowany na ulicy wykorzysta każdą okazję do zwiększenia swoich szans, o cokolwiek gra by nie szła, choć ma szkieletowe złodziejsko-Kurzowe zasady: nie okrada i nie wrabia towarzyszy, oddaje długi, nie zabija, chyba że w samoobronie, nie opuści przyjaciela. Wszystko oczywiście w „normalnych”, codziennych sytuacjach, z nożem na gardle zasady idą w kąt i liczy się tylko przeżycie. Będzie się łasił do możnych (giermek-Tomek, kapłanka-Ewa), ale kumał się z równiejszymi sobie (bard-Ozzy).

Motywacja:
Przypadkiem Kurz popadł w konflikt z Grubym Ebbem – lokalnym mafiozem, nie jakimś tam szefem gildii złodziejskiej, ale zwykłym rzezimieszkiem, przewodzącym kilku bandziorom i rządzącym kilkoma ulicami. Jednak nie wiedzieć czemu uparł się on na naszego bohatera, uprzykrza mu życie i grozi, chcąc zmusić do służenia sobie. Normalny łotrzyk pewnie pochylił by pokornie głowę, ale Kurz ma ambicje i fantazję – umyślił sobie pohulać trochę po świecie i ew. wrócić dopiero na zimę, licząc na krótką pamięć Ebba, bądź na jakiś pomysł żeby się od niego uwolnić. Mam nadzieję przykleić się do barda Ozzyego, aby wykorzystać jego znajomość świata poza murami miasta i nie rzucać się od razu na głęboką wodę. Chętnie służę mu za to znajomością miasta, karczm, wszetecznic itp. Dogadam to jeszcze z nim oczywiście.

Psychologia (:)):
„Mogem Panie w gospodzie siem przepytać, może co wiedzom. Nic za to nie chcem, chocie wiem żeście hojni i grosza wiernemu słudze skąpić nie bedziecie, a jakby co to i obronicie jakby mie łotry obić chcieli.”
„Co to to nie, gdzieby tam… w życiu nic cudzego do ręki nie wzionłem, no może raz, jak zima okrutna była, a matka chora leżała… to troche chleba ze straganu pożyczyłem, ale oddać chciałem, ino potem już tego kupca na targu nigdy jakoś zdybać żem nie mógł i takem się złodziejem został… to pewnie o tym żeście Panie słyszeli bo mi nic innego na myśl nie przychodzi…”
„Tyle złota uczciwie zarobić przecie nie mógł, ani chybi je komu zrabował, o – suknia na nim plugawa, a jak mu się gęba nadyma, ledwo nie pęknie… powiadam ci, jak jego sakiewce ulżymy to jeszcze dobry uczynek bedziem mieli, na świątynie przecie damy to i błogoslawieństwo zyskamy, jeno trza to zrobić po cichu, coby siem stryczka nie dorobić. Ty go zagadaj, że niby balladę o nim napiszesz, do gospody z nim idź, winem spij, a potem jak będzie wychodził to ja go we drzwiach obdziergam…”

Historia:
Nie ma co pisać, krótkie dzieciństwo, szkoła zawodowa na ulicy, parę razy w gębę, paru znajomków, raz czy dwa pręgierz itp.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Warhammer, Warhammer II ,

Comments are closed.