Boudewijn Ariens

Gdy wymyślałem Boudewijna miałem wielką ochotę na zagranie ‚chłopakiem o prostym sercu’, wojownikiem z lekkim skrzywieniem religijnym, który będzie zawzięcie tępił Chaos i który nie będzie sobie zaprzątał głowy intrygami. Pierwsze przygody wymusiły na Boudewijnie myślenie (bolało) ale w sumie, pierwotną koncepcję udało mi się zrealizować.

Przepraszam za brak ogonków, ale poniższe opisy są skopiowane z dawnych e-maili, zanim jeszcze przeszliśmy na polskie znaki.

-+-
Urodzilem sie w na wsi w okolicy Marienburga, w gospodarstwie nalezacym do
mego ojca, ktory za pieniadze zyskane podczas wieloletniej sluzby (byl
giermkiem) kupil ziemie i stal sie rolnikiem.

Ziemia miala przypasc w posagu mej starszej siostrze (wiecej rodzenstwa nie
mam) – mi ojciec przeznaczyl „lepsze” zycie.

Przyuczyl mnie do obowiazkow giermka i wyprosil miejsce w orszaku rycerza,
Gerarda van der Velde.

Gerard nie byl lagodnym panem – musialem ciezko pracowac i pod pozorem
„terningu” dostawalem od niego solidne baty. Nie oszukujmy sie – szlachetny
rycerz, okazal sie osilkowatym wieprzem, zdobywajacym pieniadze na
turniejach i przepuszczajacym je na hulanki.

Nie o takim zyciu marzylem. Po trzech ponizajacych latach rzucilem dumnie
Gerardowi w twarz, ze odchodze, on na to, spral mnie dobrze na pozegnanie i
nazwal mieczakiem.

Po tych wydarzeniach trafilem do Altdorfu. Zostalo mi jeszcze kilka
zaoszczedzonych koron, mam tez zdrowa chec zdobycia wiekszej ich ilosci. Mam
uraz do rycerzy – kariera rycerska ani wojskowa jakos mnie nie pociaga. Moze
kiedys zostane kaplanem, ewentualnie rycerzem zakonnym? A moze rozbojnikiem,
slawnym w calym Imperium? Nie wiem. Poki co, musze sie jeszcze wiele
nauczyc, pociaga mnie wloczega po Starym Swiecie.

Podrozujac z moim rycerzem napatrzylem sie na najswietniejsze miasta i
zamki, widzialem slawne osobistosci, piekne przedstawienia, wielkie turniej,
wielkie pieniadze i wielkie zepsucie.

Teraz motywacje:

Troche zmienilem koncepcje. Wole byc bardziej pragmatyczny. Nie tak, zeby
wszystko dla pieniedzy ale pieniadze sa w koncu miara uznania, jakim daza
cie inni,. A wiec, za darmo pracuja glupcy. Ludzie sa wdzieczni, jesli im
pomagasz, ale w glebi serca, maja cie za jelenia. Dlatego, choc jestem
zdolny (a nawet sklonny) do bezinteresownosci, to wole, zeby byla ona ukryta
za parawanem milosierdzia, lub „largesse”.
Niepokoi mnie Chaos. Za wiele widzialem slepej furii i bezsensowego
okrucienstwa podczas Krwawych Turniei, za wiele zepsucia i degrengolady na
ucztach. Dlatego, jesli mam juz walczyc dla „idei” to bedzie to raczej walka
z Chaosem. Nierownosci spoleczne mam za nic – tak bylo i tak bedzie, ale ci,
ktorzy maja dana od bogow wladze, maja tez zwiazane z nia powinnosci. Jesli
zaprzedaja sie Chaosowi, naduzywaja Boskiej laski i zaprzeczaja swemu
czlowieczenstwu. Tyczy sie to rowniez pospolstwa.
Magia moze byc orezem, ale jest potencjalnie bardzo niebezpieczna i na pewno
nie bede rzucal sie na przedmioty magiczne, jakie znajde w podejrzanych
ruinach. To samo z magami – nie unikam ich, ale tez nie staram sie wiedziec
o nich zbyt wiele.
Inne rasy – krasnoludy sa w porzadku. Swoimi sprawami nikogo nie zaprzataja,
a w innych aspektach, sa dokladnie tacy jak ludzie. Hobbici to samo. Z
Elfami jest troche gorzej. Za bardzo zadzieraja nosa i jesli moge, unikam
ich towarzystwa, bo wiem, ze i tak zawsze beda uwazaly mnie za posledniejszy
gatunek.
Jesli chodzi o stosunek do praw to przestrzegam ich, bo uczono mnie, ze
czlowiek powinien zyc w zgodzie z wlasna moralnoscia. Nie obchodzi mnie, ze
edykt przewiduje kare za kradziez, ale matka mowila mi, ze tak czynia ludzie
niegodni i dlatego, ja sie nie mam zamiaru znizac do ich poziomu. Oni
wybrali swoja droge – ich sprawa. Jednak, nie bede tez biegal za
przestepcami, by postawic ich przed wymiarem sprawiedliwosci (chyba, ze to
bedzie moj obowiazek).
Slepa przemoc wywoluje u mnie slepa furie. Mam uraz do bojek, karczemnych
awantur i piesci. Jesli robi sie goraco, siegam po miecz i walcze na
powaznie – to potrafie, to jest postawa godna mezczyzny. Nie zabilem nigdy
czlowieka, ale jesli to bedzie konieczne, nie bede sie wahal.

Moze ze mnie wyrosnac niezle ziolko.

-+-

Po pierwszej przygodzie, zacząłem być postrzegany jako etatowy zakuty łeb drużyny, więc zdecydowałem się kolegom parę spraw przy kielichu objaśnić:

-+-
Kamraci,

Prawicie, żem jest rycerz – ano, nie do końca. Służyłem przy jednym takim
rycerzu, wiele widziałem świetnych turniejów, na wielu bywałem ucztach i
festynach, ale ostróg rycerskich ni pasa nie mam i nie wiem, czy mieć będę.
Jakem obaczył ile krwi na próżno rycerze upuszczają, jak to sie zabijają dla
pustoty i z żądzy pieniądza, jak to imiona Bogów maja za nic, to odechciało
mi sie pas rycerski nosić.

Pewnie, mam rycerskie ćwiczenie, topór nie na darmo nosze, konno jeździć
umiem i niejednego bym na rękę położył, ale żaden ze mnie wielki pan – nie
mam ja włości, ani bogactw. Ojciec moj ma chałupę i kawał ziemi jeno, sam
giermkiem całe swe zycie przesłużył i mnie dobrze do tej profesji
wysposobił.

Tak myślę teraz, żeby po świecie w jakiej przedniej kompanii pochodzić,
obaczyć, czym jest zdolny o siebie samego zadbać i czy mój charakter
strzyma – a potem, to nie wiem co – moze szaty kapłańskie włożę i na
nowicjusza, do swiatyni Sigmara pójdę? Taka mi sie przyszłość myśli, bom
jest religijny człek. Znam ja i zakon rycerski co Sigmarowi służy i jeśli mi
do cna krwi przelewanie nie obrzydnie, do tejże bramy zapukam.

Pierwej muszę sie jeno maniery rycerskiej wyzbyć, bo źga mnie ona okrutnie
wedle boku. Żaden ja tam Błędny Rycerz. Wdowy i sieroty bronił będę z dobrego
serca a nie z paladyńskiej powinności. A najlepiej, to za jaki grosz, bo
majętnych szanują a zostać bez pieniędzy niedobrze, bo sie człek stacza i
różnych podłych zajec ima, jak to wam pewnie może pięknie Kurz z własnego
przykładu wyłożyć.

Dlatego, miejcie mnie za dobrego kamrata, takiego do bitki i do wypitki.
Bliżej mi do was, niźli do szlachcicow co to nosy w chmurach trzymają i ziemi
czarnej nie widzą.

I nalejcie no jeszcze, na rachunek pana Michaela…
-+-


No cóż, w toku kolejnych przygód Boudwijn rozwinął mi się jednak w stronę rycerza z manią religijną. Zacząłem już nawet wyczuwać pewną nieufność drużyny i chyba drażniłem ich ciągłymi gadkami o Sigmarze. Dlatego też, następną profesją Boudewijna miał być nowicjusz (Sigmara naturalnie). Do tego jednak nie doszło, bo zaczęliśmy playtest WGW.

Tomasz F Misiorek

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Warhammer, Warhammer II ,

Comments are closed.