Orient Express – Opis Sesji IV

Kochany wujku,

Piszę ten list w stanie niezwykłego podniecenia. Widzialem coś, co dało mi siłę do dalszego czekania i natchnęło nową nadzieją. Ale sza, wiesz przecież o czym mówię. Wiedz wuju Gerwazy, że czekam na ten dzień z niecierpliwością.

Napiszę ci teraz, co przydarzyło się nam w Lozannie.

Po powrocie do hotelu i rozmowie ze Stanleyem, postanowiliśmy podzielić siły – Vincent, Dave i Terry wybrali się na wycieczkę po mieście, oprowadzani przez samego księcia, a ja, Stan i Madame, która w międzyczasie zdążyła dojechać z Genewy zajęliśmy się innymi sprawami. Madame musiała odpocząć po podróży, Stanley wciąż jeszcze nie odespał nocy spędzonej w pociągu, a ja, za namową Dave’a udałem się do prywatnego detektywa, żeby nakazać sprawdzenie podejrzanie wyglądających skrzyń, które podróżują z nami w pociągu od Paryża.

Zbliżał się wieczór. W czasie zwiedzania Lozanny, książę szybko znudził się kompanią naszych przyjaciół i po obiedzie, zostawił ich samych – choć, jak przystało na dżentelmena, zapewnił sobie zastępstwo, w postaci innego członka Klubu 7.30. Dave, Vincent i Terry, nie skorzystali z propozycji księcia, pamiętając o umówionym spotkaniu z Wellingtonem, na którym mieliśmy uzgodnić ostateczną cenę zwoju i w końcu, dobić targu.

Do domu wypychacza zwierząt, udaliśmy się już wszyscy. W progu powitał nas niemy William, który napisał nam, że Edgara Wellingtona nie ma w domu i, niestety, nie możemy na niego zaczekać. Było to dla nas nieco podejrzane, ale, cóż. Nie wedrzemy się przecież przemocą do domu Wellingtonów. W razie czego, postanowiliśmy jednak, że podczas gdy reszta uda się na spotkanie w 7.30, ja i Dave pozostaniemy i będziemy obserwować dom.

Po drodze do domu, nasi przyjaciele mieli groźny wypadek – zostali napadnięci przez szajkę zbirów najwyraźniej polujących na Rękę, choć, jak się później okazało, nie pogardzili też kosztownymi drobiazgami. W szamotaninie, Stan i Terry, zostali powaleni na ziemię i pozbawieni przytomności, jednak Vincent i Madame, wykazując się niezwyczajnym bohaterstwem, wobec wymachujących bronią opryszków, unosząc ze sobą atrapę artefaktu umknęli w bramę kamienicy. Tam wydarzyło się coś, z czego nie zdali nam dokładnej relacji, w każdym razie, skończyło się na tym, że byli zmuszeni siłą wedrzeć się do mieszkania pewnej staruszki, która krzykiem obudziła sąsiadów. Madame umknęła w mroki nocy, unosząc ze sobą atrapę i Stanleya, Vincent jednak i Terry, sami będący ofiarami napaści zostali niesłusznie oskarżeni i odstawieni na komisariat policji.

W tym czasie, ja i Dave, przyczajeni w bramie i zmarznięci, obserwowaliśmy dom, oczekując powrotu Edgara. Zamiast tego, ujrzeliśmy księcia! W dodatku, William, który uprzednio odmówił nam gościny, bez wahania wpuścił tego bufona. No to, to nam się już nie podobało. Czekaliśmy jeszcze długo i bylibyśmy zupełnie nieświadomi nieszczęścia jakie spotkało naszych przyjaciół, ale nadjechała taksówka, w której była Madame. Opowiedziała nam ona w krótkich słowach co się wydarzyło i oznajmiła, że zmienia adres zameldowania.

Książe nie wychodził, Wellington nie wracał, a w całym domu paliło się tylko jedno skąpe światełko. Postanowiliśmy obejść posesję i odkryliśmy, że na tyłach domu znajduje się drugie wejście! Jak mogliśmy przeoczyć rzecz tak oczywistą! Podjęliśmy decyzję. Wchodzimy do środka.

Dom okazał się pusty. Choć nie do końca… Znaleźliśmy zwłoki przerażonego Williamia i trupa Edgara, który najwyraźniej przedawkował morfinę. Oprócz resztek morfiny, znaleźliśmy przy nim obcy, zielonej barwy narkotyk, który bardzo zainteresował Dave’a. Książe – mordercą? Dlaczego nie, nie ufaliśmy mu od samego początku. Oprócz narkotyku, zabraliśmy ze sobą kilka niewiele wartych drobiazgów, co do których mieliśmy nadzieję, że pomogą nam w rozwikłaniu zagadki. Już w czasie myszkowaniu po sklepie, zacząłem czytać pamiętnik. Znalazłem w nim wskazówkę, z której można było wywnioskować, że Wellington ukrył zwój w tajemniczym miejscu, które nazywał „Lozanną Snów”. Wraz z Dave’em doszliśmy do tego, że kluczem, do owej „Lozanny Snów” jest tajemniczy, zielony specyfik. Później, po lekturze pamiętnika, okazało się, że mieliśmy rację. Ponadto, dowiedzieliśmy się, że wojenne przeżycia Edgara Wellingtona odbiły się na jego psychice, i ten niespokojny, nękany koszmarami umysł zaniósł on do wyśnionej krainy. Nie muszę dodawać, że wszystko łączyło się w jedną całość – w manipulację księcia.

Kiedy do drzwi domu zaczęła pukać policja, wymknęliśmy się tylnym wejściem (pewnie tą samą drogą z miejsca zbrodni oddalił się książę) i udaliśmy do hotelu Madame. Tam zadzwonił Stanley. Podobno miał kłopoty z policją, jednak wybierał się na spotkanie w klubie. Bardzo nas zaciekawiło, czy książę zjawi się na tym spotkaniu, toteż umówiliśmy się, że Stanley uda się do klubu sprawdzić, a jeśli go tam nie zastanie odwiedzi go w jego rezydencji. Ja i Dave mieliśmy inne plany. Dzielny muzyk postanowił podjąć ryzyko i dokonać na sobie eksperymentu. Ja miałem nad nim czuwać.

Nie wiem co Dave zobaczył we śnie, ale był niespokojny, rzucał się i bełkotał. Słyszałem,  że chciałby, żebyśmy byli razem z nim, ale nie ma czasu po nas wrócić. Zacząłem się zastanawiać, czy nie przyjąć specyfiku i nie dołączyć do Dave’a, kiedy w drzwiach pojawiła się pozostała czwórka (Vincent i Terry zostali wypuszczeni z więzienia za kaucją.

W ciągu kilku min ukuliśmy wspólnie plan. Ja i Vincent idziemy za Dave’am, Madame nad nami czuwa, a Stanley i Terry wracają do posiadłości księcia i próbują dostać się do środka, w czym poprzednio przeszkodził im niezwykły strażnik.

Razem z Vincentem wypiliśmy po kropli zielonej trucizny i zapadliśmy w sen. Ten sen był bardzo realny, ale łączył w sobie cechy wszystkich naszych koszmarów. Jasnym było, że przez całą okolicę przenika złowieszczy duch Simulacrum Sedefkara. Nie wiem, co widzieli inni, ale mnie, Tajemnica Lozanny Snów natchnęła nadzieją. Choć po ulicach średniowiecznego miasteczka hulało Zło, był to równoległy świat który mógł być schronieniem dla tych, których rzeczywistość odrzuciła lub nie rozumiała.

Mieszkańcy tłoczyli się w okolicach rynku, na którym Dave i Książe, przed obliczem założyciela miasta, Orthosa Grandsona toczyli spór o Edgara Wellingtona. Sam Wellington, a raczej jego cień, leżał skulony obok. Stanąłem po stronie Dave’a, ale Książe posiadał tu moc manipulowania rzeczywistością i dowody, które zabrałem ze sobą, nie na wiele się zdały. Na szczęście, przyszedł nam na odsiecz Vincent, który mocą umysłu artysty obnażył naturę potwora, ukazując wszystkim, że nasz adwersarz jest składakiem! Kiedy stało się to widoczne dla wszystkich, w niczym już nie mogły pomóc Księciu wołania i groźby. Kamienny Orthos wygnał go z miasta, a my powróciliśmy do naszego świata, uprzednio otrzymując z rąk Edgara zwój. Wygraliśmy.

Pozostało jeszcze tylko poczekać na Stanleya, który poszedł odwiedzić księcia (jak się później dowiedzieliśmy, odbił się tylko od ogromnego i wielce dziwnego strażnika i narobił zamieszania). Na drugi dzień byliśmy w komplecie, oczyszczeni z zarzutów (Vincent i Terry) i bogatsi o nowe doświadczenia, oraz o Zwój Głowy. Dostaliśmy od Księcia uprzejmy list, w którym kusił nas współpracą, ale nie sądzę, abyśmy skorzystali z jego propozycji.

Teraz Mediolan. Czy uda nam się odzyskać następny fragment statuy?


Twój Felix


Tomasz F. Misiorek

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
ZC Orient Express, Zew Cthulhu ,

Comments are closed.