Ballada o panu Le Petit, Rozdział XXI

Ballada o panu Le Petit, rycerzu niezłomnym, zwanym tak od swego niewielkiego wzrostu, który wielu przygód dokonał i chwałą się okrył, przez pana Christiana z Essex zgrabnie ułożona ku uciesze damom i nauce rycerzom.

Rozdział XXI
W którym jest mowa o tym jak pan Le Petit miasta Angouleme przed królem Klaudasem bronił.

Wypłynąwszy z wyspy Re, dopłynął pan Le Petit wraz z towarzyszami nareszcie do Francji, do ujścia rzeki Charente, skąd ich oddział pod wodzą pana Noveliusa na Angouleme szybkim marszem miał wyruszyć. Kiedy jednak towarzysze ze statku zeszli nie ujrzeli żadnych innych rycerzy, którzy by tu na nich oczekiwali. Zamyślili tedy do wsi się wybrać i języka zasięgnąć. Rychło też się dowiedzieli, że cała flota się rozproszyła i statki docierały do ujścia Charente po jeden, lub kilka naraz.

Uradzili tedy ku Angouleme podążać śladów oddziału pana Noveliusa wypatrując, zaś pani Mogar ofiarowała się sztuki swej czarodziejskiej użyć i w ptaka się zamieniwszy drogę przepatrzyć. Dzięki temu dowiedzieli się wszyscy, że cały oddział w ciasnym jest okrążeniu o pół dnia drogi na zachód i nie ma gdzie indziej się cofnąć, jak chyba w morze. Na to zasępili się rycerze bo widno było, że trudno będzie we trzech jeno dać radę dwustu bez mała ludziom hrabiego Gontier, który pana Noveliusa do morza przypierał.

Do tego po nocy, którą w rybackich chałupach wszyscy przespali, zaniemógł ciężko pan Brion. Poty na niego wystąpiły i sapał ciężko, widno było że na konia nie siądzie. Tedy uradzono że we wsi rybackiej wraz z giermkiem swoim Cormackiem ostanie, a reszta rycerzy wraz z panią Mogar z odsieczą oblężonym kompanom ruszą. Wpierw jednak pan Vincent na swym szybkim courserze plażą pojechał aby innych zagubionych rycerzy zebrać i niezadługo powrócił, niejakiego pana Orjana Westina z sobą wiodąc. Tymczasem pani Mogar czarodziejka w sokoła się przemieniwszy zwiad z powietrza uczyniła i odkryła, że parę mil od brzegu koga z połamanym masztem stoi, a na niej rycerstwo przednie z pana Noveliusa wyprawy pije z wielkiej zgryzoty. Zatem wszyscy, ale bez pana Briona, który niemocą złożony leżał, radzić poczęli jakby kogę ku brzegowi pociągnąć i rycerzy na niej będących od topieli ocalić.

W końcu uradzono, żeby świerk krzepki ściąwszy, na kogę go przeciągnąć i do dźwigania żagla przysposobić. Tak i uczyniono. Rybacy ze wsi, do siekier się wziąwszy, pień ścięli i okorowali, a potem do łodzi swoich linami go uwiązawszy pociągnęli na kogę. Wraz z nimi popłynął pan Le Petit, coby otuchy rycerzom swymi pieśniami dodać i gładko im objaśnić, jak się sprawy z wyprawą pana Noveliusa mają. Kiedy w końcu marynarze i cieśla z kogi maszt postawili, pani Mogar wezwała czarami wiatr od morza, który statek gładko ku lądowi popchnął i tak wszyscy rycerze, wraz z panem Le Petit na brzegu bezpiecznie się znaleźli.

Zaraz zaczęto radzić jak rycerzom pana Noveliusa, które hrabia Gontier w okrążeniu trzymał, z pomocą spieszyć. Jeden z rycerzy umyślił wojną podjazdową nieprzyjaciela nękać, a zaraz inny dodał, żeby w ten sposób pierścień wojsk wokół obozu osłabiwszy, drogę ucieczki dla okrążonych rycerzy otworzyć. Tak też pan Clegis, który ze wszystkich był najgodniejszym, zrobić nakazał. Pan Orjan Westin, rycerz saski, którego pan Vincent na plaży znalazł, ofiarował się do okrążonych morzem przekraść i wiadomość zanieść, aby się o zmierzchu dnia następnego do szturmu na zachodnią stronę sposobili.

Dnia następnego o świcie przeprawili się rycerze wraz z giermkami na drugą stronę rzeki na kodze, która jeszcze nie całkiem była zatonęła. Wielce się tu znowu czary pani Mogar przydały, bo wiatr wciąż Frankom sprzyjał i kogi pchać ku zachodowi nie chciał. Kiedy już wszyscy na zachodnim brzegu szczęśliwie wylądowali, ruszyli lasem ku okrążonemu obozowi, giermków naprzód dla przepatrzenia drogi wysyłając. Wtedy Ir Patrick, który wcześniej razem z panem Le Petit na kodze podróżował, wraz z dwoma innym przez las się przedzierając kuriera pędzącego drogą zoczył. Szybko tedy pułapkę na niego zgotowali, a choć im najpierw w las uszedł, zdybali go jednak i pojmawszy, przed pana Clegisa przywiedli.

Kurier pismo wiózł do hrabiego Gontier od żony jego, Felinety, która pisała żeby hrabia o miasto się nie lękawszy rycerzy pana Noveliusa z okrążenia nie wypuszczał. Pisała jeszcze, że sam król Klaudas z wojskiem ku miastu ciągnie i w tydzień przybędzie, tedy żadnej troski o miasto pan Gontier żywić nie musi. Gdy pan Le Petit usłyszał te słowa, zaraz mu fortel chytry do głowy przyszedł. Wpierw pismo innej treści Patrickowi, który był w pisaniu biegły podyktował, w czym mu dzielnie pani Mogar pomagała. A stało w owym piśmie że hrabia co prędzej miastu na odsiecz ma ruszyć, bo go diuk Ulfiusz oblega, syna swego Noveliusa na pokuszenie hrabiego jeno wyprawiwszy i lada dzień Angouleme zdobędzie. Potem list do tuby kuriera zapakowaszy strzałą go pan Le Petit przebić kazał, żeby się nie wydało, iż pieczęć skruszona została. Tu pan Vincent, który Frankiem był, za rycerza oddanego hrabinie podać się zgodził i list miast kuriera hrabiemu zawieźć. A żeby widać było, iż z oblężenia się wyrwał na pojedynek do pierwszej krwi jeden z rycerzy pana Clagisa go wyzwał i srodze poranił.

Poranionego tedy pana Vincenta na koń wsadzono i do obozu hrabiego Gontier wyprawiono. Reszta rycerzy skrycie lasem ku obozowi ruszyła, pani Mogar zaś w sokoła się znowu zmieniwszy wiadomość do okrążonych zaniosła, żeby się z atakiem wstrzymali. Wszystko udało się tak jak to sobie pan Le Petit umyślił, krom tego że jeden z rycerzy pana Noveliusa, który w niewolę przez hrabiego wziętym był został, widząc pana Vincenta, zdrajcą go obwołał. Rycerz ten pamiętał pana Vincenta z wyprawy, tedy myślał iż ten króla Artura zdradził i na stronę Klaudasa przeszedł, hrabinie Gontier służąc. Szczęściem hrabia list przeczytawszy niewiele myślał, okrążenie przerwał i forsownym marszem ku miastu ruszył, pana Vincenta uwożąc jednak z sobą.

Kiedy wojsko pana Gontier od pana Noveliusa odstąpiło, dzielni rycerze z panem Clegisem i panem Le Petit na czele zaraz do obozu wjechali. Tu ich wiwatami przywitano jako oswobodzicieli, ale długo to nie trwało, gdyż radzić trza było zaraz co czynić. Z panem Noveliusem był pan Lupin, rycerz okrągłego stołu i on to naciskał, żeby nie zwlekając za wojskiem hrabiego ruszyć i przewagę w koniach mając w pół drogi go osaczyć, poczym z dwóch stron naraz atakując rozbić. Potem na Angouleme zaraz iść i miasto zająwszy przed nadciągającym Klaudasem go bronić. Inni rycerze, w tym pan Le Petit, choć zmęczeni i poranieni gromko pana Lupina wsparli i pan Novelius wymarsz niezwłoczny zarządził.

Nie zwlekając tedy dłużej, na dwie grupy się podzielili i w drogę ruszyli. Pierwszą grupę, która na rycerzy hrabiego Gontier uderzyć miała sam pan Lupin prowadził, pan Le Petit i giermek Patrick w niej byli, zaś pani Mogar, w czarną pumę się zmieniwszy lasem ją prowadziła. Drugą grupę, w której rycerze pośledniejsi, albo bardziej ranieni jechali pan Novelius wiódł i ci uderzyć mieli na tył pochodu, gdzie piesi szli. Nad ranem rycerze z pierwszej grupy wyprzedzili idących drogą żołnierzy pana Gontier, kawałek dalej jeszcze pojechali, poczym na drodze do szarży się ustawiwszy do ataku ruszyli.

Wielki się popłoch w szeregach Franków zrazu uczynił, gdy pędzący rycerze z panem Lupinem na czele i panem Le Petit zaraz za nim, zza zakrętu drogi na nich wypadli. Zaraz jednak pozbierali się rycerze hrabiego i pochyliwszy kopie, ku nadjeżdżającym ruszyli. Zwarły się tedy dwie grupy rycerstwa śród bojowych zawołań, kwiku koni i huku kopij w tarcze uderzających. Krótką chwilę to jeno trwało, krzyki śmiertelne i łoskot blach, z którym się ugodzeni na ziemię walili nie ucichły jeszcze, a już brzęk się wielki rozległ, gdy rycerze naraz mieczy dobywali, aby się znów zetrzeć. Pan Le Petit na rycerza frankońskiego, pana de Courssi natarł i w trzech zwarciach na ziemię go obalił. Zaraz też drugi rycerz wraży, czarno ubrany pan de La Reur na zwycięzcę uderzył, sycząc niby wąż jadowity. Ale i jego, choć się wielce odgrażał rychło miecz pana Le Petit do pokory zmusił, gdy przerąbany niemal na połowę z konia się zwiesił. Trzeciego przeciwnika jął rycerz szukać, ale go nie znalazł, bo resztki Franków już pierzchały, a z tyłu kolumny słychać było bojowe zawołania drugiej grupy, którą pan Novelius w czas przywiódł.

Bitwa była skończona. Hrabia Gontier, raniony ciężko przez pana Lupina między końmi musiał być wieziony. Pan Le Petit obydwu pokonanych rycerzy w niewolę wziął i w kajdany ich zakuć kazał, jako że na parol iść nie chcieli. Pan Vincent, który wśród zamieszania zwarł się z rycerzem owym, który go o zdradę był obwiniał, przeciwnika powalił miast mu jego omyłkę wyjaśnić. Patrick ciężko ranny na siodle usiedzieć nie mógł i jako hrabia między końmi musiał być wieziony. Mimo strat pan Lupin przynaglał do pośpiechu, żeby Angolueme z marszu zająć.

Po dwóch dniach doszło tedy całe rycerstwo do miasta, które murami bronione nie było, a jedynie zamek miało murowany, niedawno wystawiony, który do rzeki przystępu bronił. Zanim się łyczki spostrzegli co to za wojsko ciągnie, pan Lupin z oddziałem rycerzy najdzielniejszych, śród których rzecz jasna pan Le Petit się znalazł, przez miasto cwałem przebiegli i do zamku przez bramę otwartą wpadłszy na oniemiałych knechtów runęli. Wielka się bitwa zaczęła, ale się szybko walczący po całym zamku rozpierzchli, tak że do pojedynków w korytarzach i na murach przyszło.

Pan Le Petit pierwszy w komnaty hrabiego wpadł, a tam panią hrabinę Felinetę, nad kołyską ze sztyletem w dłoni stojącą zobaczył. Głosem przelękłym zawołała ona na rycerza, żeby jej ni dziecku krzywdy żadnej nie czynił, co zaraz przyrzekł, miecz do pochwy schowawszy. Na to hrabina sztylet rękojeścią ku rycerzowi wyciągnęła i poddanie mu zamku i siebie oznajmiła. Podszedł ufnie pan Le Petit do pani Felinety, a kiedy już blisko był ta nagle zdradziecko sztylet w dłoni obróciwszy, w pierś go dźgnęła. Zaiste mało brakło w onej chwili, by dłoń białogłowska dokonała tego co się tylu znakomitym rycerzom nie udało ! Pan Le Petit w pierś ugodzony zachwiał się i krew mu z rany chlusnęła na kamienną podłogę.

Na to zdradziecka niewiasta sztylet wyszarpnąwszy niczym puma dzika ku rannemu rycerzowi przyskoczyła i jęła mu pchnięcia jedno za drugim zadawać. Ale już pan Le Petit w sobie się zebrał i nie chcąc broni przeciw damie obracać, rękami gołymi przed ciosami zasłaniać się począł. Raz po raz zadawała pchnięcia pani Felineta i za każdym razem pan Le Petit jeno je odbijał, ale się przecie krew z rany zdradziecko zadanej lała i poczuł rycerz że z wolna słabnie. Zebrał tedy siły i kiedy niewiasta kolejny cios zadała zamachnął się pięścią potężnie. Zgrzyt pękającej kości się rozległ i pani Felineta, sztylet zdradziecki z rąk wypuściwszy, na ziemię padła i przytomność straciła.

Zataczając się z powodu rany pan Le Petit na korytarz się wydostał i jął medyka wzywać, a gdy ten przybiegł kazał mu wpierw ranną niewiastę opatrzyć, choć sam ledwo się na nogach trzymał. Szczęściem pani Felineta przeżyła cios potężny i choć z połamaną szczęką, ale jednak do zdrowia wracać poczęła. Tak to pan Le Petit zyskał przydomek „żelazna pięść”.

Zdobywszy zamek rycerze do rychłego oblężenia przez wojska nadciągającego z południa króla Klaudasa sposobić go poczęli. Takoż nie minęły trzy dni, jak pod miastem armia wielka obozem się rozłożyła a do zamku poselstwo od króla Franków przybyło. Pan Lupin o poddaniu Angouleme słyszeć nie chciał, w czym go pan Le Petit dzielnie wspierał i choć sam pan Novelius ducha utracił, posłom zanieść odpowiedź odmowną przykazano. Myśleli tedy wszyscy, że król Klaudas nie zwlekając oblężenie założy, ale w obozie Franków ruchów żadnych widać nie było, aż dopiero człek z gminu, który w Angouleme mieszkał, ale wiernym poddanym pana Lancelota był, wieść straszną przyniósł. Rzekł on mianowicie, że Klaudas nie myśli sił i czasu na obleganie Angouleme tracić, bowiem wiedzie ze sobą czarnoksiężnika wielkiego, który czarami miasto zburzy i tak przejście przez rzekę wojskom frankońskim otworzy. Czarnoksiężnik ów, który był przybył z gór Szwajcarii miał się ponoć w sokoła zamienić i kamień zaczarowany który w ognisku wielkim rozgrzewano na miasto zrzucić, od czego się ono zaraz ogniem miało zająć i do szczętu spłonąć.

Zdało się już tedy rycerzom, że wszystko na nic i przyjdzie im daremnie zginąć broniąc Angouleme, kiedy pani Mogar ofiarowała się w sokoła zamienić i z czarnoksiężnikiem bitwę w powietrzu stoczyć. Wiedziała dzielna czarownica, że w walce z tak potężnym przeciwnikiem łacno głowę może położyć, ale nie zważając na nic postanowiła miasto i zamkniętych w nim rycerzy bronić. A właśnie kiedy to postanowiła zakrzyknięto naraz że oto już czarnoksiężnik zaklęty w sokoła ku murom się zbliża. Rycerze i giermkowie łuki napięli i strzał mrowie ku niemu wystrzelili, ale przeklętnik chytry wysoko leciał, tak że strzały przed nim zawróciły i żadnej mu szkody nie czyniąc w ziemię się wbiły.

Tedy pani Mogar do pana Le Petit, pana Vincenta i Patricka w te słowa się odezwała: ‚Kiedy sobie żony weźmiecie i synów spłodzicie dostaniecie ode mnie prezent’. Po tych słowach piórem po czole się lekko musnąwszy ręce rozpostarła i naraz w tym miejscu, miast postaci jej kształtnej opierzone ciało sokoła się ukazało. Zaraz też ku niebu się wzniosła i na spotkanie czarnoksiężnika pomknęła, a wylegli tłumnie na mury rycerze i giermkowie wpatrywali się w niebo, gdzie dwa ptaki w walce się zwarły. Naraz krzyk ptasi z góry wszystkich dobiegł i ujrzeli jak przedmiot jakiś mały spomiędzy walczących w dół spadać począł. Nie wiedzieli tedy rycerze na co patrzeć mają: czyli na walkę w której pani Mogar z czarnoksiężnikiem na śmierć się zwarła, czyli na kamień ognisty który coraz to bliżej był i nie wiadomo było czy w rzekę, czy w miasto uderzy. Chwila ta straszna trwała zdać by się mogło wieczność całą, aż w końcu kamień w wodę plusnął i zaraz syk stamtąd dobiegł wielki i kłęby pary unosić się poczęły, gdy woda z ogniem zwycięski, choć krwawy bój toczyła. Aliści w tejże samej chwili krzyk sokoli żałosny, przedśmiertny spod nieba wszystkich dobiegł i sokół na dziedziniec zamkowy padłszy w panią Mogar bez życia leżącą na powrót się obrócił.

Wrzask wielki z obozu króla Klaudasa do zamku dobiegł, kiedy jasnym się stało, że czarnoksiężnik zawiódł. Wszyscy tedy na mury do obrony przed szturmem się rzucili, jedni tylko pan Le Petit, pan Vincent i Patrick, łzy z oczu ocierając ciało dzielnej czarodziejki ze czcią podnieśli i w komnaty zamkowe zabrali, by je do pochówku przygotowano. Potem dopiero na mury do reszty obrońców wrócili, a nikt im wyrzutów nie czynił, każdy bowiem od najdzielniejszego rycerza po najskromniejszego giermka wiedział, że pani Mogar swoje życie dając ich wszystkich i miasto ocaliła.

Szturm wściekły wojsk klaudasowych trwał bez mała dwie niedziele, ale choć obrońców było ledwo pół setki zamek utrzymali i musiał król Franków przeprawę budować. Temu już dzielni rycerze przeszkodzić nijak nie mogli, patrzyli więc jeno jak się wojska nieprzyjaciela przeprawiają i zębami w bezsilnym gniewie zgrzytali. Ale rychło się im oblicza wypogodziły, kiedy ujrzeli niedobitki klaudasowej armii tą samą drogą, jeno w drugą stronę się przeprawiające. Tak też dotrwali do końca wojny, a kiedy na pola Ganisu wreszcie zjechali, choć wynędzniali i poranieni strasznie jak bohaterowie przez samych królów: Artura i Lancelota przyjęci zostali. Rycerze Okrągłego Stołu szpaler z mieczy dla nich uczynili i każdy hojnie obdarowany przez obu królów został. Pan Patrick pasowanie na rycerza z rąk samego króla Artura Pendragona odebrał i w poczet Rycerzy Arturowych został przyjęty, pan Vincent stadninę rumaków otrzymał, zaś pan Le Petit ziemie w królewszczyźnie króla Lancelota du Lac dostał i jego wasalem odtąd mianować się mógł.

Tedy na dworze królewskim zimę spędzając i wygód wszelakich zażywając, doczekał się dzielny rycerz dwóch pięknych i dorodnych synów – bliźniaków Sevina i Serina, którymi go pani Alvina obdarowała. Ale choć ni pan Le Petit, ni jego kochanka włosów rudych, ni oczu czarnych nie mieli, obaj bliźniacy takie właśnie włosy i oczy po pani Mogar dostali i tak się dar dzielnej czarodziejki, w ostatniej godzinie życia z serca darowany spełnił.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Pendragon, Pendragon - Kampania druga ,

Comments are closed.