Sir Christian z Essex, zwany ‚le Coq’ (kogut)

Kto przyjrzał się takim postaciom jak Napoleon Bonaparte, Michał Wołodyjowski (*), czy Tom Cruise (:)) wie że osobnicy niewielkiego wzrostu kryją w głębinach swych osobowości ogromny potencjał, który tylko czeka na okazję by się uzewnętrznić i uczynić danego człowieka wielkim. Takim też człowiekiem o ukrytym, acz zapewne wielkim potencjale jest sir Christian z Essex, syn Chretiena, wierny poddany samego earla Bleoberisa de Ganis, zwany przez swych zawistnych starszych braci ‚le Coq’.

Choć natura nie obdarzyła tego rycerza wzrostem (koń z sir Christianem na grzbiecie wygląda z pewnej odległości jak dromader z obitym blachą garbem) dała mu w zamian inne wielkie przymioty. Jest więc sir Christian wielce wprawnym kopijnikiem i niezłym szermierzem, zna dworskie obyczaje i sztukę wysławiania się, potrafi także śpiewać i grać na lutni. Jednak nade wszystko słynie ze swych ballad których komponowanie opanował w stopniu nieomal mistrzowskim.

Ulubionym (precyzyjniej mówiąc – jedynym) bohaterem tych ballad jest pewien rycerz, którego natura nie obdarzyła co prawda wzrostem, ale w zamian dała mu inne wielkie przymioty…. Jego przygody, obfitujące w waleczne czyny, śmiertelne zmagania i śmiałe miłosne podboje zachwyciły niejednego rycerza i wzruszyły do łez niejedną piękną damę. I trzeba było być tępym jak młot kowalski, żeby nie domyślić się kto tak naprawdę jest bohaterem tych opowieści…

No tak – skromny to nasz bohater z pewnością nie jest. Ale co ma zrobić biedny konusik, kiedy co rusz spotyka się z lekceważeniem i kpinami, co gorsza zdarza się że jakaś podstarzała dama której oczy nie służą już tak jak dawniej pomyli go ze swoim pazikiem… Gdzie nie staje siły tam pomoże sposób, a gdzie nie ma okazji do dokonania walecznych czynów tam okazję należy stworzyć. Nie pomyślcie sobie że sir Christian jest tchórzem, czy patentowanym leniem, który w ciepełku wypisuje dyrdymały o rzeczach o których nie ma pojęcia – ot po prostu korzystając z dostępnych środków ubarwia i jakbyśmy to dziś powiedzieli: „promuje” swoją skromnej postury osobę.

Po tym co tu napisano nie jest chyba dziwnym, że sir Christian najlepiej się czuje w towarzystwie ludzi którzy nie znają go zbyt dobrze. A jeśli jeszcze są przy tym nieobyci w świecie, zamknięci w zaścianku i spragnieni wieści z dalekich stron – oooo ! Na takie ofiary spada nasz rycerz niczym jastrząb na stado kur, zasypując ich opowieściami o swoich zmyślonych walecznych czynach. A kiedy za rok lub dwa nawiedzi te strony inny bard na pewno coś podsłyszy i zmieniwszy nieco poniesie w daleki świat…

Na drugim biegunie znajdują się christianowi bracia. Ludziom którzy wciąż pamiętają cię jako zasmarkanego dzieciaka, biegającego w przydługiej koszulinie raczej trudno jest wmówić że jest się najlepszym rycerzem świata, który w ciągu ostatniego roku zabił trzech olbrzymów, uratował od śmierci kilkanaście panien i wzgardził rękami co najmniej dwóch księżniczek. A jeśli do tego ci ludzie nazywają cię ‚le coq’… No może nienawiść to za duże słowo, ale miłością do rodziny nasz bohater na pewno nie pała.

Za to idealną ostoją jest lord, czyli earl Bleoberis de Ganis. Jest na tyle daleko i ma na tyle wielu oddanych rycerzy by nie interesować się zbytnio perypetiami tego jednego, a jest równocześnie na tyle potężny że każdy zna jego imię i liczy się z jego zdaniem. Tedy sir Christian darzy go całym uczuciem którego rodzina nie okazała się godna i wyobraża sobie że lord równym afektem darzy jego, lub przynajmniej będzie darzył kiedy dowie się o jego walecznych czynach.

I taki mniej więcej jest dzielny rycerz sir Christian le Coq. Ochoczo zdąża na spotkanie coraz to nowych przygód i tematów do coraz to nowych ballad, starając się nie narzucać nikomu ze swoją twórczością przez zbyt długi czas, pozostawiając słuchaczom niedomówienia i pole do własnych domysłów, ale będąc pewnym, że dojdą oni do właściwych wniosków.

(*) Spotkałem się z opiniami że Zbigniew Zamachowski w roli Wołodyjowskiego wypadł blado. Moim zdaniem wypadł świetnie ! Idealnie (jak dla mnie) oddał takiego właśnie młodego, narwanego konusa, który za wszelką cenę stara się udowodnić swą wartość. Panny sobie z niego dworują, panowie lekceważą a ten: „konus ?!? ja ci pokażę kto tu jest konus :)”. I ta pucołowata buzia !!! No super ! Niechcący Christian wyszedł taki właśnie podobny do ‚Big Zbiga’ w tej roli.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Pendragon, Pendragon - Kampania druga ,

Comments are closed.