Na tropie smoka…

Utraciwszy ucho i nasze skarby nie zraziliśmy się do poszukiwań smoka i po wykurowaniu się w obozie wyruszyliśmy ponownie. Nie pamiętam czy to wtedy smok napadł na nas i rozbił nasz patrol, czy stało się to wcześniej, przed feralną uchotomią. No w każdym razie poznając nowe fakty zbiżaliśmy się do jego kryjówki, wchłaniając po drodze niejakiego Zaka i altdorfskich kuszników, którzy zabłąkali się z innego patrolu. Ostatnie dwie sesje mam pochytane w miarę dobrze. Styl jest lekko żartobliwy, charakterystyczny dla jednouchych bretońskich czarodzieji-szlachciców, wcielonych do patroli najemników :)


„Ocuciwszy i przesluchawszy dokladnie (na okolicznosc bycia Manfredem Wenterem :) Zaka ruszylismy dalej. Na noc zatrzymalismy sie w jaskini z jakas podejrzana szczelina, ktora kapitan Rutgher koniecznie chcial zabezpieczyc MOIM czarem, ktory wszak byl juz zajety do zabezpieczenia mojej
skromnej osoby. Na tle szczeliny doszlo wiec miedzy nami do drobnego nieporozumienia, a zlosliwy kapitan R. nie mogac wymoc swej woli postanowil malodusznie zepsuc moj czar, co mu sie zreszta udalo (ale za to w panice palnalem go plonaca zagwia – a co :). W zemscie wpuscilem mokrego weza pod
koc kpt R. a ten od razu zaczal mnie podejrzewac o glupie kawaly tak jakby waz nie mogl sam wyjsc z tej cholernej szczeliny ktorej kapitan tak sie obawial…

Podczas gdy tak z kapitanem Ruthgerem (Ruthgerem czy Rutgherem ?) wymienialismy uprzejmosci nasz tropiciel Eryk wykryl ze jestesmy obserwowani przez zamaskowanego osobnika. Wszczety poscig nie dal rezultatow, ale
stalismy sie jeszcze ostrozniejsi (o ile to w ogole mozliwe… :) Zaraz nastepnego dnia zaczailismy sie ze Schrencktem na szlaku w nadziei ze capniemy nasz ogon ale dwugodzinne oczekiwanie nie przynioslo efektow. Za to maszerujac dalej natrafilismy na pare interesujacych tropow: najpierw
wdepnelismy na 1-2 dniowe slady  Wentera i jego szajki (o jak pieknie !), a potem na krzyzujace sie slady Skavenow oraz slady ich ogniska przy ktorym najwyrazniej przepytywali jakiegos nieszczesnego goblina (zostala sie po nim tylko glowa). Idac sladami Wentera doszlismy wieczorem do kolejnej jaskini
(tym razem bez kontrowersyjnej szpary w skale ;)) gdzie kapitan zarzadzil nocleg.

Postanowilismy ze Schrencktem jeszcze raz sprobowac szczescia, majac nadzieje ze tropiacy nas tajemniczy osobnik zechce noca skrocic dystans i wpadnie w nasze sidla. Zastawilismy pulapke i oplacilo sie ! Co prawda nie
zlapalismy spodziewanego cichociemnego ale wpadl nam Skavenski zwiadowca. Potraktowalismy go grzecznie (stracil tylko jedno ucho 😉 a on z wdziecznosci zdradzil nam co wie – otoz smok poszukuje swojego mlodego (a
moze jaja) ktore ukradlo jedno z goblinskich plemion mieszkajacych w poblizu. Skaveni oczywiscie pragna miec smoka do wlasnych celow (spaczen) a konkurencje widza niezbyt chetnie. Aha – smok kuma sie z trollami – dziwne,
nie ? Po tej gestapowskiej pogawedce wypuscilismy Skavena (takze po gestapowsku) i poszlismy spac. W nocy co bardziej wrazliwi budzili sie slyszac dziwne pluski w pobliskim jeziorze – czyzby smok zazywal kapieli ?

Rankiem czujac swiezy trop radosnie ruszylismy naprzod. Nie uszlismy daleko kiedy sposrod otaczajacych szlak skalek wylazlo na nas czterech trolli. Zamiast jednak od razu zaatakowac trolle zaczely nas wypytywac – kto slyszal
ten juz sie usmial, kto nie niech sobie wyobrazi (12 slow ? ;))) Po pewnym czasie (12 slow) okazalo sie ze strona trollowa podejrzewa iz prawdopodobnie posiadamy smocze dziecie (albo jajo – troll operowal pojeciem „maly pan”) i stoi na stanowisku ze w takim wypadku nie pozostanie im nic innego jak
sklonic nas do jego zwrocenia (12 slow). Jako druzynowy inteligent, zblizony ponadto do trolli pod wzgledem urody wzialem na siebie ciezar negocjacji i udalo mi sie osiagnac pewne zmiekczenie strony przeciwnej, ktora zdaje sie (12 slow) sklonna byla puscic nas wolno, lub w kazdym razie doglebnie
przemyslec swoje stanowisko (do nocy chyba by zdazyli…). Wtedy jednak nasz kapitan postanowil jednym smialym posunieciem zakonczyc rozmowy wyciagajac
decydujacy argument – pokazal mianowicie trollom swoje plecy na ktorych mial wytatulowanego smoka.
Wbrew intencjom kapitana trolle uznaly nas za oszustow („wy miec maly pan !!!”) i negocjacje zostaly gwaltownie przerwane. Ku zaskoczeniu wszystkich bitwa nie trwala jednak dlugo – Eryk w pierwszym starciu odrabal trollowi noge, ja rozerwalem drugiego ognista kula, pozostale padly chwile pozniej. Nie obylo sie niestety bez strat – jeden z Altdorfskich kusznikow zostal strawiony kwasem z przebitego trollowego zoladka, a drugi w zamieszaniu stracil glowe (troll wbil mu ja do zoladka).
No coz – latwo przyszlo, latwo poszlo (mowie o Altdorfskich kusznikach ;)).

Po rozprawieniu sie z trollami i pobraniu komponentow udalismy sie w dalsza droge. Niedlugo doszlismy nad jezioro, a w nim kapal sie nie kto inny jak Verdella – Wenterowa wywloka, czterojajeczna baba-herod, zupelnie naga (bylo
daleko, wiec mogla miec male majteczki ;). Pech ze byla poza zasiegiem strzalu… Jakos bogowie Starego Swiata tak poukladali gory w tym rejonie ze zeby zblizyc sie do upragnionego celu (Verdella i Wenter !!!!) musielismy
okrazyc gory z jednej lub drugiej strony jeziora. No wiec ruszyslismy w droge, wybierajac krotsza naszym zdaniem trase. I tu, idac przez las trafilismy na mala grupke goblinow taszczacych jakies jedzenie (szczatki trolla). Sledzilismy ich, ale niespodziewanie sie zgubili. Na szczescie nasz nieoceniony tropiciel Eryk wyjatkowo dobrze przylozyl sie do swojej roboty i
odkryl mala dziure w ziemi – jak sie wkrotce okazalo wejscie do podziemnej (podgorskiej) siedziby goblinskiego plemienia.

Najpierw doszlo miedzy mna a kapitanem Rutgherem do klotni czy moge czy tez nie isc z Erykiem na zwiady (bylo nawet wyciaganie za nogi z dziury). Ale sprawa rychlo sie rozwiazala bo Eryk wrocil (ile mozna isc bedac przywiazanym 10 metrowa lina) i kapitan postanowil wielkodusznie ze pojdziemy wszyscy. Najpierw pelznac, a pozniej juz idac stanelismy nad dolem
pelnym goblinskich nieczystosci, dlugim na 10 metrow i szerokim na caly korzytarz. Tu rozpoczelismy pertraktacje z Erykiem, uwienczone w koncu powodzeniem – dzielny szambonu…ops krasnolud (;)) zgodzil sie przeniesc reszte druzyny (a nawet Zaka i altdorfskiego kusznika) przez kloake w zamian za obietnice pierwowyboru skarbu ze smoczego skarbca (najchetniej zgodzil sie Zak ;)) Zachowujac dyskretnie dystans do uwalanego goblinskim szambem Eryka poszlismy dalej (po mokrych sladach goblinow ktorzy najwyrazniej nie
wpadli na  tak wspanialy pomysl jak my bo sladow bylo wiecej). W koncu droge zagrodzily nam prymitywne drewniane drzwi za ktorymi zaczynala sie goblinska siedziba.

Kapitan Rutgher z Erykiem opracowali fachowy plan wtargniecia do izby – Eryk wywaza mala klapke inspekcyjna w drzwiach a kapitan wklada przez nia reke i otwiera zasuwe blokujaca drzwi, potem wszyscy wpadamy do srodka i robimy
jatke. Wszystko poszlo jak w zegarku (choc reka kapitana mogla wszak uwieznac w malym otworze inspekcyjnym – jak w „nagiej broni’ ;)) i rychlo z wartownikow zostalo tylko dwoch sklonnych do wspolpracy (oj bardzo sklonnych). Przemile gobliny staraly sie byc pomocne (coz znaczy wolna konurencja – kto sie lepiej sprawi ten przezyje) i zdradzily ze czterech z ich plemienia chwalilo sie ze beda miec wlasnego smoka – bingo ! Ci czterej
chodzili do starej czesci podziemi, ktore zreszta zauwazyl takze kapitan Rutgher podczas poscigu za wartownikiem – a wiec najwyrazniej mamy takze droge do leza smoka ! Jest tylko jeden klopot – snuja sie tam trujace opary przez ktore gobliny opuscily ta czesc podziemi.

No ale to juz na nastepnej sesji.

Jesli cos przekrecilem to mnie poprawcie, lub uzupelnijcie, fajnie byloby prowadzic takie pamietniki/dzienniki zeby pamietac co robilismy – fajnie sie to czyta po latach.

Armand

P.S. Zauwazylem ze Armand ma podwojna osobowosc – kiedy nie gram jest wielce szlachetny i szlachetnie urodzony, a w czasie sesji przepoczwarza sie w ciekawskiego, czasem zlosliwego i okrutnego goblinka, ktory dzielnie rywalizuje z plebejuszami takimi jak kpt. Rutgher. Wydaje mi sie czy
rzeczywiscie tak jest ? (:))”

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Warhammer, Warhammer I ,

Comments are closed.