Serce Grozy – finał

Ho ho – to ja, Wasz do-wczoraj-mg.. !!  ;))

Pełen radości z ocalenia przez nieustraszonych pogromców słoni perły Quebecu
spieszę spisał ich wyczyny dla potomności, coby nasze dzieci wiedziały ze z
nie byle jakich ledźwi się wywiodły ;))

Kolejny dzień (może ostani dla Montrealu) wstał mglisty, szary, zimny i
duszny. Dzielna drużyna nie od razu się jednak o tym dowiedziała bycząc się
wygodnie w łóżkach do południa. W tym czasie nowo poznany stary znajomy
detektyw Jean Lerien został wtajemniczony w ciemne sprawki Kultu z Tsang i
dotychczasowe chwalebne dokonania drużyny, a Stanley spłodził dość udatnie
artykuł do gazety. Świeża prasa doniosła o wybebeszeniu mieszkania Lowella i
odkryciu w jego piwnicy izby tortur, ale ciała gospodarza i jego rodziny nie
znaleziono. Dave – zakochany do !szaleństwa! w !czarującym! Chaugnar Faugnie
został dobrze przywiązany do łóżka i zakneblowany. Acha – zaplanowano
sprawdzenie podejrzanie przyjacielskiego Rene Artoisa.

W południe ekipa jak to miała w zwyczaju rozdzieliła się – Jo Beth & Stan
poszli do redakcji gazety nadać artykuł do druku i ogłoszenie kontaktowe dla
Lowella, Vincent postanowił odwiedzić postrzelonego Sauvera a Jean próbował
wymedytować lokalizacje kultowej świątyni z butelka rosyjskiej vodki.
Jo&Stan dowiedzieli się o kolejnym objawieniu się Victorina – zabił
spektakularnie doktora Harleya (badał truchło Św Cutisa) i paru
przypadkowych widzów, oraz – co dziwne – czterech Turkow którzy do niego
strzelali. W mieście ogłoszono stan wyjątkowy na co separatyści
odpowiedzieli (?) ogłoszeniem odrębności Montrealu i całej prowincji Quebec
od Kanady. Rozpętał się chaos – policja, bojówki, demonstranci, grupki
zdesperowanych ludzi protestowali, bili, palili, demolowali, z rzadka
mordowali, a zapewne i gwałcili co popadło… Powoli zaczęło się sciemniać,
mgła zgęstniała i wypełniła się dziwnymi odgłosami, nad miastem pojawił się
pojedynczy promień mętnego blasku który jakby czegoś szukał…

Jean podając się za meta gotowego zabić drużynę dla Kultu sprawdził
szczerość Artoisa – no cóż okazał się szczery, wiec po spotkaniu drużyna
postanowiła skorzystać z jego oferty pomocy tym bardziej ze atmosfera w
mieście robiła się coraz mniej przyjemna. Tymczasem biedny restaurator nie
mogąc doczekać się drużyny zabrał się za pisanie do niej listu i ze
wzruszenia zmarł na serce. No ale z niedokończonego listu wynikało „Verdun”
co w połączeniu z wcześniejszą wypowiedzią rosyjskiej gorzałki wskazało
bohaterom drogę. Rychło okazało się ze wybrali dobrze – droga do wariatkowa
zapchana była szykownymi limuzynami, przed brama czekał komitet powitalny, a
promień mętnego blasku błądził po stokach pobliskiej góry Mount Royal.

Droga do wnętrza szpitala była ciężka i została obficie spłukana krwią
Turków i towarzyszących im słoników (mniejszych braci Ch-F, przyp. mg).
Zgniotłszy wszelki opór drużyna dostała się do piwnic gdzie w strzelaninie
omal nie zginął Jean. Podsłuchawszy hasło („Derz-Hopfhaz” :)) przeniknęła
następnie do leżących pod Verdun jaskiń i w końcu odnalazła ukryta w
trzewiach Mount Royal kaplice Chaugnar-Faugna…

…naturalna jaskinia wielkości stadionu piłkarskiego w trzewiach Mount
Royal, cisza ostro kontrastująca z szaleństwem na zewnątrz, punkciki
płonących pochodni lub latarni. Wszędzie z mroku wyłaniają się ciemne wyloty
tuneli, grot, szelesty, sapania, szepty. Zarysy zakapturzonych postaci, oraz
wielkie uszy słoniopodobnych demonów ukrytych w cieniu pod ścianami.
Słodkawy zapach krwi.
…w ciemnościach wysoki kobiecy głos: ?Czas nadszedł. Światło !? Szelest,
szare ludziki bez twarzy zalewają grotę bladym, szarym, jakby chorym
blaskiem. Z ciemności wyłaniają się zarysy kilkudziesięciu kultystów w
szarych płaszczach z kapturami, światło bladzi po strzępiastych
przypominających nietoperze skrzydła uszach i zwiniętych na grubych
brzuchach trąbach demonów stojących pod ścianami. Podłogę zalewa powódź
szarych ludzików. Za czarą wysokości człowieka, pełną krwi, wielkie schody
prowadzące w górę sali w ciemność. Na pierwszym stopniu  doktor Alisa Ley w
lekkiej zwiewnej szarej szacie, piękna, kusząca, groźna i odrażająca
zarazem, u jej boków dwaj tureccy bliźniaczo podobni czarnoksiężnicy w
szarych płaszczach ze słoniowej skóry, stylizowani na Braci.
…”Wiele razy staliśmy w tej sali niepewni przyszłości, tając swe twarze
nawet przed sobą nawzajem. Dziś możemy nareszcie spojrzeć na świat bez
kapturów (kaptury spadają) „Czas nadszedł!”. Podnosi ręce i z trzewi góry
dochodzi niski pomruk, niby grające w głębinach oceanu ogromne organy.
”Zanim ta noc się skończy Pan będzie z nami cieleśnie i rozpocznie swe
wielkie dzieło. Chwała Strasznemu Chaugnarowi, Pożeraczowi Światów („Chwała
!!!) Ale najpierw muszę wykonać ostatni krok w jego objęcia… Podajcie
Serce !” Podają srebrne pudło z sercem Andrewsa kapłanka czerpie nim krwi
z czary i unosi nad głowę…
…detektyw Lerien wyszarpuje rewolwer i strzela. Kule mkną niechybnie
prosto w uniesione Nieśmiertelne Serce… i rozpryskują się na drobne
kawałki. Okrzyk zgrozy i wściekłości, kilkanaście strzałów masakruje
nieszczęsnego Leriena, Alisa Ley krzyczy histerycznie. „Zdrajca !, Zdrajca w
tej sali !!! Panie ! Wybacz nam !!! Przyjmij ofiarę, nie odrzucaj nas, juz
nigdy Cię nie zawiedziemy… Ty ! Ty ! i Ty ! Do kotła !!!” Pozostali
kultyści trwożnie, z pochylonymi głowami porywają zmartwiałe ze strachu
ofiary i wloką nad kocioł z krwią, jeden z przybranym w słoniowe skory
czarnoksiężników podnosi dłoń i klatki nieszczęśników pękają wyrzucając
wprost do kotła serca i tryskając fontannami krwi… Alisa uspokaja się
nieco, obryzgana świeżą krwią podnosi znów ręce i wznawia inkantacje…
…”Panie objaw swą wolę całemu światu. Niech wszyscy poznają że jestem Ci
przeznaczoną. Tyś mnie odnalazł w snach i pozwoliłeś bym ja odnalazła
Ciebie. Niech stanie się to co się stać musi. Przybądź i połącz się ze mną,
aby się wszystko rozpoczęło… (Łzy w oczach, głos się załamuje, pauza,
oddech, pije z serca krew z czary, oddech) Panie, zamieszkaj cząstką swego
boskiego jestestwa w moim ciele, kieruj moimi myślami i pożryj mą duszę abym
już nie czuła nic co ludzkie i była Ci posłuszną…” Monolog przerywa
chrapliwy śmiech dochodzący z góry sali.
..uwaga wszystkich kieruje się na schody z których spływa po jednym stopniu
Victorin. Twarz wykrzywiona w obłąkańczym grymasie, chrapliwy śmiech wciąż
trwa. „Kobieto kim jesteś by uznać się godną złączenia z Chaugnar Faugnem
!?? Alisa niepewnie, ale z determinacja „On mnie wybrał na swoja
Towarzyszkę, jestem jego wybranka, a ty…” Wszyscy zastygają. Chrapliwy
glos Victorina: „Jam jest tysiącletni Arja !!! Prorok i pomazaniec Pana !!!”
„Zabić go !!!” – Alisa rozgląda się po czarnoksiężnikach w skórach słoni
wyczekująco, ale ci odsuwają się „Pan rozsadzi i wybierze – musisz z nim
walczyć sama”. Dr Ley panicznie rozgląda się po wyznawcach, Arja: „Oddaj
moje serce”, Alisa trzeźwieje: „Nigdy !!!” wrzuca  serce do kadzi, odwraca
się do kultystów „Zabić go !!!”. Wyznawcy niepewni co czynić sięgają po
bron, inni rozglądają się z trwoga po sali, jakby spodziewając się rady. Jo
Beth, asekurowana przez Stanelya i Vincenta podpełza niepostrzeżenie pod
kadm z krwią…
…Arja wyje wściekle „Nazghar !!! Aufllarr !!! Chaugnar !!!”. Zamiata w
powietrzu rękami, zamarli dotąd niczym posagi Bracia ożywają  i ruszają na
Alisę i skupionych wokół kotła kultystów, kapłanka odgina się do tyłu, z
nosa bucha jej krew, twarz wykrzywiona w potwornym wysiłku, walczy z Arja.
Odgłosy strzałów z rewolwerów mieszają się z wrzaskami mordowanych
kultystów, sapaniem i mlaskaniem rozjuszonych braci i krzykami zgrozy… Jo
Beth podpełza do kotła i nurza Ostrze z Tsang w wypełniającej ją krwi…
…klatka Alisy Ley eksploduje w fontannach krwi, a przez salę przetacza się
grzmot i jakby westchnienie. Arja chrypi stojąc z wyciągniętymi w górę
rękami „Wwszzyssscy będdziecciee offfiaarą naa Jeeggoo
Pprzzyyjjjśśśccieeeee”. Podziemne organy podają tryumfujący ton zmrażający
serca, powietrze robi się duszne, w uszach wata, bicie własnych serc, coraz
głośniejsze i szybsze… Jo Beth kreśli z zaciśniętymi ustami krwawy wzór na
swojej piersi…
…jakiś kultysta obok z fascynacją i z fanatycznym krzykiem wbija sobie
rękę w pierś wyrywając sikające krwią serce. W dusznej pulsującej rytmem
serca ciszy raz po raz rozbrzmiewają takie krótkie okrzyki… Jo Beth
wyrzuca z siebie formule egzorcyzmu i z cala siłą na jaka ja stać rzuca
sztylet w majaczącą w górze postać Arji…
..Półdemon otwiera oczy i z mocą wpija wzrok w płynący w powietrzu sztylet
jakby chciał odwrócić jego lot siłą swej woli.. Jo Beth czuje fale gorąca
pulsującego pod czaszka, ale nie poddaje się, następne uderzenie bólu w
piersiach, ale jeszcze wytrzymuje… sztylet jest juz tuz tuz. Nagle czas
startuje jak koń spięty ostroga – Ostrze z Tsang wbija się w serce Arji i
tysiącletni Towarzysz pada jak szmata na monstrualne schody…
..serca znów zaczynają bić normalnie, ciśnienie w uszach spada i wszyscy w
sali zdaja sobie sprawę co się stało. Kultyści stoją jak skamieniali, w
szoku i bezbrzeżnym zdumieniu. Ale oto pojawia się jeden z przybranych w
słoniowe skory czarnoksiężników, twarz wykrzywiona furia „Świętokradztwo !
Bluźnierstwo ! Zaabić ją !” Nie czekając na ogłupiałych kultystów podnosi
ręce i wbija wzrok w omdlała Jo Beth i podtrzymującego ja Stanleya…
…nagle gdzieś spod ściany słychać brzęk blachy i zaraz potem głos Lowella,
ale jakże odmieniony: ?Naprzód Bracia !!! Poczynajcie w Imię Boże !!!?. Z
którejś z bocznych jaskiń wysypują się postacie rycerzy w średniowiecznych
zbrojach, wymachujące mieczami i toporami. Rzucają się w dół rąbiąc
otępiałych kultystów. Spod przyłbic błyskają nalane twarze szacownych
członków Canterbury Club, spocone z wysiłku, ale natchnione obca im zwykle
idea. Czarnoksiężnik zdumiony patrzy na stojącego na skalnej polce Lowella
zakutego w zbroje. Ten wbija w niego wzrok i rozpętuje się bitwa umysłów.
Ale trwa krótko ? oto z jakiegoś ciemnego kata wypełza drugi czarnoksiężnik
i choć po chwili pada z krzykiem, ciałem Lowella targa nagle wstrząs i
ostatni Prawy Rycerz Zakonu Lordów pada na ziemie tocząc krwawa pianę z
ust…
…uwolnieni od czaru „rycerze” nagle zdaja sobie sprawę gdzie są i co
robią. „Ależ panowie…” niektórzy rzucają się z histerycznym wrzaskiem we
wszystkie strony, inni giną rozstrzelani przez również ogarniętych paniką
kultystów. Z polki na której stał Lowell dochodzi rozpaczliwy krzyk dziecka
„Tato !! Tatoo !!!”
…bliska eksplozja wstrząsa posadami Mount Royal, z góry zaczynają sypać
się kamienie, Stan i Vinc wspierając wyczerpana Jo Beth rzucają się do
wyjścia wraz z kultystami i ocalałymi „zakonnikami”…

Dość rzec ze drużyna (teraz trzyosobowa) zdołała wyrwać się z walących się
jaskiń na powierzchnie gdzie kanadyjscy żołnierze dobijali właśnie resztki
tureckiej ochrony. Niebo uwolnione od szarej mgły błyszczało od gwiazd, w
oddali nad miastem widać było luny dogasających pożarów – ostatnie znaki
zakończonego juz szaleństwa…

W hotelu przywiązany do łóżka Dave ocknął się z maligny i przytomnie
rozejrzał dookoła…
I to juz koniec…

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
ZC Serce Grozy, Zew Cthulhu ,

Comments are closed.