Rycerska przysługa

Zimę zacna kompania lady Engered, sir Briona i sir Cedrica spędza w białych murach zamku Tintagiel, nurzając się w dworskich intrygach (nie wszyscy podołali trudom nurzania, okazując wrodzoną uczciwość i wstręt do intryganctwa…). Ale oto po zimie nadchodzi wiosna, czas rozruszać zastałe kości i poznać kawałek świata – drużyna postanawia wyruszyć na Wielki Turniej Zielonoświątkowy urządzany przez samego króla Artura !
Niestety sir Brion z niewiadomych przyczyn nie stawia się na umówione spotkanie – pozostała dwójka wysyła umyślnego aby się wywiedział o jego los i – jako że droga daleka – postanawia wyruszyć bez niego.

Podróżują czas jakiś bez wartych odnotowania przygód, aż docierają do hrabstwa Wuerensis. Jadąc sobie stępa drogą natykają się na grupę wieśniaków liczącą więcej niż cztery tuziny, zbrojnych w widły i wykrzykujących anty-rycerskie hasła. Sir Cedric pragnie ominąć bandę szerokim łukiem, ale jakoś nie wypada zostawić samotnej damy, która z kolei nie zamierza schodzić chamom z drogi – cóż robić – od słowa do słowa, od kija do miecza, mało brakowało a spadłyby głowy, ale oto z przeciwka na spienionym koniu przybywa jeździec. Jak się okazuje jest to sir Gwern of Barlow, formalny pan tej krainy, choć jego faktyczna sytuacja jest nieco skomplikowana.

Uspokoiwszy bojowych wieśniaków Sir Gwern zaprasza podróżnych do swojego obozu gdzie wyjaśnia im w czym rzecz. Otóż jest on nieślubnym synem sir Kynona of Barlow, poczętym z córki giermka. Kynon nie miał innych synów, ale miał dwie córki, których mężowie pragną pozbawić ‚bękarta’ należnego mu dziedzictwa. Oskarżyli przeto matkę sir Gwerna o zamordowanie jego ojca (sir Kynona) – proces ma się odbyć w Warwick za kilka dni. I tu sir Gwern składa sir Cedricowi kontrowersyjną propozycję… (nie to nie to co myślicie….). Chodzi mianowicie o to że szwagrowie polują na Gwerna i chcą uniemożliwić mu uczestniczenie w procesie matki – jeśli nie pojawi się w Warwick jej wina będzie przesądzona. Przeto sir Gwern prosi Cedrica o przybranie jego herbu i ściągnięcie na siebie uwagi jego szwagrów (i ich pogoni rzecz jasna !), aby w tym czasie samemu przekraść się  niepostrzeżenie do Warwick w niewieścim przebraniu.

Hmmm – cała sprawa jest mocno niejasna, przynajmniej dla sir Cedrica, no i dlaczego on sam ma niby mieć większą szansę niż sir Gwern, który zna przecież i ludzi i teren…? Poza tym zginąć z ręki skrytobójcy w cudzych barwach, dla cudzej i podejrzanej sprawy – chwały to nie przynosi, świadczy jeno o naiwności i gołębim sercu, których u Cedrica brak… Ale z drugiej strony sir Gwern obiecuje nagrodę nie lada – jeśli sir Cedric podoła zadaniu stanie się przyjacielem sir Gwerna i jego drużynnikiem, poza tym przygoda wzywa, a  wrodzona Cedricowa niecierpliwość nakazuje nie uchylać się od takiego zewu – ostatecznie po zasięgnięciu rady lady Engered zgadza się.

Następnego ranka drużyna wyrusza ku Warwick – początkowo w towarzystwie sir Gwerna przebranego za piastunkę lady Engered, który jednak rychło zmuszony jest się odłączyć, aby ugasić zarzewie buntu w pobliskim miasteczku – jest tu w końcu, było nie było, panem. Przybywszy pod wieczór do jakiejś wsi drużyna (sir Cedric w barwach sir Gwerna i w pełnym hełmie) rozkłada się w niej na noc, zasięgając wcześniej obficie języka. I co się okazuje – na drodze do Warwick stacjonują najemnicy wynajęci najpewniej przez podłych szwagrów, na wozie wiozą kajdany – jest ich z tuzin więc będzie trudno… Innej drogi właściwie nie ma, chyba że ktoś chce się przeprawiać przez Stary Las – ale tam żaden człowiek nie ośmiela się zbliżyć. No może prawie żaden –  jest jeden stary myśliwy. Addonwy (nowy Cedricowy giermek) przynosi rzeczonego myśliwego (jest istotnie bardzo stary), a ten dzieli się ze śmiałkami całą swoją wiedzą. Uczy mianowicie piękną lady i dzielnego rycerza znaku który ma moc odpędzania złych duchów i daje grot odkuty na zimno który każdą złą bestię prosto w serce razi i który raz już myśliwemu życie ocalił. Pokrzepieni na duchu lady i sir udają się na spoczynek (niestety osobno ).

No i oto nadchodzi dzień próby – sołtys odprowadza lady Engered wraz z – jak sądzi – sir Gwernem na skraj lasu i żegna – może na zawsze ? Trzyosobowa teraz drużyna (lady, sir i Addonwy – giermek) powoli acz nieubłaganie zagłębia się w pradawną puszczę… Dzień cały mija w miarę spokojnie, choć biedny Addonwy o mały włos nie wyprawia się do Tir-na-Noog, ukąszony przez jakieś bzyczące zwierze. Ratują go od śmierci sztuka lady Engered i jakieś podłe wińsko, bodajże jeszcze po ś.p. sir Breunisie. Za to nocą zaczynają się dziwy – stojący na warcie sir Cedric dostrzega tuż za kręgiem światła rzucanym przez ogniska świecące ślepia – podchodzi bliżej i widzi olbrzymiego węża, wspiętego na wysokość głowy dorosłego człowieka, ze srebrnym diademem na łbie – ani chybi bóg jakiś, albo strażnik Świętego Pradawnego Lasu ! Potraktowany z należytym szacunkiem wąż odpełza po chwili w ciemność pozostawiając mętlik w głowie dzielnego rycerza.

Następnego dnia podczas przedzierania się przez las (po bohaterskim ominięciu leżącej na ścieżce fujarki ) drużyna napotyka rzecz w takim miejscu niezwykłą – oto konny rycerz, w skórzanej kurcie do polowań zaprasza do swego zamku nieopodal. Mimo złych przeczuć śmiałkowie ruszają jego śladem i rzeczywiście niezadługo ich oczom ukazuje się zamek o ścianach z granitu, porośniętych obficie mchem, wyglądający jakby stał tu od zawsze. Stajenny, pokrzywiony karzeł-niemowa mlaskając uprowadza rumaki pod mur (do stajni ?), tupie nogą i nagle i karzeł i konie znikają w obłoku dymu – czary ! Mocno skonfundowani lady Engered i sir Cedric ze spłoszonym Addonwym drepczącym za nimi wchodzą do donżonu – biesiadna sala jest pusta.

Ale oto zjawia się dwunastoletni chłopczyna – jak się rychło okazuje seneszal zamku – przedstawia się jako Felisariusz. ‚Wy z Dworu Wiosny czy Dworu Jesieni ?’ – szczęki ostatecznie spadają na blat stołu, najwyraźniej wejście do zamku było wrotami do Sid  – czy też Krainy Czarów, Faerie Land, Świata Baśni, czy jakkolwiek inaczej śmiertelnicy zwykli go nazywać ! ‚Ach, śmiertelnicy… Co ja z wami zrobię… muszę was jakoś zabezpieczyć przed upiorami…’ – martwi się szczerze seneszal. Ale oto jego troski przerywa wejście gospodarza – napotkanego wcześnie w lesie, który tym razem przedstawia się jako Entamiel i prosi na ucztę. Na stół wjeżdżają przednie dania – pieczona sarenka łypie z wyrzutem na gospodarza gdy ten obcina jej nogę i zjada, nadziane owocami szczupaki desperacko próbują uniknąć zjedzenia, nawet cebulka i chleb pachną łąką i ziemią. Sir Cedric nie może przełknąć kęsa, lady Engered raczy się żywymi jarzynkami i chlebkiem – gospodarz jest najwyraźniej zawiedziony – ‚ach ci śmiertelnicy, a podobno to my jesteśmy dziwni…’.

Drużyna zaczyna tęsknić za własnym światem, ale jak się dowiaduje nikt nie wie kiedy i gdzie śmiertelnicy opuszczą Świat Baśni, więc gospodarz postanawia ‚zabrać ich do Królowej’, ażeby ona ‚postanowiła co z nimi zrobić’. Sir Cedric jest gotów dać się poprowadzić jak baranek do Królowej czy gdziekolwiek indziej, ale lady Engered ma zamiar sama wziąć sprawy we własne ręce, pamiętając z zasłyszanej legendy że Entamiel został skądś i za coś wygnany. Słysząc odmowę gospodarz traci zainteresowanie gośćmi – wychodzi, goście wychodzą więc także.

Na dziedzińcu niespodzianka – stajenny zeżarł powierzone mu konie – ponoć zawsze tak robił, troskliwy seneszal nie rozumie wściekłości śmiertelnych. Oczywiście będą inne konie w miejsce pożartych – ale oto pojawia się sam ‚koniożerca’. Wściekły Cedric (lady jest nie mniej wściekła) rzuca się na niego z mordem w oczach – stajenny oburzony rzuca mu rękawicę – pojedynek !

Ha – najpierw trzeba znaleźć broń dla karzełka – sir Cedric uprzejmie ścina mu gałąź wiszącą zbyt wysoko dla trzystopowego monstrum, a ten łajdak w mig zmienia ją w wielką, sękatą  maczugę ! Pierwsze starcie – maczuga pęka pod ciosem miecza – trzeba ściąć drugą – gniew powoli ustępuje miejsca wesołości, bo istotnie sytuacja jest komiczna. Ale oto drugie starcie – tym razem miecz Cedrica rani karzełka – ten prosi o darowanie życia w zamian za okup. No i cóż – nawet okrutny i bezlitosny zazwyczaj rycerz nie może odmówić prośbie małej pokraki, żałośnie machającej białą chusteczką. Lady Engered – także udobruchana już i chyba lekko wzruszona opatruje ranę – seneszal Felisariusz odprowadza rannego stajennego. Ale oto prowadzą rącze rumaki – pięknie osiodłane, radośnie ryczące krowy ! Chwilę trwa zanim uczynni gospodarze dają się przekonać że śmiertelni zwykli dosiadać koni – zorganizowana naprędce czarodziejka przemienia więc poczciwe mućki w piękne, łaciate koniki.

Drużyna opuszcza zaklęty zamek w nadziei że powróci do świata żywych. Ale las dookoła jest jakiś jaśniejszy, może po prostu młodszy ?! Czyżby więc mieli trafić do świata sprzed np. pięciuset lat ?!? Ale jeszcze nie wszystko stracone – może spróbować powtórnie wjechać do zamku, potem znów wyjechać – a nuż los rzuci zagubionych wędrowców we właściwy czas ? Niestety – las jest wciąż jasny – ‚to pewnie dlatego że to Kraina Czarów a nie śmiertelnych’ podpowiada Felisariusz. Jak się więc wydostać – seneszal nie wie. Czyli jednak droga prowadzi do Królowej – ale Entamiel już wyjechał, trzeba więc jechać samemu. Jak zatem trafić do zamku Królowej – bardzo prosto – trzeba jechać prosto tą drogą, a gdy się będzie zmierzchać zawrócić – i już.

Otrzymawszy tak jasne wytyczne lady Engered, sir Cedric i całkiem już zbity z tropu Addonwy wyruszają drogą prowadzącą ponoć do zamku Królowej. Po jakimś czasie przed nimi pojawia się rzeczka, na rzeczce mostek, na mostku zaś ni mniej ni więcej jeno dziesięciostopowy olbrzym – sir Artur jak się rychło okazuje. Sir Cedric gotuje się już do morderczego starcia, kiedy nieoczekiwanie do walki z olbrzymem staje lady Engered ! Zażywając straszliwej i nieznanej zupełnie przeciwnikowi broni – konceptu (sir Cedric zna ją zaledwie ze słyszenia) – rychło zmusza go do wyjawienia leżącego nieopodal brodu, przez który zawsze przeprawia się Entamiel (z czego morał że gdzie rycerz nie może tam damę pośle). Tym sposobem całe towarzystwo przeprawia się przez rzeczkę i żegnane przez Artura pomyka raźno w dalszą drogę. Jakoż i zmierzch powoli zapada więc zgodnie ze wskazówkami Felisarisza drużyna zawraca i istotnie wkrótce staje pod murami zamku Królowej.

Mury z zielonego granitu nie są tu już obrośnięte mchem jak w zamku Entamiela, w środku biega całe mnóstwo małych, brodatych karłów we fryzyjskich czapkach zdobionych dzwoneczkami lub kutasikami – jak się okazuje to brownie. Jest też drugi rodzaj – podobne Entamielowi smukłe i nieco wyniosłe elfy.

Nauczeni doświadczeniem śmiałkowie pozostawiają świeżo zdobyte rumaki kucharzowi i chcą już wejść do zamku, gdy do sir Cedrica podbiega jeden z brownich. Prosi rycerza by stoczył z jego bratem walkę konną, którą ten uwielbia. Poczciwy Cedric zgadza się oczywiście i co widzi – ośmiostopowy olbrzym pod którym szkapa niechybnie musi się zarwać ! W dodatku nie ma żadnej broni – czyżby nie wiedział że walki konne rozgrywa się na kopie ? Otóż nie – walki konne rozgrywa się oczywiście na konie – wygrywa ten kto powali przeciwnika rzuciwszy w niego koniem ! Sir Cedric nie mając wprawy w takiej walce oczyma duszy widzi już piękną mogiłę z naturalnym końskim popiersiem zamiast zwyczajowego menhiru, kiedy niespodzianie przypomina sobie o szachopodobnej grze której miał okazję popróbować w Tintagiel – może jakaś odmiana przypadnie do gustu przeciwnikowi ? Skwapliwie obiecawszy że także i w tej grze jest miejsce na rzucanie udaje mu się zwabić olbrzyma do planszy – i po krótkiej chwili spociwszy się solidnie i pozmieniawszy solidnie reguły wstaje od niej zwycięski ! Przeciwnik jest co prawda niezadowolony że nie będzie rzucania i próbuje zmusić zwycięzcę do rzucenia swym małym bratem, ale sir Cedricowi udaje się uniknąć wręczenia nagrody okupiwszy to stratą planszy do gry pożartej przez skwaszonego olbrzyma (aby – jak to ujął – przetrawić nieco zasady).

Po emocjonującej walce konnej przyjaciele udają się nareszcie do zamku. Sala jest już pełna – mnóstwo brownich i elfów, między którymi da się dostrzec Entamiela. Jedzenie tym razem już nie ucieka więc bohaterowie ochoczo się za nie zabierają. Wkrótce na salę wchodzi Jej Wysokość Królowa Leocja – elfka wzrostu dwunastoletniej dziewczynki, ubrana jedynie w długie spływające do kostek włosy. Rozpoczyna się uczta i jak się rychło okazuje – intrygi. Oto do lady Engered i sir Cedrica przysiada się elf – Chabr jak się przedstawia, szara eminecja partii, choć oczywiście nikt o tym nie wie, wszyscy sądzą że przywódcą jest kto inny. Czego chce – ano pomocy w rewolcie, która ma wybuchnąć w czasie uczty. Przy okazji sir Cedric dowiaduje się że tajemniczym wężem, którego tak uprzejmie i z szacunkiem potraktował poprzedniej nocy to przywódca opozycyjnej partii brownich – karzeł z wielkim złotym kutasikiem na końcu fryzyjskiej czapki, który to kutasik zasłania mu widok do tego stopnia że musi podnosić go do góry zawsze gdy chce coś zobaczyć.

Zacni śmiałkowie z ochotą rzucają się w wir pałacowych intryg – przysiadłszy się do tajemniczego Kutaśnika przełamują jego nieufność i dowiadują się że partia brownich zamierza dokonać zamachu stanu jeszcze tej nocy – ‚Nocy Długich Łyżek’. Hasłem do chwycenia za broń będzie wniesienie Awanku. W nagrodę za pomoc w rewolcie karzeł łaskawie obiecuje zabrać konie i kosztowności bohaterów, a w ramach zaliczki zgadza się wskazać im drogę do świata żywych. Cóż – niby niezły układ, tyle tylko że każdy wie iż zaliczkę otrzymuje się po robocie a nagrodę przed. Na szczęście brownie chce jeszcze przemyśleć całą sprawę. Przy okazji zdradza że Entamiel został wygnany z Dworu Wiosny za to że chciał zanadto zbliżyć się do królowej na co opozycyjna partia brownich nie mogła się rzecz jasna zgodzić.

Ale oto jakiś elf przemyka chyłkiem: ‚Chabr chce z wami rozmawiać !’. Szara eminecja przedstawia się tym razem zupełnie innym imieniem zapewne dla zachowania incognito, proponuje wskazanie drogi do świata żywych jako nagrodę za pomoc w przewrocie. Jest jeszcze trzeci kontrahent – ów brat miłośnika walki konnej ocalony od bycia rzuconym w ramach nagrody. Ten ma skromne wymagania – za wskazanie drogi na zewnątrz każdy musi zjeść żywą jaszczurkę – czeka na zewnątrz aż drużyna się zdecyduje.

Ale drużyna nie gustuje w jaszczurkach, przystępuje do akcji. Lady Engered dobywszy ‚konceptu’ sieje zamieszanie w szeregach obu zwaśnionych frakcji – a to sugeruje iż druga strona zamierza użyć w walce widelców zamiast łyżek, a to że tamci zamierzają jeść żywe jaszczurki – co wywołuje święte oburzenia na twarzach rozmówców, a to znowu że ‚oni’ chcą zaatakować PRZED wniesieniem Awanku – nie do pomyślenia, cóż za podłość ! Sir Cedric sekunduje jej w miarę swoich skromnych możliwości, a wokół narasta chaos – jedni rozdają broń – małe srebrne łyżeczki do lodów, inni szepczą że ‚Chabr chce z wami rozmawiać’, podekscytowana szara eminencja wciąż usiłuje zachować incognito zmieniając co rusz przydomki, Kutaśnik zdecydowany już na układ chce zabierać konie i kosztowności.

Wreszcie zamęt i mętlik w głowach zamachowców jest już tak wielki że zwolennik jedzenia jaszczurek nie wytrzymuje – prosi lady Engered i sir Cedrica o opuszczenie Krainy Czarów, godzi się nawet darować im próbę zjedzenia jaszczurki żywcem (jedna okazała się trzydziestostopowym smokiem) byle tylko sobie poszli i nie siali więcej niezgody między pokojowymi mieszkańcami Dworu Wiosny. Oczywiście na taką propozycję śmiałkowie przystają nadzwyczaj chętnie. Poprowadzeni przez browniego wchodzą w pień wielkiego dębu, kręconymi schodkami schodzą w dół, a potem odgarniają płat darni i oto stają w znajomo wyglądającym lesie – niedaleko przez liście prześwituje blask zachodzącego słońca…

Jak się rychło okazuje drużyna została wyprowadzona na drugą stronę lasu, o rzut kamieniem od Warwick. Niestety bramy są już zamknięte więc nocleg wypada jeszcze raz w lesie, ale rankiem poczet sir Gwerna of Barlow wjeżdża tryumfalnie do miasta. Fala szeptów i ciekawskich, zapowiadających sensację spojrzeń odprowadzają lady Engered, sir Cedrica i Addonwego aż do rynku gdzie na podwyższeniu odbywa się oto sąd. Na widok domniemanego sir Gwerna prowadzący rozprawę sir Earl okazuje wyraźne zdziwienie – i rzeczywiście ma powód bo jak się teraz okazuje bękart jest oskarżony o współudział w morderstwie ojca. Jeden z podstępnych szwagrów wyjmuje woreczek – kości Świętego Prokopa, która to relikwia niechybnie wskaże kłamcę i niegodziwca.

Sir Cedric kwitując wzruszeniem ramion te nowomodne brednie o jakichś tam relikwiach wkłada bezstresowo woreczek na szyję – w końcu kości to tylko kości ! Ale oto jeden po drugim wszystkie dzwony w mieście zaczynają bić – szwagier tryumfuje – teraz wszyscy widzą że sir Gwern jest niegodziwym kłamcą, a zatem jego słowo w procesie jest nic nie warte ! Nagle jednak na podwyższenie wdziera się jakiś giermek – to prawdziwy sir Gwern – sir Cedric zdejmuje hełm aby wszyscy mogli zobaczyć prawdę i poznać iż kłamstwo którego się dopuścił nie było wcale takie niegodziwe.

Prowadzący rozprawę sir Earl, nieco zmieszany musi ponownie rozważyć wszystkie argumenty i dopiero po dłuższej chwili ogłasza wyrok: matka sir Gwerna jest winna zamordowania sir Kynona, ale że czynu tego dokonała w szaleństwie tedy nie można o współudział oskarżać jej syna – a zatem jest on prawowitym dziedzicem Barlow.

Podstępni i chciwi szwagrowie umykają jak niepyszni, sir Gwern targany zmiennymi uczuciami nie bardzo może się zebrać w sobie, sir Cedric jest rozluźniony i szczęśliwy z wykonanej misji choć nieco zagubiony w całej tej intrydze. Ukoronowaniem zwycięstwa jest pojawienie się samego sir Garreta – rycerza z Camelot, który także pochwala sprawiedliwy wyrok. Kiedy wszyscy weselą się, w ogólnym zamieszaniu do lady Engered i sir Cedrica podchodzi tajemniczy rycerz z tarczą bez herbu. Przynosi podziękowania od Królowej Leocji za udaremnienie przewrotu pałacowego w jej zamku i wręcza dary – dla lady pięknie wykonaną szkatułkę zawierającą trzy perły: czerwoną , niebieską i białą (o ile sir Cedric nie jest daltonistą), a dla rycerza tarczę drewnianą, niezwykle lekką i twardą, a przy tym kunsztownie wykonaną z herbowym dzikiem misternie wyrzeźbionym, a nie jak to jest zazwyczaj, namalowanym.

I to już niestety koniec tej przygody, choć będą przecież następne – na poszukiwanie których sir Cedric wyruszy już nie jako bezdomny najemnik, lecz dumny i zaufany drużynnik sir Gwerna of Barlow.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Pendragon, Pendragon - Kampania pierwsza ,

Comments are closed.