Los rycerza

Niestety choć przygoda była złożona ten opis będzie krótki, bowiem wciąż jestem pogrążony w żałobie po sir Cedricu i nie chce rozdrapywać świeżych ran…

Kolejna zima minęła (dla niejednego rycerza była to już ostatnia zima…chlip, chlip) i dzielna drużyna wyrusza oto swoim zwyczajem na spotkanie nowej przygody. Pewnego wieczora w lesie spotykają damę z orszakiem weselnym obozującą w ruinach starej rzymskiej wilii – przedstawi się jako lady Małgorzata. Jej mąż – sir Duncan – opuścił ją zaraz po ceremonii ślubnej pragnąc wypełnić rycerską przygodę – wyciągnąć z wrzątku pokutującego w nim rycerza i jeszcze nie wrócił.

Kompania mimo zapadłej już nocy rusza na poszukiwania sir Duncana – dojeżdża do kościółka w którym odbył się ślub (niestety mija go nie obejrzawszy bliżej, a szkoda) a wkrótce i do polanki na której oprócz wzmiankowanego rycerza pławiącego się we wrzątku jest jeszcze tajemnicza grota. Rycerza nie udaje się wyciągnąć ale lady Engered doczytuje się że może tego dokonać tylko potomek nieszczęśnika. Natomiast w grocie czai się lew broniący dostępu do wypływającej ze ściany krwi mającej uzdrawiającą moc.

W tym momencie na polanę przybywa tajemniczy rycerz i bez trudu wyciąga z wrzątku pokutnika. Jak się okazuje wybawionym jest sir Lanceor z Benwicku, zaś jego wybawcą nie kto inny tylko jego wnuk – sir Lancelot du Lac ! Legendarny pogromca rycerskich przygód wspaniałomyślnie odstępuje od rozwiązania zagadki groty z lwem pozostawiając ją naszym herosom i znika wraz z ocalonym dziadem.

Mile podbechtany zaufaniem jakie sir Lancelot pokłada w jego rycerskich umiejętnościach sir Cedric atakuje lwa chcąc odebrać mu panowanie nad źródełkiem. Sir Brion rusza mu w sukurs, a lady Engered z narażeniem życia próbuje podebrać nieco leczniczej krwi – ale w jaskini jest drugi lew i lady omal nie przypłaca życiem swej odwagi. Obaj rycerze czas jakiś zmagają się z lwami, ale dostają solidne cięgi, a lwy mają dostęp do leczniczego źródełka, więc w końcu dają spokój. Ranny sir Cedric bada doświadczalnie hipotezę sir Briona (lub lady Engered – nie dam głowy) że lwy nie atakują tych którzy przybywają by uleczyć rany – istotnie lwy zamiast go zagryźć pozwalają mu się wyleczyć. Wtedy sir Brion rzuca kolejną hipotezę – że może przygoda czeka w głębi pieczary. I rzeczywiście – wysłany eksperymentalnie sir Cedric odkrywa drzwi, do których klucz wskazuje mu jeden ze strzegących źródełka lwów.

Cała trójka zagłębia się w mroczny korytarz ciągnący się za drzwiami.
Idąc korytarzem znajdują księgę, której niestety nie udaje się przeczytać, a po kilku pacierzach polankę na środku której w małej świątynce spoczywa odwrócony do góry nogami spory kocioł. Rycerze odwracają go, a wtedy z kotła zaczyna płynąć strumień gulaszu – zdaniem sir Cedrica całkiem niezłego. Jednak rzeka nie przestaje płynąć, nawet mimo ponownego odwrócenia kotła, aż cała trójka nie napełnia gulaszem żołądków aż po brzegi. Najwyraźniej drużyna napotkała oto legendarny kocioł celtyckiego boga Dagdy. Wtedy jednak z obłoków zstępuje postać – czarownik Mordang (niech go piekło pochłonie !).

>>Tu przygód opisanie znajduje swój koniec kończy się bowiem piwo w piwniczce autora w którym topił on swój żal po utracie sir Cedrica…<<

>>Tu jednak przygód opisanie zostaje wznowione (po przerwie na zimowanie) na wniosek Mistrza i lady Engered, tedy przygodzie nadany zostanie podtytuł „w dwóch częściach”…<<

Jako się rzekło z obłoków zstępuje czarownik Mordang (niech go piekło pochłonie !) proponując dzielnej drużynie udział w rycerskiej przygodzie (o co łotr konkretnie prosił autor zapomniał w czasie przerwy na zimowanie). W zamian za pomoc czarownik obiecuje każdemu spełnić jedno życzenie. Sir Cedric od razu wpada na pomysł żeby nauczyć się od Mordanga tajemnej sztuki latania, który to pomysł – jak się za chwilę okaże – będzie jego najgorszym pomysłem.

Tymczasem rycerstwo żądne chwały rusza za czarnoksiężnikiem do czarodziejskiego Szmaragdowego Zamku (autor nie ręczy że zamek ten istotnie tak się nazywał, ale wszak niecny Mordang i tak mógł kłamać…). Lady ostrzega czując podstęp, ale niestety na nic się to zdaje. Niestety – bo istotnie kiedy tylko cała trójka przechodzi przez bramę ta zamyka się a zza niej dochodzi szyderczy rechot czarownika.

W tym momencie sir Cedric wygrywa konkurs na najgłupszego i najbardziej naiwnego rycerza. Kiedy bowiem wykrzykuje za oddalającym się Mordangiem że wszak ten obiecał nauczyć go latać (biedna zakuta pała nie pojęła widać z kim ma do czynienia) czarownik niespodziewanie wraca. „Za bardzo jesteś krzykliwy rycerzu. Okłamałem was, ale ciebie latać nauczę. Chwyć mnie za ramiona”. I Cedric chwyta czarownika za ramiona. Nie wpada mu do głowy żeby przyłożyć podstępnemu nieprzyjacielowi solidnie „z misia”, zamiast tego obserwuje z fascynacją jak wraz z Mordangiem wznosi się w górę, coraz wyżej i wyżej… A kiedy obaj są już wysoko, czarownik nagle zamienia się w kruka i odlatuje, a rycerz spada z wysoka i rozplaskuje się na brukowanym dziedzińcu Szmaragdowego Zamku.

No tak…. tu właściwie powinna zakończyć się dla sir Cedrica ta przygoda, ale jak to w krainach baśni i mitu bywa niespodzianie na dziedziniec wskakuje lew strzegący zaczarowanego źródełka niosąc w paszczy skrawek zakrwawionej materii. Czarodziejska krew leczy „rany” głupiego rycerza (taki Arturiański super-glue :)) i Cedric może raz jeszcze podjąć trud walki z podstępnym czarownikiem.

Dzięki pomysłowi lady Engered drużynie udaje się wydostać z zamku po prostu zwątpiwszy w jego prawdziwość. Wyrusza więc aby pomścić się na Mordangu, rozwikłać sprawę zaginionego sir Duncana i sprawić aby dusza lady Małgorzaty znalazła nareszcie ukojenie (z powodu przerwy na zimowanie autor nie pamięta niestety w którym momencie stało się jasne że lady wraz z całym orszakiem są duchami pomordowanych).

>>Ponieważ autor nie pamięta już co i kiedy drużyna uczyniła aby dowiedzieć się o tym i owym i rozwikłać ostatecznie całą sprawę ten fragment przygody traktować należy jako dość prawdopodobną rekonstrukcję zdarzeń (zobaczymy co Mistrz powie :))<<

Drużyna wizytuje pustelnika którego podejrzewa o bycie Mordangiem i daje mu lekki wycisk. Mimo niezbyt miłego początku znajomości dziadek okazuje prawdziwie chrześcijańską wyrozumiałość i opowiada historię lady Małgorzaty i sir Duncana.

Pokierowana przez pustelnika drużyna wizytuje nareszcie opuszczony kościółek w którym niegdyś lady Małgorzata i sir Duncan wzięli ślub. Potem on wyruszył wzywany przez rycerską przygodę o której doniósł mu czarownik Mordang, a ona wraz z resztą dworu padła ofiarą bandy Sasów (???).

Podejrzliwie traktując każdą napotkaną istotę żywą drużyna odnajduje w końcu Mordanga przemienionego w pastereczkę. Okazawszy mu litość (ścięcie mieczem zamiast stosu) dowiaduje się że Duncana pochował pustelnik w swoim ogródku a na jego grobie wyrosła jabłoń. Po połączeniu małżonków w jednej mogile ich dusze zaznają ukojenia.

Czarownik próbuje czarodziejskich sztuczek – po odrąbaniu głowy zostaje ona porwana przez jakiegoś człowieka. Uciekinier rąbnięty solidnie mieczem zamienia się w kupę liści i dopiero wtedy Mordang wydaje ostatnie tchnienie. Nie udało mu się jednak :).

Drużyna znajduje małą jabłonkę w obejściu dobrego pustelnika i o ile autor pamięta (po przerwie na zimowanie) prawie że mu dokłada, jako że dziadek nie chce pozwolić jej wykopać. W końcu anielsko cierpliwy staruszek przekonuje dzielne rycerstwo że grób Duncana jest przy starym kościele (???).

Tak czy owak drużyna zakopuje w końcu razem kości małżonków kojąc cierpienia ich rozdzielonych dusz.

No cóż – wszystko dobrze by się skończyło, ale jak się okazuje nawet w baśniach każdy ma tylko jedno życie. Kiedy drużyna odpoczywa przy ognisku pojawia się nieznajomy rycerz. Wyjaśnia że jest winien Mordangowi przysługę za pomoc, a zeszłej nocy czarownik ukazał mu się we śnie i kazał pomścić swoją śmierć. Do walki staje sir Cedric. Zabija przeciwnika, ale wcześniej otrzymuje ranę od kopii nieznajomego. Rana jątrzy się i mimo starań lady Engered pewnej zimowej nocy rycerz umiera bredząc w malignie. Tak to śmierć na chwilę oszukana powraca by zabrać co raz jej oddano.

Na koniec warto chyba wyjaśnić owe „fatalne zauroczenie” darem latania, które tak źle się skończyło dla biednego sir Cedrica. Otóż ojciec lady Engered obiecał wydać ją za mąż tylko za tego kto w pełnej zbroi wespnie się na stromy klif i przyniesie stamtąd… nie pamiętam już co. W każdym razie wielu próbowało, ale jak nietrudno się domyślić nikomu się ta sztuka nie udała. Kiedy więc nagle pojawiła się możliwość obejścia  woli złośliwego starucha, sir Cedric niewiele myśląc (zaiste „niewiele” to słowo nader akuratne…) zgodził się na warunki Mordanga… Co więcej – owa myśl tak go odurzyła że nawet w obliczu jawnej zdrady nie porzucił swojej wizji i jak baranek na rzeź prowadzony ufnie wyruszył z czarownikiem w swój pierwszy i ostatni lot… Hmmm – wyszło więc na koniec że sir Cedric był mimo całej swojej „włościańskiej chytrości” i zewnętrznego grubiaństwa był w głębi duszy romantykiem i marzycielem…

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Pendragon, Pendragon - Kampania pierwsza ,

Comments are closed.