Turniej w Tintagiel

Po kilku tygodniach wypoczynku w kasztelu sir Gumreta szlachetna grupa korzystając z zaproszenia sir Foravala zmierza na Wielki Turniej Św. Łukasza w Tintagiel. Po drodze natykają się na znak – boski Lleu, bóg-ptak objawia się w postaci potężnego orła wróżąc niechybnie sir Cedricowi powodzenie na turnieju… Niedługo potem ścigając tajemniczą damę muszą walczyć ze strzegącym mostka bezimiennym rycerzem (na honor) – tym razem sir Brion ląduje na ziemi a sir Cedric wyrównuje rachunki uwalniając tajemniczego rycerza z danej przysięgi (otóż i pierwszy sukces).

Ale oto docierają na turniej. W przedturniejowej gorączce każdy znajduje coś dla siebie – lady Engered musi użerać się z jakąś zazdrosną o jej urodę damą, sir Brion odnajduje się w graniu na lutni w duecie z sir Foravalem, a sir Cedric swoim zwyczajem zabija w pojedynku na miecze napotkanego rycerza – tym razem sir Caulasa of Sken. Do pojedynku doszło po tym jak sir Caulas oskarżył sir Cedrica o przymuszenie lady Engered do towarzyszenia sobie w zwiedzaniu obozu, co rzecz jasna było nieprawdą i pomyleniec poniósł zasłużoną karę (ale to kolejny sukces – wróżba Lleu sprawdza się…)

Dzień następny upływa na zapisywaniu się do walk turniejowych, wyborze stron i drużyn w wielkiej finałowej walce (melee). Obaj rycerze przystępują do drużyny sir Rotmanda z dworu króla Artura, walczącego po stronie gości. Sir Cedric zadziwia sam siebie (i innych również, a najbardziej sędziego) poręczając na prośbę lady Engered za zupełnie sobie nieznanego Czarnego Rycerza (oto jaka jest siła „słabej płci” – wystarczy że dama zezwoli oprowadzić się pod rękę po obozie i proszę…). A wieczorem wszyscy ochoczo bawią się na (darmowej) uczcie – jest mięsiwo, przednie wino, pieprzne żarty, ploteczki, psy liżące ręce i sporo innych atrakcji, jak np. występ duetu sir Foraval of Wellham (lira, śpiew) i sir Brion O’Rannon (lira), nagrodzony kilkoma oklaskami, czy taniec lady Engered z sir Cedricem, o dziwo nie zakończony pojedynkiem z jakimś ciężko podeptanym rycerzem… Wszyscy mają też okazję popróbować jakiejś szachopodobnej gry, choć bez większych sukcesów… Pod koniec sir Cedric o mało co nie zabija kolejnego rycerza walcząc – znowu z poduszczenia lady Engered – o honor jakiejś nieco frywolnej damy. Ale o sir Breunisie ta historia jeszcze co nieco opowie…

I w końcu nadchodzi pierwszy dzień turnieju – tego dnia rycerze ścierają się w honorowych pojedynkach na kopie wyłaniając spośród siebie najlepszych którzy w dniu drugim staną do walki o główną nagrodę. Cóż – sir Brionowi się nie szczęści, zostaje strącony z konia już w drugim pojedynku, ale i tak jest o niebo lepszy od sir Cedrica, który za niesportowe zaatakowanie konia zostaje wykluczony z walk i dodatkowo musi oddać świeżo zdobytego na sir Caulasie rumaka w zamian za ubitego wierzchowca przeciwnika (widocznie ten orzeł to jednak nie był Lleu…)

Przez drugi dzień turnieju rycerze leżą na przysłowiowych „bułach” i podziwiają zmagania innych o zwycięstwo w turnieju. Sir Cedric wiedziony „włościańską chytrością” i chęcią łatwego wzbogacenia się na poranionym podczas uczty sir Breunisie wyzywa go na pojedynek, a raczej jego dokończenie, jako że po pierwszym cięciu starcie przerwano. Napastowany rycerz jest jednak członkiem jakiegoś bractwa, czy stowarzyszenia Czerwonych Rycerzy i obiecuje zemstę tegoż bractwa – cóż jednak, słowo się rzekło, kobyłka u płota…

I w końcu nadchodzi wielki finał – melee ! Obie strony stają naprzeciw siebie i ruszają do boju. Nie miejsce tu na wyliczanie wszystkich walecznych czynów których dopuszczają się nasi herosi, jest jednak faktem że obaj biorą po dwóch jeńców (niestety skąpców którzy wolą przegrać niż wyskrobać skromny nawet okup !) i obaj zostają powaleni przez tego samego rycerza – sir Ereka w Zaczarowanym Płaszczu. Prócz tego sir Brion bohatersko ocala sir Cedrica przed niewolą czym zaskarbia sobie jego wdzięczność… W końcu bitwa dobiega końca, zwyciężają Goście (to my !).

Ale oto powracających z pola zwycięskich sirów otacza grupka sześciu rycerzy w czerwonych zbrojach – znajomy sir Breunis z kolegami… Zaczynają się wyzwiska i poszturchiwania, potem obelgi, w końcu dochodzi do pierwszego pojedynku – sir Cedric ze swym niezawodnym mieczem przeciw sir Breunisowi zbrojnemu w ciężki korbacz o dwóch kulach. I oto boski Lleu okazuje jednak swą łaskę, której nieco poskąpił podczas turniejowych pojedynków – po pierwszym zamachu kule korbacza „z charakterystycznym chrzęstem” trafiają w spore plecy sir Breunisa… Cedricowy miecz dopełnia reszty, ale nie dane jest zwycięzcy dobić z gracją pokonanego bo oto jakaś noga opiera się o jego kark… to kolejny Czerwony Rycerz – sir Perinis – tym razem sprawa idzie na kopie. Ale cień Wielkiego Ptaka wciąż chroni zarośnięty Cedricowy łeb – w drugim najeździe potężnym ciosem zwala przeciwnika na ziemię. W tym samym czasie sir Brion napastowany przez kolejnego łobuza kładzie go trupem, a w sukurs obu rycerzom idzie tajemniczy Czarny Rycerz (wezwany przez lady Engered o czym się jednak nie dowiedzieliśmy, czym należy tłumaczyć brak stosownego podziękowania). Widząc co się dzieje reszta Czerwonych Rycerzy umyka siejąc pogróżkami…

I to już koniec – czas na zimowanie, następna przygoda wiosną…

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Pendragon, Pendragon - Kampania pierwsza ,

Comments are closed.