Uzi – rozdzial II

Jak się można było spodziewać, Tremerowie nie podarowali księżnej swoich terenów i śmierci braci. Po miesiącu spokoju Jarosław donosi mi (po przyjacielsku :)) że do miasta przyjeżdżają mściciele. Konkretów nie zna (albo nie chce podać jak to Ventr) więc programowo go leję, chociaż niewielkie środki ostrożności nie zaszkodzą. Z ciekawszych rzeczy – zapoznaję dziewczynę która wie kim jestem, ponoć widuje mnie w snach, widzi moją przeszłość i przyszłość – jakaś kurde naćpana prorokini. Zabieram ją bo a nóż jakoś to się wiąże z tymi czarodziejami, poza tym ciekawi mnie. Jak już przychodzi do siebie robi się jeszcze ciekawiej – Diana ‘głosi’ że ona i ja będziemy zawsze razem, ja będę decydował, a ona będzie moimi oczami. Słabo ją kumam, ale coś w tym jest – po-nie-żyjemy, zobaczymy. Na wszelki wypadek karmię ją – nie opiera się, jest całkiem posłuszna, no ufa mi po prostu.

Ha – Jarosław miał rację, Tremerowie już tu są ! Jeden z nich łapie mnie z telefonu Krzysztofa – tego Pariasa który zamieszkał na dawnym terenie ich klanu. Henryk (ten Tremer) chce wiedzieć po czyjej stronie stanę w starciu, ja chcę wiedzieć więcej – umawiamy się na spotkanie jeden na jeden (+Krzysztof jako świadek Tremerów).

„Jak zwyciężą, wezwą Egzekutora żeby wyświetlił całą sprawę – już mi się kurwa nie podoba, a potem w mieście zostanie ich czworo – to dwa razy więcej niż teraz jest Ventrów ! No ale jak bym im pomógł dostanę część terenów po Ventrach i potomka – to już trochę lepiej. Ten burek Krzysztof ‘zaświadcza’ że Tremerowie zostali załatwieni przed ogłoszeniem łowów, co mi się właściwie zgadza, ale swoją drogą to chyba mu już nieźle we łbie namieszali bo bredzi coś o ‘braciach Tremere’. A może by tak od ręki załatwić tego Henryka i Krzysztofa – nie jednak nie – skrupuły ? A może podskórne ostrzeżenie, ostrożność – on się raczej na to przygotował, poza tym może to co gada nie jest takie złe – nie byłoby świadków ‘zejścia’ ś.p. Michała ? Ale z drugiej strony ten Egzekutor, podobno czyta w duszach, będzie wiedział co było grane… No nic – chyba wszystko już powiedziane, źle czy dobrze – nie spróbuje ich teraz rozwalić, najpierw sprawdzę co ma do powiedzenia druga strona.”

Dzwonię do Anny i wypytuję – obiecuje część terenu Tremerów i następnego potomka – podobnie jak Henryk. Plusem jest to że Annę i Jarosława znam, a Tremerów nie, minusem że prawdopodobnie Tremerowie są silniejsi. Ale co tam – Diana wróży że wygra strona do której ja przystąpię. Postanawiam grać po stronie Anny ale nie za ostro żeby nie stać się celem numer jeden dla czarodzieji. Smyku rzuca żeby za jednym zamachem pozbyć się jednych i drugich, może coś w tym jest. Ta Diana coraz bardziej mi się podoba – może dlatego że już mi palma odbija od tego primogeństwa, a może to coś więcej – jakieś przeznaczenie, albo
co ?

Samuel jest niesamowity – korzystając z pomocy Jarosława wyciąga od trupów zabitych na terenie Tremerów informacje jak wyglądali zabójcy (dwie kobiety – ruda i blondyna, obie starsze) i gdzie zabijali. Muszę kiedyś zobaczyć jak on to robi ! Każę za dnia przeszukać ludziom (Samuel też) podejrzany teren ale niczego nie znajdują.
Następna noc – Henryk chce mnie sprawdzić – napuszcza mnie na Annę, podaje dokładny adres. Anna dzwoni chwilę później – ten sam adres – ostrzegam ją, próbuję grać głupka przed Tremerami, potem żałuję, można było zacząć od Anny, a Tremerów przywabić i załatwić (a jakby się nie udało idioto ?!) W każdym razie stało się, Henryk czuje że jednak go ładuję, przed odłożeniem słuchawki rzuca mi “do zobaczenia w dzień”. No jak oni umieją działać w dzień to kurna jest pięknie ! Spotkanie wyjaśniające z Anną – księżna ma świetny plan: ona się kryje a my rozwalamy Tremerów ! No genialne ! Na pociechę (żer ?) rzuca nam Jarosława…

Samuel jeszcze raz próbuje wyciągnąć coś z trupów w kostnicy – jednak nic nowego. Tym razem chcę zobaczyć jak to robi ale Grzała dzwoni mi że Diana wzięła jakieś świństwo i chyba wyciągnie nogi.

„Kurwa – sam nie wiem dlaczego ale ta mała sporo zaczęła dla mnie znaczyć i to przez dwie nocki, no nie mogę pozwolić żeby tak sobie zgasła… Tyle mi opowiadała, coś o niej i mnie, o próbach, przeznaczeniu, przyszłości – no jak ma być coś z tego to przecież nie może tak sobie się przekręcić. Chyba że to jakaś zwykła wariatka i ćpunka… jakoś nie chce mi się tego sprawdzać… ‘Będzie co ty postanowisz’ – tak mówiła – to może to już się zaczyna – może to jest szansa… czy przeznaczenie, chuj wie – ale nie dam jej zdechnąć w rzygach i na chaju. Więc… albo lekarz, ale może nie dać rady, albo… Księżne to mam w dupie, ale jak ona to zniesie, czy jej się coś nie poprzestawia, nie zdziczy się, a jak wszystko spierdolę ? Może właśnie to jest decyzja ?
A raz kozie śmierć ! ‘Grzała – kibel z wodą’ Trochę ją muszę ochlapać – żeby choć tych rzygów nie było – kurwa – zero romantyzmu, gdzie to przeżycie ? Tu idzie tylko o nią. Aha – jeszcze jakiś frajer, jak przecknie będzie głodna – kurwa żeby wytrzymała, żeby się nie zmieniła, żeby była jak wcześniej… to już nie będzie to, ale…”

(Odegrałem to beznadziejnie, więc nie będę rozdymał faktów – i tak już dość podkolorowałem powyżej – ale miałem słaby dzień i był dopiero początek sesji, więc się nie zdążyłem rozgrzać – sorry wszystkich) Przemieniam Dianę – budzi się, całkiem świadoma, spokojna, twierdzi że wiedziała od początku, że tak miało być. Jestem w szoku (no kurde znowu tego nie zagrałem), ale nie ma za bardzo czasu – biorę ją na kryjówkę – inną niż wczoraj bo jak Henryk nie blefował….

Następna noc. Zgarnęli dwóch moich ludzi – pilnowali kryjówki w której spaliśmy poprzedniego dnia. Jak oni to robią ?!? A ze mnie gówniarz i łajza ! Jak na tremerskie życzenie jadę osobiście z moją świeżo przemienioną córka na miejsce zbrodni i paraduję jak jakaś Naomi Campbell na wybiegu przed tymi skur..lami. Na szczęście (podobno głupi ma zawsze szczęście J) Tremerowie jeszcze nie chcą nas likwidować – liczą że jak nas trochę postraszą to zmiękniemy i przyłączymy się do nich. Nawet mam ochotę – ta cholerna księżna ani myśli czynnie nam pomóc. Sytuacja jak sprzed miesiąca – wtedy też William siedział i nic nie robił – no i się doczekał. Oby tym razem było podobnie – Jarosław byłby lepszym księciem – z zapałem bierze się do sprawdzania broni z której zabito moich kumpli. Ale wcześniej jeszcze nieoceniony Samuel kontaktuje się z nimi (tym razem go podpatruję, ale nic specjalnego nie widzę) i zbiera trochę faktów – strzelali ghoule.

Trzeba coś wymyślić bo jeszcze noc-dwie i będzie po mnie… Diana podsuwa mi myśl że pewnie są przecieki pomiędzy moimi ludźmi. No jasne – kretyn ze mnie. Kumple, kumple, ale to przecież ludzie. Taki Henryk pewnie potrafi przeczytać takiego jak książkę z obrazkami, a każdy z nich wie prawie wszystko: gdzie jadę, co robię, gdzie spędzam dzień… No ale to też ma swoje plusy. Po pierwsze – skoro nas teraz obserwują to zrobimy pułapkę – w jakichś ruinach zbierzemy ludzi i poczekamy – może jakiś ogar idący po śladach wpadnie w te sidła… Po drugie – jeśli są przecieki to zrobimy pułapkę za dnia – Grzała ogłosi że będę z Dianą w tej kryjówce co poprzedniej nocy, potem po cichu każe strażnikom (muszą być zaufani) opuścić budę i tylko obserwować z zewnątrz, a jakby przyjechali tremerscy ghoule dzwonić po resztę i gliny. Pułapka w ruinach nie wypala – załatwiam tylko jakąś babkę – człowieka, Samuel nie potrafi wyciągnąć z niej nic konkretnego, to musiała być jakaś kukiełka wysłana na próbę, albo wabia. W minorowych nastrojach udajemy się na spoczynek – Diana ze mną, oczywiście w nowe miejsce…

No i kolejny wieczór budzi mnie z letargu. Robert – mój syn – nie odpowiada. Dostali go !!!

„Teraz to mnie wkurwiliście gnoje !!! ‘Nie chcemy wojny’ – a gówno !!! Nie trzeba było tykać mojego syna. Za to was upiekę, oddam wasze truchła Samuelowi – niech was wpierdoli do tego swojego pieca na ofiarę szatanowi – kurwa – niech was tylko złapię…”

No i moje prośby zostają wysłuchane. Pułapka na ghouli zadziałała – siedzą w areszcie na komendzie. Natychmiast zbieram ekipę – Smyku z kilkoma swoimi ludźmi, ja z Dianą, Grzała i trzech innych z bliskiej ochrony, no i Jarosław – przyjeżdża z jakimś gliną, myślałem najpierw że to jego ghoul, ale on mu się tłumaczył, więc chyba facet nic o nas nie wie. Zastawiamy pułapkę przed komisariatem:

„‘Wyczuwam węzeł, to się stanie tutaj, zaraz’ – Diana ma widzenie. No i dobrze – ten merc to pewnie ich – no nie mogło być lepiej, wchodzimy… Moje zimne ciało napina się i pręży pod ubraniem, strumyczki Krwi wypełniają martwe żyły, czuję chyba ciepło, zawsze tak jest kiedy wzywam moc esencji… Jarosław tłumaczy cierpliwie temu glinie że jestem tajnym agentem, tamten chyba wierzy, nieważne, coś się zgęszcza, Diana coś mówi, jestem gotów, drzwi się otwierają – to on !!! Skaczę – kołek w serce, wpadam jak torpeda w tych ghouli, jeden jeszcze stoi, walę jego łbem o ścianę. Gliny – szok, muszę wyglądać dla nich jak rozmazany cień, Henryk leży zakołkowany (no i jak się teraz czujesz skurwysynu – zapłacę ci za Roberta gnido), dwóch ghouli ogłuszam, wszyscy inni już mają spluwy – będzie coś jeszcze czy nie…? Jarosław zaczyna mącić po ventrowskiemu – ale się biedak napracuje… gliny coś cichną, ja też się uciszam, już po wszystkim, mamy ich.”

Hmmm – akcja w stylu Rambo, Henryk w rosnącej kałuży krwi z sercem przebitym kołkiem, jeden z ghouli z łbem rozbitym o ścianę, dwaj pozostali nieprzytomni. Wszystko w przedsionku komendy – świadkowie tj. znajomy oficer Jarosława i dyżurny mają naturalne wątpliwości (:)), na moment robi się nieciekawie bo Jarosław jest coś mało przekonujący, ale w końcu załatwia wszystko po swojemu – opuszczamy komendę, unosząc zdobycze i wahającego się oficera, dyżurny zostaje żeby posprzątać, święcie przekonany że był świadkiem super-tajnej akcji z udziałem wojskowych służb specjalnych…

Przeglądając komórkę Henryka trafiam na numer do reszty Tremerów – chce wymienić Henryka na Roberta – cały czas się łudzę że on jeszcze jest… Ale Diana pozbawia mnie wątpliwości – linia Roberta już wygasła, jego już nie ma, tamte chcą nas wykończyć. Staje na tym żeby je zwodzić i znaleźć korzystając z tego że będą zajęci polowaniem na nas – Jarosław “wypytuje” jednego ze złapanych ghouli i wiemy już gdzie mają miejsce spotkań ze swoimi panami (teraz już tylko paniami…). Może już uznały je za spalone, ale może nie – no i może złapiemy tam jakiś ślad. A Henryk ? Hmmm – podobno krew Tremerów jest zatruta, ale Jarosław decyduje się zaryzykować… ależ jest napalony, ale rozumiem to… nie ma dla wampira większej rozkoszy niż Krew innego krewnego… i to starszego krewnego… No nic – zobaczymy – jak zejdzie to się potwierdzi, a jak nic mu nie będzie to się może przydać na przyszłość.

„Pije, czuję narastające pragnienie patrząc na to, dobrze że się nasyciłem tym drugim ghoulem, wytrzymam bez problemu, kończy, tamten rozpada się w proch, czuję mściwą satysfakcję – to za Roberta… Jarosławowi chyba nic nie jest – czyli chyba plotka, ale jeszcze zobaczymy. A teraz dalej – wykończmy te baby…”

O dziwo (MG chyba uznał że czas kończyć, he he) kontaktowe mieszkanie jest żywe – śledzimy obie czarownice i Krzysztofa do ich legowiska w jakiejś kotłowni – ale świt już blisko, do jutra zatem moje panie… Obstawiamy kotłownię czujkami – ja swoimi, Jarosław swoimi, Annę odstawiamy na bok w milczącej zgodzie. Następnej nocy czujki śledzą tamtych – znów jadą do tego “spalonego” lokalu – finał już blisko. Akcja podobna do poprzedniej – wpadamy ze Smykiem do środka, wampirzyce zakołkowane, ghoule bez głów, Krzysztof też. I po Tremerach. A teraz następny punkt programu:

„‚Chyba czas wezwać księżną, może już się nie ukrywać i zgarnąć łupy… nasze łupy’ – ciekawe co na to Jarosław, jeśli jest godnym synem swej matki to może się skusi. Jest ostrożny, ani tak ani siak, próbuję ostrzej: “Ty się bardziej nadajesz na księcia, nie chowasz dupy w krzaki, tylko dbasz o swoje miasto”. Pomalutku zaczyna się łamać – to widać ! Jeszcze parę półsłówek i będzie mój. No Jarosławie dalej ! “To się tak nie skończy – Tremerowie nie odpuszczą póki Anna żyje, znowu przyjadą i znowu trzeba będzie nadstawiać dupy za księżną… jakby tak udało im się ją załatwić zanim my załatwimy ich… Mieliby swoją zemstę a my mielibyśmy spokój…” Teraz to poszedłem na całość – no i kurwa ok ! On też o tym myślał,  nareszcie ! Do piachu z jędzą !”

No i mamy zamach stanu. Anna przyjeżdża na wezwanie – ufa nam. Szybki kołek ‘made by Uzi’ i jest nowy książe. Lokal czyścimy, Jarosław zbiera rodzinkę, ogłasza koniec akcji – dostaję tereny Samedi i prawo do dwóch potomków na te tereny, Dianę na teren Roberta, więc teraz w mieście będzie pięciu Brujah, czterech Ventrue, trzech Toreadorów i samotny Nosferatu… nieźle jak na jednorocznego wampira (:)).

„Tak mi jakoś kurwa dziwnie po tym jak załatwiliśmy Annę – no bo to było właściwie pierwszy raz tak na zimno, jak jakiś Ventrue… No i śmierć dla wampira to pewnie coś innego niż dla śmiertelnika, tu już pewnie nie ma światła i spokoju, chociaż może, kto wie… Ale co tam się będę kurwa łamał – lajf is brutal, a jak kto się bawi granatem to się musi liczyć że mu łapy urwie… Kombinowała, kręciła no i wykręciła. Dość już tego sumienia – to dobre dla ludzi, ja jestem w końcu kurwa potworem, no nie ?”

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
VtM: Seria II, Wampir: Maskarada ,

Comments are closed.