Uzi

Jedna z moich bardziej udanych i żywych (o ironio ! :) postaci. Po pierwszej mojej postaci w Wampirze – dość mdlym Tremerze, który rozpoczął swoje nie-życie oberwaniem w zęby od jakiegoś osiłka podczas pierwszego polowania – miałem raczej dość czlowieczeństwa i postanowiłem poszaleć. I udało się.


Trochę historii:

…Do gangu przyjęli mnie w moje 12 urodziny, no i to było coś – w kupie nareszcie byliśmy coś warci, czuliśmy się siłą i prawem. Gang stał się dla mnie drugim a po śmierci mamy pierwszym domem – tu byli kumple którzy mi imponowali, był honor, odwaga i siła, tu znałem swoje miejsce i mogłem się starać o lepsze.

…Po podstawówce mama chciała żebym sobie znalazł jakiś zawód no więc poszedłem się uczyć na ślusarza, ale jak rok później zmarła rzuciłem tym. Uciekałem przed opieką społeczną do znajomych dziewczyn i kumpli, a jak się nie dało to nawet do slumsów, tak że doczekałem do osiemnastki na wolności i w końcu musieli się odpierdolić.

…Kapela to taka pralnia – mogę wyrzucić to co mnie boli, czego nie rozumiem i co wreszcie zrozumiałem. Różni ludzie przychodzą na koncerty – jedni słuchają bo mają takie same myśli, inni skaczą żeby zapomnieć i się odgiąc, inni dają komuś w mordę też żeby się odgiąć. A skąd ja mam wiedzieć kto ma rację ?

…Jak zgarnęli starszyznę po tej wpadce w melinie w gangu stałem się drugi po Sieku który zrobił się wtenczas szefem. Byłem niezły na piąchy i noże no i mogłem zrobić każde auto w parę minut – najlepsze laski na mnie leciały, młodzi patrzyli jak w na jakiegoś Schwarzenegera – było super !!!

…Jak miałem 19 lat rozwaliłem człowieka. Poszliśmy we trzech z młodymi: Grzałą i Skunksem w miasto no i zachciało nam się parę złotych na piwo i bilard. Wybraliśmy zwykłego frajera, na oko całkiem nieszkodliwego, był lekko łysawy i w grubych okularach ale nie doceniliśmy go – tylko Skunks zaczął mowę facet wyciągnął spluwę… Zanim zdążyliśmy się ruszyć huknął strzał i Skunks – gówniarz miał dopiero 15 lat – zwalił się na ziemię. Facet roześmiał się okrutnie – pamiętam jak dziś – a potem zaczął gadać że nas wszystkich powystrzela, robactwo i śmieci, podniecał się coraz bardziej i wodził czarnym wylotem lufy od jednego do drugiego jakby nie wiedział kogo zabić pierwszego. Zmoczyłem się i nie mogłem zrobić ruchu – jakbym był królikiem naprzeciw węża, aż w końcu facet wybrał – skierował wolno spluwę na mniejszego Grzałę – i wtedy mnie ruszyło. Skoczyłem do przodu chociaż nie wiedziałem w ogóle że to robię, jakby ktoś inny wystrzelił mnie w tego bydlaka, ale ledwo wbiłem nóż – jakby diabeł we mnie wstąpił – pamiętam tylko że ktoś mnie odciągnął, w oczach miałem czerwoną mgłę, a na chodniku leżał ciemny cień i jakaś baba głośno wrzeszczała.

Po tym wszystkim przeleżałem miesiąc u Moniki – okazało się że dostałem kulkę, na szczęście przeszła pod płucem i wyszła tyłem, ale to nic – gorzej się działo w mojej głowie. Zginął mój kumpel – chociaż wcześniej ledwie go znałem teraz był mi prawie jak brat, do tego jeszcze prawie dziecko, a przecież to ja byłem najstarszy, byłem odpowiedzialny… No i zabiłem człowieka – bydlaka mówiłem sobie, sadystę, mordercę dzieci, ale jednak to ja go zabiłem. Nie pamiętam jak zginął – w szale oczy mi zaćmiło, ale w mojej głowie to było i śniło mi się nocami i w gorączce. To były najgorsze dwa tygodnie w moim życiu…

Ale Grzała przeżył, zrobił ze mnie bohatera przed wszystkimi i kiedy wybieraliśmy szefa nie było drugiego kandydata – zdawało mi się że o wszystkim zapomnę i znowu będzie dobrze, ale to już nie tak…

… Jak mnie rzuciła to się wszystko zawaliło. Chyba wtenczas zacząłem trochę myśleć co ja robię w tym życiu i po co to wszystko, jak ten świat się kręci. No i do dzisiaj nie wymyśliłem, w międzyczasie przeszło mi i znowu byłem sobą, tylko trochę mądrzejszym… no tak mi się przynajmniej zdawało.

…Fakt że szkół nie mam bo musiałem iść do roboty, żeby pomóc mamie nas utrzymać. Ledwo zrobiłem tego ślusarza, chociaż w sumie długo nie porobiłem. No ale czytać umiem, widzę co widzę i kombinuję, tak że głupi nie jestem. Wiem o co w tym wszystkim chodzi. To co gadają ludziom w telewizji to jedno, to co robią to drugie, władza i tak zawsze jest w rękach silniejszego, którego gówno obchodzi co je i gdzie mieszka reszta. Słabszy musi być albo sprytniejszy, albo bardziej bezwzględny, jeśli chce jakoś żyć i nie dać się wziąć na smycz.

Po przemianie:

…Bolało mnie jak skurwysyn, ale jeszcze gorszy był strach, nie wiadomo przed czym, strach poniżej myśli, tak nisko że wylatywał z żołądka kiszkami. A jeszcze gorszy był żal… żal że to nie koniec, że trzeba dalej i trudniej, że coś mi zabrali , czego nie da się już odzyskać. Taki żal czułem jako małe niemowlę, kiedy pierwszy raz zobaczyłem świat i zapomniałem o nim aż do tej chwili… I teraz czasem wieczorem kiedy wracam z letargu do tego dziwnego stanu nie-życia mam ulotne wrażenie że to znowu czuję… Ale potem przyszedł głód i znowu strach, potem nienawiść aż moje myśli zakręciły się jak w betoniarce i zmieszały, i już nic nie wiedziałem, tylko czułem, ale co nie wiem, bo te uczucia były nowe i nieznane, choć słyszałem w nich krzyk zabijanego człowieka i ryk rodzącego się potwora… To ja. Teraz jest już inaczej – wrosłem w nową skórę – co robić, nie ja zdecydowałem czy się rodzić, nie ja czy umierać. Przyjdzie czas to wypłacę im równo, ale póki co za słaby jestem, tak że – cicho sza…

…Teraz jest już lepiej, znowu jestem sobą, chociaż innym niż kiedyś. Poluję przeważnie na fajne laski, jakoś tak mi zostało, że wolę to robić z kobietami, ale staram się nie robić im krzywdy – nigdy babki nie uderzyłem, to i teraz nie będę gorszy (naprawdę…???). Ale jak mnie ruszy chandra to idę do centrum, albo jeszcze lepiej na Brynów, Panewniki, czy Piotrowice na domki, gdzie mieszkają same szychy, z tych co to ‘biorą odpowiedzialność za losy całego społeczeństwa’ i mają z tego bajeczną kasę. Tam się zaczajam na wybranego chujka i wtedy naprawdę poluję: spuszczam Bestię ze smyczy i biegnę za uciekającą, przerażoną do szpiku kości zwierzyną, aż dopadnę i wbiję zęby w krtań. Wtedy zawsze zabijam – niech ma, na co zasłużył.

Znajomi:

Swita:

Grzała: kiedyś uratowałem mu życie, chłopak się przywiązał i stał się moim najpewniejszym kumplem, tyle że zawsze szedł krok za mną, coś jakby cień, albo sługa. To był mój pierwszy ghoul, bo był pewny i wierny już za mojego życia, a teraz dzięki mocy Krwi jest oddany jak pies. Teraz ma 20 lat, pracuje jako mechanik samochodowy w warsztacie ojca – gang nigdy nie zastępował mu domu – ma dwóch braci i siostrę, no i rodziców. Nigdy nie kapował o co w tym wszystkim chodzi, nigdy też nie pytał – człowiek czy wampir – zawsze byłem jego wzorem i autorytetem, dlatego jest taki bardzo cenny. Zna nieźle karate i ma znajomości u różnych mechaników, nawet takich co majstrują przy spluwach. O politykach i innych szmatach myśli to co ja, rozumiemy się w pół słowa… taki jakby przyjaciel, jeśli ja wogóle mam przyjaciół – coraz częściej myślę tylko co umieją i co mogą zrobć – jak o narzędziach…

Samael: facet ma świra – bredzi o służbie siłom ciemności, wzywaniu demonów, itp. Chyba jestem dla niego wcieleniem tych wymarzonych sił ciemności – nie zwraca się do mnie inaczej jak ‘Panie’, pochylając głowę i składając ręce w krzyż. W gangu zawsze był z boku, z podkrążonymi oczami, chyba nikt nie wiedział jak się naprawdę nazywa. Przyczepił się do nas bo sam był zerem którego nawet chłopaki z jego kamienicy kopali bo do niczego nie pasował. A myśmy go przygarnęli tak że przynajmniej od nikogo nie brał w morde, bo ja lubię takie orginały co się nie poddają hołocie. No i jak… to wszystko mi się przytrafiło… i jak potem przyszedłem trochę do siebie i wróciłem to on od razu wiedział co ze mnie za jeden. Ale się skurczybyk nie bał tylko poprosił żeby jego też zrobić wampirem, bo coś tam, coś tam… No i zrobiłem go swoim ghoulem, chyba mu się podoba, nigdy nie pyta dlaczego, po prostu ‘Pan’ i wszystko. Jest fenomenalnym nożownikiem, wie sporo o wampirach i innych rzeczach nie z tej ziemi, kto wie może więcej niż ja…

Trzoda:

Renata: młoda żona starego ważniaka – pierwszy raz zobaczyłem ją jak chciałem zapolować na jakiegoś gnoja pod nocnym klubem. Wyszła wtedy z tym pajacem i była tak żywa, witalna i spragniona wrażeń że wręcz czułem jak mnie podświadomie szuka wzrokiem, chociaż byłem ukryty w ciemnościach nocy. Wiedziałem wtedy że muszę ją mieć – poszedłem za nimi i kiedy stary zachrapał wdrapałem się do sypialni… Nawet nie wyglądała na zdziwioną – jakby wiedziała że przyjdę, jakby czekała… Kiedy mam ochotę przypomnieć sobie czym jest kobieta zawsze idę do niej – stary padalec zasypia wtedy po silnej dawce prochów a my pogrążamy się w rozkoszy.

Monika: jedna z moich starych lasek – w gangu nazywali ją Szpila – jest twarda i silna, faceci miękną przy niej i tracą rozpęd. Ja też nie dałem jej rady – kurwa była silniejsza ode mnie, jedno słowo zamieniało mnie w kawałek plasteliny… Ale teraz – teraz nadszedł czas zemsty – nie słyszę jej głosu kiedy ogarnia mnie Głód, czuję jej napięte tętnice – bo ona to lubi, tego chce, pragnie faceta który będzie silniejszy, który ją złamie… Dlatego zawsze otwiera drzwi kiedy przychodzę, odprawia znajomych i zawsze klnie i płacze w samotności kiedy już skończę i pijany jej słodką krwią odchodzę w noc…

Marzena: moja ostatnia laska, bo teraz to już sam nie wiem jak to nazwać… Jest taka… współczująca, zawsze była – jak mama – mało mówi, ale zawsze słucha i zawsze potrafi zrozumieć o co mi chodzi, jak mi źle i co zrobić żeby było lepiej. Teraz też tak jest – najpierw chyba się trochę przestraszyła bo mówiła jeszcze mniej niż zwykle tylko patrzyła… ale teraz już rozumie, wie czego od niej chce i wiem że zrobi wszystko żeby mi pomóc, czego bym nie potrzebował.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
VtM: Seria II, Wampir: Maskarada ,

Comments are closed.