Uzi – rozdział I

Narracja jest w pierwszej osobie, ale rozdzielona – fragmenty opisowe są ugrzecznione i z perspektywy, a akcje pisane „na żywo” i gęsto naszpikowane wulgaryzmami, jak na gangstera z ulicy przystało. Tak że nieletni – fragmentów w cudzysłowach nie czytajcie ! (:)


Mój ghoul Samael – niespełniony satanista donosi mi że w rockotece ’Armageddon’ bramkarz zaproponował mu udział w kulcie Szatana i że jest tam ktoś o wielkiej mocy. Postanowiłem zbadać sprawę i przekonać się czy to aby nie ktoś z ‘braci’:

„…Samael był nieźle nakręcony, ciągle tylko ‘Moc, sam Rogaty tam się objawia, moje spełnienie’ i takie rzeczy. Kurde – może się wreszcie spasował, ale coś za nagle i za bardzo. No bo jak ten facet ma ‘moc’ to chyba ja wiem co to może być za gościu… A jak on wie że Samael jest mój i że ja też mam ‘moc’ to czy aby ten cwaniak nie chce do mojej dupy się dossać… Sam to sprawdzę – jak się okaże że to jeden z naszych to zrobię młyn, a jak jakiś obcy to młyn się sam zrobi.”

‘Wizyta’ w ‘Armageddonie’ przekonała mnie że Samuel Tancerz (właściciel lokalu i guru satanistycznej sekty) jest tylko człowiekiem, chociaż niezwykłym – nawet w dotyku był chłodny, jego puls był ledwo wyczuwalny, chociaż krew miała smak ludzkiej. Decyduję że Samael może uczestniczyć w kulcie jeśli chce, będzie mi kablował co się tam dzieje (dla pewności przydzielam mu laskę – wtyczkę) i zaznajomi mnie z tym Tancerzem – gość potrafi rzeczywiście dziwne rzeczy – w końcu wiedział że to ja sprzątnąłem jednego z jego ochroniarzy i wiedział jak zginął, wiedział też kim ja jestem ! Samael twierdzi że to dzięki mocy Szatana. Zastanawiam się czy aby samemu nie przystąpić do tego kultu, jeśli Szatan rzeczywiście patronuje buntowi przeciw niesprawiedliwości, obłudzie i wyzyskowi.

W międzyczasie zaczynają się w mieście dziwne rzeczy – naprzemienne psychopatyczne mordy dokonane przez zwykłych ludzi i cudowne ozdrowienia połączone z objawieniami Chrystusa. Odwiedza mnie syn córki księcia Wilhelma Anny – Jarosław, szukając informacji na ten temat. Niestety nic nie wiem więc odjeżdża z kwitkiem. Następnej nocy jest spotkanie u księcia – zaleca się czujność i tyle.

Włóczę się z nudów na nawiedzonym przez ‘Chrystusa’ placu, ale trudno mi usiedzieć na miejscu, więc przegapiam najciekawsze: masowe szaleństwo, próby mordów i zabójstwo Sebastiana – jednego z Torreadorów przez ‘stwory z cienia’ tajemniczego napastnika. Następnej nocy oczywiście spotkanie u księcia. Sytuacja poważna – Tremerowie żądają wezwania Egzekutora – inaczej grożą wyjechaniem z miasta, ale ich wniosek upada. Książe organizuje ‘pospolite ruszenie’, do którego zgłaszam akces. Stary Nosferatu – Skarbnik wtrąca że to na pewno niejaki ‘Mikel’ walczy z ‘Cyklopem’ jak sto lat temu. Wszyscy go ignorują ale ja postanawiam dowiedzieć się szczegółów. Okazuje się że jakieś sto lat temu miasto przeżyło najazd Sabatu – niejaki ‘Mikel’ (Michał) – Malkiavianian – sam zabił dwa wampiry sekty i został wybrany księciem. Jednak zwycięstwo i towarzyszący mu diabolizm zmieniły jego umysł – stał się zły. Do miasta przybył jakiś inny wampir – ‘Cyklop’ i między nim a księciem doszło do walki. Obaj walczący zaginęli w tajemniczych okolicznościach a księciem został obecnie panujący Wilhelm.

Po powrocie okazało się że Samuel Tancerz – ten z ‘Armageddonu’ – widział zabójcę i dał mi o tym znać przez Samaela. Jadę do knajpy pogadać z Tancerzem, ale facio nie chce mnie widzieć osobiście, tylko za pośrednictwem Samaela. No to już jest przesada, żeby jakiś człeczyna choćby nie wiem jak tajemniczy na moim terenie próbował mi dyktować warunki – nieco się wkurzam i idę na górę rozmówić się z nim na serio. Ale oto jego bramkarze i barman wyciągają spluwy ! Wyrywam zza kurtki Uzika, łapię za szmaty tego z którym rozmawiam i zasłaniając się nim jak tarczą biegnę na górę do pokoju Tancerza. Z tyłu moi ludzie próbują nożami walczyć z pistoletami tamtych…

„Zabić skurwysynów !!! Bestia ryczy we mnie radośnie, wpadam na schody, tamci na galerii chyba strzelają, rozwalam ich po kolei seriami, wpadam do pokoju – gdzie ten skurwiel – nie ma ! Są drzwi, kurwa nie uciekniesz ! W dół schodkami, jakiś wieprz wpada mi pod lufę: ‘gdzie twój szef !?! –  liczę do trzech’ milczy chuj, łeb mu się rozpada na kawałki, wszystko we krwi i resztkach – bestia w euforii- to Ja ! Otwarte drzwi na ulicę, słychać gliny, z lewej wejście do knajpy, słyszę strzały, wpadam, seria w plecy dwóch przy drzwiach, barman pruje do moich za stołkami – leżą, kurwa – rozpierdolę cię skurwysynu, seria i nie ma chuja, mielony mózg na barze – obiad podano – kurwa ! Syreny coraz bliżej, nie ma czasu, wypadam w noc, na motor i gazu !”

Po takim przyjęciu w lokalu nie ma się co dziwić że temat stał się dla mnie priorytetowy:

„… Kurwa jak złapię to ze skóry chuja obedrę. Muszę najpierw podlizać się Ventrom, może któryś przeżył i da radę wyciągnąć go z pudła. A lokal to mu kurwa rozpierdolę, nie ma kurwa życia w tym mieście…. zresztą pewnie już spierdolił… Chłopaki na czaty i poczekamy…
Proszę Annę o pomoc w wyciągnięciu ew. pozostałych przy życiu kumpli z więzienia, zgadza się, jestem naprawdę wdzięczny. Swoimi obstawiam lokal Samuela i jego samego, każę im zmienić uczesanie i ubiór, słowem akcja na całego. Zuchwalec jednak ani myśli wyjeżdżać z miasta – melinuje się w swoim lokalu, który jest cały czas strzeżony przez policję. Furia powoli mi mija, postanawiam czekać tym bardziej że tajemnicze manifestacje nasilają się i wszyscy siusialiby w portki gdyby tylko mogli siusiać…”

Następnej nocy wybieram się na mały placyk gdzie poprzedniej nocy objawił się tajemniczy uzdrowiciel. Przeczucie mnie nie zawodzi – tym razem atakuje ten drugi. Rozwalam z Uzika jednego cienia na próbę, ale muszę uciekać przed policją. Wracam z Anną i resztą która czaiła się bezskutecznie na większym placu – miejscu poprzednich uzdrowień i szaleństw. Jeden z gliniarzy strzela do mnie – jest kierowany przez tamtego – znak że mnie zapamiętał. O k… ! Dzwoni do mnie telefon – Samuel Tancerz ! Proponuje ugodę i współpracę – on mi pomaga, ja daje mu spokój. Zgadzam się (choć nie pamiętam dlaczego).

Na kolejnym spotkaniu okazuje się że ten tajemniczy ludobójca to rzeczywiście wampir i do tego ten Michał o którym mówił mi Skarbnik. Co lepsze – Tremerowie prawdopodobnie wiedzieli o tym od początku. Podobno Michał jest kainitą 5 pokolenia ! W tej sytuacji większość popiera wniosek wezwania Egzekutora – Tremerowie warunkowo zostają. Oczywiście dyżury na placykach aktualne. Kluje mi się szalony plan: Samuel wyczuwa tego Michała, śledzimy go i lokalizujemy jego kryjówkę, w dzień moi ludzie przychodzą z kołkiem i ‘zabezpieczają obiekt’, następnej nocy przychodzę ja i jestem wampirem 5 pokolenia ! Niestety (na szczęście) do realizacji tego śmiałego posunięcia nie dochodzi  – Samuel prosi jedynie o kasety wideo z objawieniami – chce poszukać na nich tego wampira z wizji, próbuje mimo wszystko korzystając z mojego ‘kieszonkowego’ medium – Samaela – ale bez rezultatu. Podczas rozmowy na placyku Anna reaguje bardzo dziwnie i nerwowo – nie chce mi pomóc zdobyć kaset, wręcz próbuje mnie zniechęcić do tego pomysłu, a na wzmiankę że ktoś musiał tego Michała wypuścić po tylu latach odprowadza mnie na bok i szczegółowo wypytuje. Jednak zaraz potem zdradza mi że to z pewnością Tremerowie odpowiadają za wypuszczenie Michała i że zostaną zgładzeni. Do rozwiązania sprawy Michała i jego przeciwnika z Salubri książe wezwał sojuszników z sąsiednich miast – Samedi i Pariasów. Dostaną tereny po Tremerach. Oczywiście sprawa jest tajna do kolejnego spotkania u księcia następnej nocy. Poza tym Anna nalega żeby zabić tego Salubri który konkuruje z Michałem – moim zdaniem bez sensu, ale jej chyba bardzo na tym zależy.

Następnej nocy niespodzianka – książe został zgładzony prawdopodobnie przez Michała a Anna zajmuje oczywiście jego miejsce. Reszta jak usłyszałem od niej zeszłej nocy, dodatkowo Michał jest nie 5 a 7 pokolenia – i tak nieźle. Ci Samedi śmierdzą, ale jeszcze bardziej chełpią się swoimi rzekomymi mocami. Wszystkiego mi się odechciewa, lubię Annę ale za bardzo mi tu śmierdzi jakąś machloją. Próbuję zorganizować Smyka do polowania na Tremerów, proszę o pomoc Jarosława ale najwyraźniej nikomu na nich nie zależy, co sugeruje że chyba Tremerów już nie ma… Za to Jarosław organizuje mi kasety o które prosiłem wcześniej Annę – jest w porządku, będę musiał w przyszłości zwracać się do niego. Samuel jednak jak się okazuje już je zdobył i obejrzał – Michał i rzekomy Salubri wyglądają identycznie – na 90% to ten sam wampir ! Obstawiam swoimi ludźmi wszystkie szpitale. Mają mnie informować jakby objawił się Michał.

Następnej nocy początkowo bez większych rewelacji – Tremerów istotnie nie ma. Jeszcze raz rozmawiam ze Skarbnikiem, głównie o Samedi i Pariasach. Ale potem… Mój człowiek w jednym ze szpitali daje cynk że przeciwnik się objawił. Tą samą wiadomość dostaje równolegle Jarosław – razem z Anną i paroma glinami ruszają na miejsce – ja motorem za nimi. Po drodze ściągam wszystkich na akcję, każę przywieźć mąkę na wypadek gdyby koleś nagle zniknął. Na miejscu jest 6 moich, Anna i Jarosław mają 8 gliniarzy. Księżna każe mi zostawić moich i pójść z nimi:

„…Chamstwo, rozkazuje mi jak gówniarzowi i to bez sensu… Coś kombinuje – moich chłopaków kazała zostawić, ale gliny idą za nami… to są jej gliny… no jasne, kurwa ale ze mnie naiwny młotek… wszyscy do szpitala, jakby co jednego kołkiem, a tą dziwkę wytankować, ale co się kurwa będzie działo – zamach stanu jak bum-cyk, egzekutory się zlecą jak muchy do świeżego gówna, przejebane !!! Ale poddać się bez walki, dać dupy za darmo, nie no kurwa – to nie mój styl…”

Korzystając z zamieszania (nawiedzeni, uzdrowieni i wskrzeszeni) robię szybki telefon do moich przed budynkiem – ściągam ich do środka (jeden na kontakt z resztą), spluwy gotowe – jakby co strzelać ! Doganiam idących wolno Ventrów… Anna staje w drzwiach, udaje cierpiącą – ‘Uzdrów moją duszę’ mówi do Michała, ale aura tamtego odpycha nas wszystkich od wejścia. Ventrowie stają niezdecydowani, przebiegam pokój obok, przechodzę po oknach i jestem teraz za plecami Michała:

„… Wybijam szybę, gorąca krew wypełnia moje zmartwiałe mięśnie, sprężam się i chcę skoczyć na to 7-pokoleniowe ciele, ale aura zatrzymuje mnie groteskowo we framudze okna… Moment zawachania, wyciągam kołek i rzucam – przebija Michała – wampir pada na ziemię – już jestem przy nim… Jest mój !!! Zasysam się gorączkowo, kurwa mać – jeszcze nigdy się tak nie czułem, szybciej, jak najwięcej, może się uda !!! Rozkosz i pośpiech, nerwy napięte do granic, chociaż nie – spokojnieje, zapominam o Ventrach, jest tylko jego Krew – stara, potężna, rozkoszna, wypełnia usta i ciało potęgą – czuje ją, nic mi nie przeszkodzi ! Przez mgłę bzyczy mi śmiesznie głos księżnej: ‘Zostaw go, przejmiesz jego szaleństwo, przestań bo Cie zastrzelę !’ Powoli dociera do mnie co mówi – nie żartuje stara cipa, to ona chce pochlać, myśli że jej oddam, ale on jest kurwa mój ! Ja go załatwiłem, ogłosiła łowy a zwierzyna należy się łowcy ! Podnoszę głowę, przestaję pić – mam lód w żyłach i głosie – pierdoleni kłamcy, politycy, co to kurwa jest…’
‘Jest mój, ja go zabiłem’ chrypię. ‘Przejmiesz jego szaleństwo’ – znowu próbuje ale szybko pochylam się żeby nie patrzeć w jej oczy, wyczuwam ruch – Jarosław rusza na mnie… jest wolny, wolny jak ślimak. Ale się kurwa pomyli !!! Momencik – już jest na linii jej strzału – teraz !!! Podrywam Michała, do okna, drugie piętro, dam radę – skaczę, uciekam – ale ze zdobyczą !!! Ha pierdoleni szmaciarze, kombinatorzy, łgarskie cioty teraz już mi możecie naskakać !!!!….”

Uciekam z zakołkowanym Michałem do jakiegoś ustronnego lasku i tam dokańczam dzieła.

„… Chyba nigdy tak dobrze mi nie było, czuję krew Michała krążącą w moim ciele, tak tak malutki, teraz ja jestem szefem w tej dziurze, dzięki Tobie… Kurwa ! Czuję jakbym mógł wyrwać to miasto z korzeniami i zanieść do samego nieba ! Ha ha ha, nie ma byka, ale się Smyku zdziwi, ‘nie dasz rady’, ‘jesteś za słaby’, ‘nie chcemy mieć do czynienia z piątym pokoleniem’ – biedni głupi czarodzieje, trzeba było poprosić Uziego, to było łatwe !”

Po jakimś czasie dostaję telefon od Anny, trochę trzeźwieję, dociera do mnie że sprzeciwiłem się księżnej, sprzątnąłem jej ofiarę sprzed nosa. Pewnie mnie nie lubi (:)), a co jak ściągnie Egzekutora czy jakąś inną cholerę? Ale Anna wydaje się dawać mi szansę powrotu, obiecuje nienaruszalność terenu, prawo do stworzenia potomka ! Jasne że nie można jej ufać, ale chyba nie czas jeszcze na rewolucję – jestem za młody, nikogo nie znam, nic nie wiem, to by się mogło tylko źle skończyć. Godzę się na jej warunki, obiecuję lojalność, biorę też na siebie Smyka. Za moje grzechy odpowie mój stary ale to dobrze – i tak mu się należało. Końcowe zebranie – lekko się cykałem czy mnie nie zechcą wykończyć na świeżo, ale nic nie zrobili – no i spokój. Teraz czas się przyczaić.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
VtM: Seria II, Wampir: Maskarada ,

Comments are closed.