Pamiętnik Armanda d’Aurillac

Poniżej pierwsza, nieśmiała próba spisania przeżyć z dwóch pierwszych sesji z pażdziernika 1996 roku. Niestety dałem za wygraną, a dziś żałuję, bo mogłbym znów poczuć się na chwilę tamtym Armandem. Forma pamiętnika pozwalała na zminimalizowanie kronikarskiego wysiłku i dawała posmak bycia „czarodziejem w podróży” podczas pisania, ale dziś niewiele da się z niej odczytać, nie mówiąc o poczuciu klimatu. Dobrze że zarzuciłem ją na rzecz bardziej osobistych zapisków.


* 12 Jahrdrung, kalendarza imperialnego:
Skonczyla sie podroz rzeka, uszkodzenie barki. Dalej pojde pieszo, cztery dni. Poznalem dziwnego jegomoscia – podaje sie za ksiecia, ale zdradzil tylko imie – Schrenckt. Zreszta jego maniery i slownictwo… no ale w koncu to Imperium. Zreszta sam widze co rok spedzony w brudnych gospodach i na chlopskich wozach moze zrobic z hrabiego, jakim przeciez bylem i chyba w swietle prawa nadal jestem. W kazdym razie Schrenckt jest ciekawy, no i milo bedzie pogawedzic z kims przez te cztery dni, a i pewnie bezpieczniej.

* 14 Jahrdrung:
Wczoraj nie mialem czasu dla ciebie, moj pamietniku. Koszmar i cud ze przezylismy. Zwykly zajazd przy promie okazal sie byc siedliskiem kultystow Chaosu i mutantow. Schrenckt ledwo z tego wyszedl, inni tez oberwali. Wlasciwie powinienem ich przedstawic – a wiec: Eryk – wielki krasnolud, malo mowi, nerwowy, ale bije sie jak malo kto, Ys – nie wiem kim jest, nie nosi broni, inteligentny i Ben Samotny Wilk – albo po prostu Ben, jakis zabijaka, caly ozdobiony wilczymi wizerunkami. Wszyscy to plebejusze, Schrenckt zdaje sie byc tym poruszony, ale biedak chyba za bardzo sie przywiazal do swojego utraconego ksiestwa. Chyba jestesmy teraz czyms w rodzaju towarzyszy broni – podoba mi sie to. Aha – oprocz kultystow w opanowanym przez nich zajezdzie bylo nieco grosza – coraz bardziej mi sie to podoba. Jakis czas bedziemy podrozowac razem – na razie do Delbierza, po nagrode za mutantow.

* 15 Jahrdrung:
Co za passa – ledwie opuscilismy wiadomy zajazd, a juz w nastepnym, na drodze do Delbierza spotykamy nowa przygode, za calkiem niezle pieniadze. Na razie nic nie moge napisac ze wzgledu na dane slowo, ale wroce do tego tematu. Aha – Ben pochodzi z Norski – fascynujace, obiecal mi poopowiadac o swojej ojczyznie.
* 16 Jahrdrung:
Do diabla z tym wszystkim – przez ostatnie trzy dni dwa razy bylem bliski smierci. Dzis rano pokoj w ktorym spalismy zostal doslownie rozwalony wybuchem bomby. Dziwnym trafem wszyscy zyja, choc Schrenckt znowu otarl sie o smierc. Swoja droga to bohater – wlasnym cialem oslonil nas od wybuchu – fascynujaca osobowosc, choc ostatnio nic nie
wspomina o ksiestwie – podejrzewam ze juz o nim zapomnial i teraz mysli nad wlasnym krolestwem, byc moze takze „utraconym”. Mniejsza z tym zreszta, nowa kompania jest przypadkiem swietnie dobrana no i mamy sporo szczescia – rzecz bardzo wazna. Aha – te dwie sprawy z wczoraj na razie nieaktualne – jakis tam La..costam zdradzil i droga spalona. Jedziemy do Delbierza. Ciekawe kiedy bede mial troche czasu na nauke czarow (na to trzeba mase pieniedzy, ty glupku).

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Warhammer, Warhammer I ,

Comments are closed.